W czwartek sąd w Seulu ogłosi wyrok w jednym z najbardziej dramatycznych procesów we współczesnej historii kraju. Przed wymiarem sprawiedliwości stanął były prezydent Jun Suk Jeol, oskarżony o kierowanie próbą zamachu stanu i złamanie porządku konstytucyjnego. Prokuratura domaga się dla niego najwyższego możliwego wymiaru kary – kary śmierci. Sam oskarżony konsekwentnie nie przyznaje się do winy.
Podstawą aktu oskarżenia jest artykuł 87 południowokoreańskiego kodeksu karnego, dotyczący najpoważniejszych przestępstw przeciwko państwu.
Według śledczych Jun dopuścił się wywołania buntu w celu naruszenia konstytucji, co w praktyce oznacza próbę siłowego sparaliżowania organów władzy i podporządkowania ich decyzjom prezydenta.
Prokuratura nie ma wątpliwości, że działania byłej głowy państwa przekroczyły granice uprawnień konstytucyjnych i stanowiły bezpośrednie zagrożenie dla demokratycznego ustroju.
W mowie końcowej specjalny zespół prokuratorski podkreślał, że sprawa Juna nie jest jedynie rozliczeniem jednostki, lecz testem dla państwa prawa.
– Musimy pokazać, że Republika Korei potrafi chronić porządek konstytucyjny poprzez wymiar sprawiedliwości karnej, surowo karząc niszczenie konstytucji przez elity – argumentowali śledczy, porównując skalę zarzutów do krwawych przewrotów z przeszłości kraju.
Zdaniem oskarżenia tolerowanie takich działań oznaczałoby przyzwolenie na przyszłe próby siłowego przejmowania władzy przez elity polityczne.
65-letni Jun konsekwentnie broni swojej decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 2024 roku. Twierdzi, że miał on charakter ostrzegawczy i symboliczny, a jego celem było zapobieżenie paraliżowi administracyjnemu państwa.
Były prezydent przekonywał, że działał w obliczu zagrożenia ze strony – jak to określał – „komunistycznych sił antypaństwowych”. W trakcie procesu nazwał swój dekret „oświeceniowym” i nie wyraził skruchy wobec obywateli za chaos, jaki wywołały jego decyzje.
Zdaniem ekspertów prawa karnego szanse na łagodny wyrok są minimalne. Sąd już wcześniej wyznaczył jasną linię orzeczniczą w sprawach związanych z wprowadzeniem stanu wojennego.
W styczniu były premier Han Duk Su został skazany na 23 lata więzienia za kluczową rolę w próbie zamachu stanu. Z kolei w lutym były minister spraw wewnętrznych Li Sang Min usłyszał wyrok siedmiu lat pozbawienia wolności. W obu przypadkach sąd uznał, że użycie wojska wobec parlamentu stanowiło pucz przeciwko konstytucji.
Sprawa Juna wywołuje ogromne napięcia polityczne. Opozycyjna Partia Demokratyczna domaga się – jak to określa – „historycznego wyroku”, który miałby jednoznacznie potwierdzić prymat prawa nad władzą wykonawczą.
Jej przedstawiciele ostrzegają, że orzeczenie inne niż najwyższy wymiar kary uznają za podważenie fundamentów demokracji i „sądowy zamach stanu”.
Czwartkowy wyrok zamknie 443-dniową sagę, zapoczątkowaną wieczorem 3 grudnia 2024 roku. Po ogłoszeniu stanu wojennego wojsko – na rozkaz prezydenta – wtargnęło do gmachu Zgromadzenia Narodowego, wybijając szyby i próbując aresztować deputowanych.
Mimo użycia siły parlamentarzyści zdołali się zebrać i jednomyślnie uchylili stan wojenny, zmuszając wojsko do wycofania się po kilku godzinach chaosu. To wydarzenie otworzyło drogę do odsunięcia Juna od władzy i postawienia go przed sądem.
W połowie stycznia były prezydent został już skazany na pięć lat więzienia za nadużycie władzy, w tym wykorzystanie ochrony prezydenckiej do blokowania próby aresztowania.
Ostatnim przywódcą sądzonym w Korei Południowej za zamach stanu był Czon Du Hwan, który w 1996 roku usłyszał wyrok dożywocia, a rok później został ułaskawiony.
Choć prokuratura domaga się kary śmierci, Korea Południowa od lat pozostaje krajem abolicjonistycznym w praktyce. Ostatnią egzekucję wykonano tam w grudniu 1997 roku.
Dlatego nawet jeśli sąd przychyli się do wniosku oskarżenia, wyrok może mieć przede wszystkim znaczenie symboliczne – jako najmocniejsze możliwe potępienie próby obalenia konstytucyjnego porządku.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze