Krakowskie referendum ma swojego cichego przegranego. Kim jest Szymon Milczanowski i dlaczego ta kampania to jego kolejna klęska?Wyniki referendum w Krakowie komentowano głównie przez pryzmat odwołanego prezydenta Miszalskiego i politycznych konsekwencji dla KO. Ale w tej historii jest jeszcze jeden bohater — tyle że nie triumfujący, lecz pogrążony w kolejnej spektakularnej porażce.
Szymon Milczanowski, doradca strategiczny i wizerunkowy, który pozycjonuje się jako jeden z czołowych konsultantów politycznych w Polsce, dorzucił właśnie kolejną przegraną kampanię do swojego imponującego w tej kategorii portfolio.
Milczanowski w środowiskach politycznego marketingu przedstawia się jako strateg i doradca wizerunkowy najwyższej półki. Problem w tym, że jego najgłośniejsze projekty łączy jeden wspólny mianownik — finał nie był taki, jakiego sobie życzyli zleceniodawcy.
Doradzał w zakończonej porażką kampanii Bronisława Komorowskiego oraz w kampanii Rafała Trzaskowskiego — również bez zwycięskiego rezultatu. Teraz do tej listy dołącza krakowska kampania referendalna po stronie broniącej Aleksandra Miszalskiego, zakończona wynikiem 97,93 procent głosów za odwołaniem prezydenta. To jeden z najbardziej druzgocących wyników wyborczych w historii polskiego samorządu. Trudno o bardziej dobitne podsumowanie skuteczności prowadzonej strategii.
Żeby zrozumieć, skąd Milczanowski wziął się w krakowskiej kampanii, warto cofnąć się do jego wcześniejszej historii.
W czasach pierwszej odsłony Platformy Obywatelskiej miał swoje pięć minut — był blisko zaprzyjaźniony ze środowiskiem uczniów Leszka Balcerowicza, tzw. bankomatami, i dzięki tym relacjom zdobywał kontrakty w grupie PKP. Później było już znacznie gorzej.
Jeden z bardziej kuriozalnych epizodów to trwająca zaledwie trzy miesiące przygoda w piłce nożnej — Milczanowski zasiadał w zarządzie Legii Warszawa SA, jednak ten rozdział jego kariery zakończył się równie szybko, jak się zaczął. Milczanowski przedstawia się też jako „przyjaciel rodziny" Trzaskowskiego — co tłumaczyłoby jego obecność przy kampaniach związanych z tym środowiskiem politycznym, choć nie tłumaczy skuteczności tych zaangażowań.
Okoliczności pojawienia się Milczanowskiego przy krakowskiej kampanii referendalnej po stronie Miszalskiego pozostają niejasne — nie wiadomo, kto go zaproponował ani w jaki sposób trafił do tej roli.
Jedno jest pewne: był to fatalny pomysł, którego skutki widać w liczbach. Frekwencja 29,99 procent przy progu ważności 26,98 procent, i wynik głosowania zbliżony do jednomyślnego — to statystyki, które nie pozostawiają złudzeń co do efektywności prowadzonej kampanii.
Referendum w Krakowie stało się w ten sposób kolejnym rozdziałem w historii konsultanta, który przez lata funkcjonował na szczytach politycznego marketingu, a którego rzeczywiste wyniki trudno ocenić inaczej niż przez pryzmat kolejnych porażek. W świecie doradztwa politycznego reputację buduje się latami, ale jeden zły wynik może.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze