Reklama

Noc Muzeów 2026. Parada tramwajów w Warszawie – Helmut i berlinka w stolicy


Tegoroczna Noc Muzeów przyniesie stołecznym miłośnikom komunikacji coś wyjątkowego. Na warszawskie tory wyjedzie Düwag GT6, potocznie zwany Helmutem – przegubowy tramwaj produkcji zachodnioniemieckiej, który przez lata służył w Düsseldorfie, a do Polski trafił w 2000 roku jako dar dla Poznania. Przez 13 lat woził pasażerów w tamtejszym MPK, po czym przeszedł na emeryturę i zyskał status pojazdu historycznego.


Wymiana tramwajów między miastami to tradycja, którą Warszawa i Kraków kultywują od czterech lat. W tym roku do tego grona dołączył Poznań. Umowę zawarto przy okazji 145-lecia poznańskiej komunikacji tramwajowej.

– Przy okazji ich jubileuszu 145-lecia, który miał miejsce na jesieni, pozyskaliśmy właśnie ten model tramwaju GT6, wyprodukowany przez Düwag i eksploatowany wcześniej w Düsseldorfie. Natomiast my oddaliśmy im skład wagonów 13N, gdzie też służą na podobnej linii turystycznej w okresie wakacyjnym oraz na paradach związanych z jubileuszami – wyjaśnił Paweł Rzeszódko, członek zarządu Tramwajów Warszawskich do spraw przewozowych.

Reklama

Helmut nigdy wcześniej nie jeździł po Warszawie, więc tamtejsi motorniczy musieli od podstaw nauczyć się obsługi pojazdu. Rzeszódko, sam będący motorniczym, przyznaje, że to niełatwe zadanie.

– Porównując ten tramwaj do naszych innych współczesnych tramwajów, to on jest dosyć nowoczesny. Przede wszystkim w naszych tramwajach motorniczy steruje płynnie rozruchem i hamowaniem zadajnikiem jazdy, który ma pod lewą ręką lub może sterować też w starszych wagonach produkcji Konstalu nogą. Natomiast tutaj mamy klasyczny nastawnik jazdy, który wymaga dużej wprawy przy zadawaniu jazdy i hamowania, żeby go nie uszkodzić podczas nieumiejętnego przyspieszania czy hamowania – tłumaczył Rzeszódko.

Reklama

Berlinka z doczepką – skład, którego Warszawa nigdy nie widziała

Na sobotnie tory wyjedzie też wagon typu K o numerze bocznym 445, czyli legendarna berlinka, wyprodukowana w 1940 roku w chorzowskiej wytwórni Wspólnota Interesów Hut „Królewska" i „Laura". Tym razem pojawi się w zestawieniu, jakiego stolica dotąd nie oglądała – z doczepną, niskopodłogową przyczepą Wismar z lat 30. XX wieku, która przyjechała do Warszawy z Krakowa.

Historię berlinki przybliżył motorniczy Tramwajów Warszawskich Bartłomiej Godzisz.

– Warszawa zamówiła serię takich wagonów. Niestety wybuch wojny spowodował, że nie trafiły one do stolicy, natomiast trafiły do stolicy III Rzeszy. Dlatego mają zwyczajową nazwę „berlinka" – wyjaśnił.

Reklama

Po wojnie tramwaje wróciły do Polski, ale napotkały kolejną przeszkodę. – Znowu nie miały po czym jeździć, ponieważ Berlin miał rozstaw torów tramwajowych europejskich, a Warszawa miała rozstaw torów tramwajowych rosyjskich – powiedział Godzisz. Problem rozwiązało przekucie torów na rozstaw europejski na początku lat 50. Od tej chwili berlinki weszły do regularnej eksploatacji. – I tak jeździł do chyba '75. roku, najpóźniej, najdłużej na trasie linii 3 – dodał Godzisz.

Wagon 445 wycofano z ruchu pasażerskiego w 1966 roku, następnie służył jako wagon spawalniczy i holowniczy. W czerwcu 1997 roku, staraniem Klubu Miłośników Komunikacji Miejskiej, trafił na listę taboru historycznego Tramwajów Warszawskich. W 2003 roku wpisano go do rejestru zabytków, a dwa lata później gruntownie wyremontowano.

Reklama

„W zębach przełącznik do wycieraczki" – jak wyglądała praca motorniczego przed wojną

Doczepna przyczepa Wismar numer 506 to bezsilnikowy wagon o długości ponad dziesięciu metrów, wyposażony w 30 miejsc siedzących i 12 stojących. Jego niskopodłogowa konstrukcja była nowatorska jak na standardy lat 30. ubiegłego wieku. Pojazd wyprodukowano dla Tramwajów Szczecińskich; po rekonstrukcji przeprowadzonej przez krakowskie MPK odtworzono jego wygląd z pierwszego okresu powojennej eksploatacji.

Godzisz barwnie opisał, jak wyglądała codzienna praca motorniczego prowadzącego skład z doczepką.

Reklama

– Motorniczy miał dwie ręce zajęte, bo jedną ruszał i hamował, drugą hamował awaryjnie, żeby się wagon nie potoczył, jak było pod górkę. Dzwonek był w nodze, a – żartując sobie – w zębach przełącznik do wycieraczki na szybie, bo wycieraczka była ręczna. Do tego jeszcze przydałaby się jeszcze jedna ręka, bo jak było bardzo ślisko, to jest jeszcze korbka do sypania piachu pod koło – relacjonował Godzisz.

Motorniczy musiał też przez całą trasę stać. – Tak, nie wolno mu było usiąść, jeżeli na wagonie byli pasażerowie. Nawet na pętli nie wolno mu było usiąść. Tak było przed wojną i w czasie wojny. Po wojnie w ramach ułatwienia pojawiły się taborety – powiedział Godzisz.

Reklama

Parada i linia M – gdzie i kiedy można zobaczyć historyczne tramwaje

Oba historyczne składy wyruszą w sobotę. Parada tramwajów ruszy o godzinie 17.00 z Placu Narutowicza i poprowadzi ulicami Grójecką, przez Most Poniatowskiego, Aleją Zieleniecką, Targową, Kijowską, Aleją Tysiąclecia i Kawęczyńską aż do stuletniej zajezdni tramwajowej na Pradze-Północ. Berlinkę z doczepką i Helmuta będzie można zobaczyć podczas parady, ale też na specjalnej linii M kursującej właśnie do tej wiekowej zajezdni.

Rzeszódko przyznaje, że prowadzenie historycznego taboru to prawdziwe wyzwanie.

Reklama

– Jazda tramwajem historycznym, który ma już powiedzmy ponad 60 lat, jest czymś niesamowitym. Zupełnie inaczej się go prowadzi niż nowoczesne tramwaje, wyposażone w najbardziej skomplikowane urządzenia elektroniczne, sterujące zachowaniem tramwajów w poślizgu, w hamowaniu. Tutaj tak naprawdę cała technika jazdy jest w mojej lewej ręce, którą trzymam nastawnik jazdy – mówił Rzeszódko.

– Jest to wyzwanie, więc nie każdy z naszych motorniczych chce jeździć historycznymi tramwajami. Ja zachęcam wszystkich, żeby spróbowali i przekonali się, jak kiedyś w Warszawie wyglądało prowadzenie tramwaju – dodał.

Reklama

Źródło: PAP / checkPRESS Aktualizacja: 16/05/2026 10:36
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo checkPRESS.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości