Reklama

Migalski: rozpad Zjednoczonej Prawicy prawie nieunikniony


Prawo i Sprawiedliwość znalazło się dziś w obliczu najpoważniejszego kryzysu wewnętrznego od piętnastu lat. Ultimatum Jarosława Kaczyńskiego wobec własnych polityków, defektorzy wycofujący się z podpisanego wcześniej listu poparcia oraz sondaż pokazujący, że partia Mateusza Morawieckiego mogłaby samodzielnie wejść do Sejmu, złożyły się dziś na obraz partii dosłownie rozjeżdżającej się w szwach.


Prof. Marek Migalski, politolog, który sam kiedyś startował z list PiS-u, bez znieczulenia nazwał rzecz po imieniu i dosadnie ocenił, że obserwujemy właśnie rozpad Zjednoczonej Prawicy. Sytuację, którą obserwujemy na Nowogrodzkiej nazwał najpoważniejszym kryzysem tej partii od 2010 roku, a sam rozpad jest, jego zdaniem, prawie nieunikniony.

Ultimatum, które miało zjednoczyć, a dzieli

Przypomnijmy, jak do tego doszło. Kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości podjęło uchwałę zobowiązującą działaczy do wystąpienia ze stowarzyszeń prowadzących działalność polityczną wewnątrz partii. Chodzi przede wszystkim o Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego, ale też o Po pierwsze Polska posła Jacka Sasina. Termin mija w środę 22 lipca o północy.

Reklama

I tu mamy pierwszy komiczny kontrast, bo Jacek Sasin ukorzył się natychmiast i tego samego dnia ogłosił likwidację swojego stowarzyszenia. Żadnego oporu, żadnego listu do prezesa, żadnej deklaracji o jedności partii. Po prostu, padł na kolana, wywiesił białą flagę i zniknął ze sceny bez walki. Za to Morawiecki poszedł w zupełnie inną stronę. Oświadczył, że PiS nie jest własnością żadnej grupy ani żadnej frakcji i zapowiedział, że będzie dalej rozwijał swoje środowisko. 

Czterdzieści pięć podpisów, które zaczynają się kruszyć

W piątek czterdziestu pięciu posłów, senatorów i europosłów podpisało list do Kaczyńskiego, zapewniając, że nie wyobrażają sobie doprowadzenia do rozłamu. Wśród sygnatariuszy sam był Morawiecki i tacy politycy jak Marcin Horała czy Szymon Szynkowski vel Sęk.

Reklama

Ale ta jedność okazała się krucha szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Rzecznik PiS Rafał Bochenek poinformował, że pierwsze osoby z tej listy już złożyły oświadczenia o braku przynależności do stowarzyszenia. Wśród nich Anita Czerwińska oraz Daniel Obajtek, który po osobistym spotkaniu z prezesem nazajutrz oficjalnie wystąpił z Rozwoju Plus. Do piątku deklarację o braku przynależności złożyło już około stu trzydziestu parlamentarzystów PiS.

Dlaczego rozpad jest, zdaniem Migalskiego, nieunikniony

Politolog wskazał na prosty, brutalny mechanizm. Obie strony sobie nie ufają, a to oznacza, że żadna nie może pozwolić sobie na spokojne czekanie. Kaczyński obawia się, że tuż przed wyborami Morawiecki założy własne ugrupowanie i korzystając z efektu nowości, zabierze mu poparcie.

Reklama

Morawiecki z kolei obawia się, że tuż przed rejestracją list po prostu zniknie z list PiS-u bez możliwości odwołania się do wyborców pod własnym szyldem. Migalski postawił podobną diagnozę już kilka miesięcy temu, gdy po namaszczeniu Przemysława Czarnka na kandydata na premiera ocenił, że Morawiecki zaczyna być w PiS zbędny, bo narusza narrację partii jako najtwardszej z twardych.

Liczby, które bolą najbardziej

Najnowszy sondaż United Surveys dla Wirtualnej Polski sprawdził scenariusz, w którym Morawiecki faktycznie zakłada komitet pod nazwą Rozwój plus Wy. Taka formacja zdobyłaby 6,9 procent poparcia, co dałoby jej 26 mandatów w Sejmie. To więcej, niż dziś ma Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna. 

Reklama

A sam PiS w tym scenariuszu spada do 18,9 proc., tracąc aż 4,1 punktu procentowego względem poprzedniego badania, co jest najgorszym wynikiem ze wszystkich głównych ugrupowań objętych sondażem. Uczciwie trzeba dodać, że tego samego dnia opublikowano też inny sondaż, przygotowany przez Instytut Pollster dla Super Expressu, który daje partii Morawieckiego zaledwie 2,33 proc., poniżej progu wyborczego. Rozbieżność między badaniami jest więc ogromna.

Cyrk, w którym nikt nie chce być pierwszym klaunem

I tu wracamy do sedna tej całej sytuacji. Partia, która przez dekadę prezentowała się jako monolit, żelazny elektorat, twardy jak beton, dziś rozpada się na oczach całej Polski, a jej własny, dawny polityk publicznie ogłasza, że nie widzi już sposobu na uratowanie jedności.

Reklama

Kaczyński gra ultimatum, licząc, że reszta ugnie się jak Sasin. Morawiecki gra twardo, licząc na sondaże, które dają mu miejsce w Sejmie bez proszenia nikogo o zgodę. A pomiędzy nimi kręcą się tacy jak Obajtek, sprawdzający, po której stronie barykady intratniej dziś stanąć.

Wniosek jest prosty. Im głębszy ten rozłam, tym słabsza cała prawica jako całość, bo elektorat nie znika, tylko się rozprasza między kilka konkurujących ze sobą ugrupowań. A to jest dokładnie ten scenariusz, na którym najbardziej skorzysta koalicja rządząca, patrząc już w stronę wyborów w 2027 roku. Czwartek pokaże, kto z tego cyrku wyjdzie z twarzą, a kto zostanie w nim na stałe.

Reklama

Źródło: PAP / checkPRESS Aktualizacja: 21/07/2026 18:30
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo checkPRESS.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości