Patostreaming od lat budzi niepokój ekspertów, ale najnowsze dane pokazują, że problem może być jeszcze poważniejszy, niż wielu dorosłym się wydaje. Z raportu Urzędu Komunikacji Elektronicznej wynika, że blisko 28 proc. osób w wieku od 7 do 17 lat przyznało, że oglądało patostreamy. Największy odsetek odbiorców stanowią dzieci między 10. a 12. rokiem życia, ale bardzo wysoki wynik odnotowano też w grupie od 7 do 9 lat. To oznacza, że z brutalnymi, wulgarnymi i upokarzającymi treściami stykają się już dzieci w wieku wczesnoszkolnym.
Patostreaming to nie tylko internetowa „patologia” oglądana z boku. To zjawisko, które działa na emocje, szokuje i przyciąga uwagę właśnie dlatego, że przekracza granice.
Twórcy takich transmisji zarabiają między innymi na wpłatach od widzów, a za pieniądze potrafią wykonywać kolejne skandaliczne działania, wdawać się w bójki albo podejmować zachowania ryzykowne. Problem polega na tym, że dla części młodych odbiorców nie jest to już margines internetu, ale jeden z jego codziennych elementów.
Im częstszy kontakt z takimi materiałami, tym łatwiej oswoić się z przemocą, upokorzeniem i skrajnym zachowaniem.
O wpływie takich materiałów na młodych ludzi mówiła w rozmowie z PAP Marta Wojtas z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, koordynatorka Poradni Dziecko w Sieci. Jak podkreśliła, patostreamy promują zachowania autodestrukcyjne i antyspołeczne. Mogą dotyczyć przemocy, używania substancji, narażania zdrowia, a także działań niebezpiecznych dla innych. Najbardziej niepokojące jest jednak to, jak takie treści zmieniają sposób myślenia dzieci. Ekspertka powiedziała wprost:
„Dzieci, oglądając takie materiały, zaczynają mieć wrażenie, że to, co widzą, jest czymś normalnym, co można powielać”.
Reklama
Podobnie ocenia sytuację dr hab. n. med. Andrzej Silczuk, psychiatra i kierownik Zakładu Psychiatrii Środowiskowej na Wydziale Nauk o Zdrowiu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Jego zdaniem same deklaracje małoletnich są już alarmujące, bo ujawnienie takiego zachowania wymaga woli i świadomości. Jak zaznaczył:
"zakładając, że blisko co trzecie dziecko jest w stanie potwierdzić, że to robi, moglibyśmy przyjąć, że ta wartość jest znacznie wyższa, może nawet przerażająco wysoka”.
To ważna uwaga, bo pokazuje, że skala zjawiska może wykraczać poza oficjalne wyniki badań.
Dr hab. Andrzej Silczuk zwrócił uwagę także na inny wymiar tego zjawiska, czyli treści o charakterze seksualnym. Jego zdaniem dzieci często nie dostają rzetelnych narzędzi do oceny tego, co oglądają w sieci.
Jak powiedział:
„w naszym kraju głównym edukatorem seksualnym są rówieśnicy i pornografia”.
Dodał też, że w tej sferze również można podejrzewać obecność treści o charakterze patostreamingowym, opartych na przemocy, poniżeniu czy zachowaniach przekraczających normy. To szczególnie groźne, bo młody odbiorca może uznać takie wzorce za prawdziwy obraz relacji, bliskości i seksualności.
Na mechanizm oglądania patotreści zwraca uwagę również dr Karol Jachymek z Uniwersytetu SWPS, kierownik Obserwatorium Praktyk Medialnych. Zauważa on, że wiele dzieci nie do końca rozumie, że ma do czynienia z czymś szkodliwym. Jedni oglądają takie materiały z fascynacji, inni z ciekawości, jeszcze inni dlatego, że rozmawiają o nich koledzy albo trafili na nie przypadkiem.
To ważne rozróżnienie, bo pokazuje, że nie każdy kontakt z patostreamingiem wynika z świadomego wyboru. Część dzieci wpada w ten świat dlatego, że algorytmy, znajomi albo popularni influencerzy po prostu prowadzą je do takich treści.
Badanie Urzędu Komunikacji Elektronicznej pokazało też, że niemal połowa respondentów oglądała gale FAME MMA. Wysokie wyniki odnotowano nie tylko wśród nastolatków, ale również w grupie dzieci od 7 do 9 lat.
To pokazuje, jak mocno kultura internetowego widowiska, opartego na konflikcie, skandalu i prowokacji, przenika do codzienności najmłodszych. Zdaniem doktora Karola Jachymka dużą odpowiedzialność ponoszą tu platformy społecznościowe.
Jak podkreślił:
„jednym z największych problemów jest odpowiedzialność platform za to, że tego typu treści są dystrybuowane m.in. do najmłodszej grupy wiekowej”.
Reklama
Swoje ustalenia przedstawił też NASK, który w raporcie „Nastolatki” wskazał, że jedna piąta młodych osób natrafiła w internecie na treści wulgarne, obsceniczne albo przemocowe. Niepokojące są również dane dotyczące rodziców. Prawie co trzeci nie potrafi jednoznacznie powiedzieć, czy jego dziecko ogląda patostreamy.
To wyraźny sygnał, że internetowe życie dzieci wciąż zbyt rzadko staje się tematem zwykłych, codziennych rozmów w domu. Nie chodzi o pełną kontrolę, ale o obecność, zainteresowanie i budowanie w dziecku odporności na szkodliwe treści. Bez tego granica między rozrywką a realnym zagrożeniem będzie zacierać się coraz bardziej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze