Radosław Piesiewicz nigdy wcześniej nie znalazł się w tak trudnym położeniu. W piątek zebrał się zarząd Polskiego Komitetu Olimpijskiego, a na sali wisiało pytanie o jedno — kiedy prezes odejdzie. Pod wnioskiem o zwołanie Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia, które jako jedyne może go odwołać przed końcem kadencji w 2027 roku, zebrało się 80 podpisów spośród 106 uprawnionych organizacji.
Piesiewicz zablokował głosowanie. Ale bunt jest już faktem.
Piątkowe obrady zarządu PKOl miały zakończyć się głosowaniem nad wnioskiem, którego drugi i kluczowy punkt brzmiał jednoznacznie — odwołanie prezesa zarządu PKOl. Do głosowania jednak nie doszło. Piesiewicz nie dopuścił do niego, korzystając ze swojej pozycji przewodniczącego obrad.
Opozycja nie uznała tego za porażkę — wręcz przeciwnie. Działacze wychodzący po obradach byli wyraźnie przekonani, że czas gra na ich korzyść. „Machina ruszyła i tego się już nie zatrzyma" — mówił jeden z członków zarządu, przekonując, że prezes Piesiewicz po raz pierwszy naprawdę odczuwa, że to właśnie opozycja staje się siłą dominującą w PKOl.
Wymagany próg do zwołania Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia wynosił dwie trzecie spośród 106 członków, czyli dokładnie 71 podpisów. Zebrano 80 — z wyraźną nadwyżką.
Za żądaniem odwołania prezesa stoi ciąg głośnych afer, które przewinęły się przez PKOl w ostatnich miesiącach. Ostatnią i najbardziej medialną jest sprawa Zondacrypto — giełdy kryptowalut, która nie wypłaciła nagród olimpijczykom, a jej logo zniknęło z budynku PKOl.
Piesiewicz konsekwentnie odrzuca swoją odpowiedzialność, wskazując na rząd Donalda Tuska i ABW jako autorów nagonki, której — jak sam twierdzi — mimo wszystko nie ulegnie.
Wciąż ma swoich popleczników — część członków zarządu nawet w trakcie piątkowych obrad przekonywała, że prezes doskonale wywiązuje się ze swoich obowiązków. Problem w tym, że głosów w jego obronie jest coraz mniej, a 80 podpisów pod wnioskiem to sygnał niewidziany dotąd w historii PKOl.
Lista 80 organizacji, które podpisały się pod wnioskiem, jest imponująca — od Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, przez Związek Piłki Ręcznej, Polski Związek Bokserski, Pływacki, Narciarski, Kolarski, aż po Akademicki Związek Sportowy i regionalne rady olimpijskie.
Brakuje jednak kilku znaczących graczy — przede wszystkim PZPN, największego związku sportowego w Polsce. Prezes Cezary Kulesza konsekwentnie unikał angażowania się w sprawy PKOl i nie złożył podpisu. Matematycznie jednak 80 podpisów daje zdecydowaną większość wystarczającą do odwołania Piesiewicza. Kolejnym krokiem ma być złożenie formalnego wniosku o Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie w nadchodzącym tygodniu. I tu zaczyna się prawdziwa rozgrywka — prawnicy Piesiewicza będą zapewne kwestionować procedurę.
„Przed nami długi marsz" — powiedział jeden z działaczy po zakończeniu obrad. Jeśli nie dojdzie do porozumienia, sprawa może trafić do sądu. Jedno jest jednak pewne — bunt w PKOl wyszedł z cienia i nie zamierza wracać.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Diskopolo kulesza to człowiek pisu. Zresztą znając jego tryb życia to może nie wytrzeźwiał i nie był w stanie dotrzeć na miejsce.
Diskopolo kulesza to człowiek pisu. Zresztą znając jego tryb życia to może nie wytrzeźwiał i nie był w stanie dotrzeć na miejsce.