Reklama

Gdzie był nadzór ratusza? Lekarz w rok zarobił 1,6 mln zł


Sprawa Dawida Kacprzyka odsłania, jak fatalnie działał nadzór nad jednym z warszawskich szpitali zarządzanych przez miasto. 28-letni lekarz w trakcie specjalizacji i radny Koalicji Obywatelskiej w rok zarobił w Szpitalu Południowym ponad 1,6 miliona złotych. Figurował w grafiku dyżurów nawet wtedy, gdy bywał w studiach telewizyjnych i na sesjach rady dzielnicy. Dziś szpital szykuje zawiadomienie o oszustwie, a prezydent Warszawy żąda głów. Pytanie tylko, gdzie ten nadzór był przez cały poprzedni rok?


Skala sprawy wyłania się z samych dokumentów. Według szpitalnej dokumentacji Kacprzyk miał w 2025 roku przepracować 3976 godzin.To średnio 331 godz. miesięcznie non-stop, czyli około 11 godzin dziennie, wliczając w to weekendy. Już sam ten grafik powinien zapalić czerwoną lampkę u każdego, kto go zatwierdzał.

Czy teraz, gdy mleko się rozlało, polecą także głowy osób zarządzających tą placówką? Jedno jest pewne: Donald Tusk otrzymał mocny cios, bijący zarówno w jego wizerunek, jak i w postrzeganie Koalicji Obywatelskiej. Złośliwi powiedzą, że premier się wściekł, ale tym razem naprawdę ma ku temu powody.

Reklama

3976 godzin i Porsche. Liczby, które nie mogą się zgadzać

Czy taka harówka w wykonaniu medyka, który sprawował nadzór nad SOR jest w ogóle fizycznie możliwa? Teraz, przy okazji dziennikarskiego śledztwa Patryka Słowika wynika, że w wielu z tych dni lekarz wcale nie był na dyżurze.W tym czasie bowiem występował w publicznej telewizji, radiu, a także brał udział w sesji rady dzielnicy i przy okazji prowadził działalność polityczną w sieci.

Tu właśnie tkwi sedno. Człowiek nie wyciąga 1,6 miliona złotych z miejskiego szpitala w ciągu jednego roku przez przypadek ani w jeden dzień. Taki proceder musi trwać miesiącami, ale żeby trwał, ktoś musiał miesiącami patrzeć na te grafiki i faktury i je akceptować. Radny był na tyle głupi, ze zamiast skupić się na zarabianiu walizek pełnych forsy był dodatkowo... radnym.

Reklama

A to oznacza obowiązek publikowania oświadczeń majątkowych. I to właśnie ten dokument wywołał ogólnopolskie oburzenie. Były już członek KO w zaledwie rok dorobił się fortuny. Gdyby nie media, sprawa zapewne toczyłaby się dalej. To pokazuje, że realna kontrola w placówce po prostu nie działała, a 28-letni cwaniak naciągał szpitale, w których pracował na nienależne mu pieniądze.

Pieniądze podatników czyli Trzaskowski rusza z audytem, ale po fakcie

Reakcja ratusza przyszła dopiero po wybuchu medialnej burzy. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski 15 czerwca zarządził pilny audyt w Szpitalu Południowym, a następnie rozszerzył go na pozostałe miejskie SOR-y.

Reklama

W związku z doniesieniami medialnymi wskazującymi na nieprawidłowości w organizacji pracy w Szpitalu Południowym poleciłem przeprowadzenie pilnego audytu

— napisał prezydent. Podkreślał przy tym, że stawką jest nie tylko zdrowie pacjentów:

Ochrona zdrowia to zbyt poważna sprawa, żeby pozostawiać przestrzeń na wątpliwości i niedopowiedzenia. Chodzi o zdrowie ludzi, ale też o pieniądze podatników.

Problem w tym, że to działanie po fakcie. Audyt potwierdził nieprawidłowości przy obsadzie lekarza w grafiku, szpital wypowiedział mu umowy i przygotowuje zawiadomienie do prokuratury o oszustwie. Trzaskowski zwrócił się też do Rady Nadzorczej o odwołanie dyrektor do spraw medycznych, dr Agaty Kusz-Rynkun, która zatwierdzała grafiki i faktury Kacprzyka.

Reklama

Rada zbiera się 18 czerwca. Wszystko to słuszne kroki. Ale pozostaje pytanie, którego nie da się zbyć: jak to możliwe, że nadzór właścicielski miasta nad spółką, którą samo prowadzi, ocknął się dopiero wtedy, gdy aferę opisały media, a nie wtedy, gdy pieniądze wypływały. 

Polityczny rykoszet. Czy afera uderzy w wizerunek KO?

Sprawa ma też ciężar polityczny, bo Kacprzyk to nie był przypadkowy lekarz. To radny Koalicji Obywatelskiej, który po wybuchu afery pożegnał się z partią, jak poinformował szef warszawskich struktur KO Marcin Kierwiński:

Reklama

Przyjąłem rezygnację Dawida Kacprzyka z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej.

Do tego dochodzą poważne zarzuty, że lekarz miał tworzyć w szpitalu warunki faworyzujące pacjentów powiązanych z Koalicją Obywatelską. Sprawą zajęła się już Prokuratura Okręgowa w Warszawie, badając między innymi wątek narażenia ludzi na niebezpieczeństwo, a do kontroli na wniosek premiera Donalda Tuska włącza się Najwyższa Izba Kontroli. Prokurator będzie m.in. sprawdzał priorytetowe przyjmowanie poza kolejką na SOR polityków KO.

Reklama

Dla formacji, która lubi przedstawiać się jako gwarant uczciwego i sprawnego państwa, to kłopotliwy obraz: w placówce zarządzanej przez samorząd KO przez rok mógł działać mechanizm, który kosztował publiczną kasę miliony. Wprawdzie część komentatorów uważa, że pojedyncza sprawa nie przesądzi o sympatiach wyborców, jednak takie historie kumulują się w pamięci opinii publicznej.

Bo wyborcy rzadko pamiętają nazwiska dyrektorów medycznych, ale za to doskonale pamiętają obraz partii, która głosi standardy, a we własnym ogródku nie potrafi ich wyegzekwować. Trzeba przy tym oczywiście dodać, że obowiązuje domniemanie niewinności i o ewentualnej winie Kacprzyka oraz osób odpowiedzialnych za nadzór rozstrzygną dopiero prokuratura i sąd. Ale zebrane dowody w postaci dokumentacji są naprawdę twarde.

Reklama

Źródło: PAP / checkPRESS Aktualizacja: 17/06/2026 17:43
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo checkPRESS.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości