Reklama

Pożar lasu pod Warszawą. Międzylesie płonie – DK50 zablokowana, trwa ewakuacja


To jeden z największych pożarów lasów w okolicach stolicy od lat. W czwartek po południu w Międzylesiu w powiecie wołomińskim wybuchł pożar, który w ciągu kilku godzin wymknął się spod kontroli i objął ponad 100 hektarów lasu. Na miejscu walczy 400 strażaków, a do akcji włączone zostały samoloty, śmigłowce i drony.


Zablokowano drogę krajową numer 50 na długości 29 kilometrów, ewakuowano 42 osoby, a rano do akcji dołączyć miało 100 żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej.

Od 5 do 100 hektarów w kilka godzin. Jak pożar wymknął się spod kontroli?

Ogień zgłoszono w czwartek o godzinie 13.37. Pierwsze doniesienia mówiły o 5 hektarach objętych pożarem — niecałe siedem godzin później było ich już ponad 100. Wiceminister spraw wewnętrznych Wiesław Leśniakiewicz poinformował o tej liczbie podczas nocnego briefingu na miejscu akcji.

Zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Mińsk Robert Milewski wyjaśnił, że pożar zaczął się w lasach prywatnych, a wiatr przeniósł go do lasów państwowych leśnictwa Poręby. „Sytuacja jest rozwojowa. Pożar jest nieopanowany do tej chwili" — podkreślił. Nadleśniczy Piotr Serafin wskazał, że tzw. siedliska borowe to głównie powojenne zalesienia, co sprzyjało gwałtownemu rozprzestrzenianiu się ognia.

Reklama

Początkowo był to pożar wierzchołkowy — najbardziej niebezpieczny typ, przenoszący się przez korony drzew — a z czasem przeszedł w pożar dolny.

400 strażaków, Black Hawk, Dromadery i Bayraktar. Bezprecedensowa skala akcji

Do wieczora w czwartek w akcji uczestniczyło 390 strażaków, 103 samochody, cztery samoloty gaśnicze Dromader oraz policyjny śmigłowiec Black Hawk z bambibucktem o pojemności 3 tysięcy litrów wody. Działania z powietrza wstrzymano po zapadnięciu ciemności.

W nocy sztab kryzysowy zdecydował, że do akcji włączone zostanie 100 żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej oraz bezzałogowy statek Bayraktar, umożliwiający obrazowanie terenu objętego pożarem. Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz potwierdził to w nocnym wpisie na platformie X. Od godziny 16 do 17 strażacy wykorzystywali drony wyposażone w kamery na podczerwień, które — mimo silnego zadymienia — pozwalały wykryć front pożaru i zarzewia ognia.

Reklama

Premier Donald Tusk poinformował, że jest w stałym kontakcie z szefem MSWiA i służbami. Rzecznik prasowy PSP Wojciech Gralec wyraził obawy dotyczące prognozy pogody: „Najbliższe dni mają być podobne, czyli słoneczne, z dosyć wysoką temperaturą i dość silnym wiatrem" — co stwarza ryzyko ponownego wzniecenia pożaru.

Praca w nocy kluczowa. Bruzdy, ciągniki i wyścig z ogniem przed świtem

Nocne godziny były dla strażaków najważniejsze. Wraz ze spadkiem temperatury i wzrostem wilgotności intensywność pożaru wyraźnie zmalała.

„Gdybyśmy nie podjęli tych działań w nocy, istniałoby ryzyko, że rano — wraz ze wzrostem temperatury i spadkiem wilgotności — pożar by się podniósł" — wyjaśnił Jan Kaczmarowski, pożarnik Lasów Państwowych.

Reklama

Równocześnie pracowały ciągniki, które oborywały pożarzysko, tworząc głębokie bruzdy mające zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się ognia.

Droga krajowa numer 50 na odcinku Stanisławów–Łochów pozostaje zamknięta na długości 29 kilometrów ze względu na bezpieczeństwo strażaków — pożar toczy się w odległości zaledwie około kilometra od jezdni. Ewakuowanych zostało 42 mieszkańców z 20 budynków — większość wyjechała do rodzin, sześć osób tymczasowo zakwaterowano w szkole podstawowej w Stanisławowie.

Reklama

Władze zaapelowały do okolicznych mieszkańców o oszczędzanie wody, bo ciśnienie w sieci hydrantowej gwałtownie spadło. Przyczyna pożaru na razie pozostaje nieznana.

Źródło: PAP / checkPRESS Aktualizacja: 29/05/2026 13:47
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo checkPRESS.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości