Waldemar Żurek uderza w jeden z symboli pisowskiej dobrej zmiany w sądownictwie. Minister sprawiedliwości i prokurator generalny zdecydował o natychmiastowym odsunięciu od czynności służbowych sędziego Łukasza Piebiaka, byłego wiceministra z czasów Zbigniewa Ziobry, kojarzonego z głośną aferą hejterską. W ślad za decyzją ministra poszło Prezydium Krajowej Rady Sądownictwa, które ograniczyło Piebiakowi dostęp do chronionych danych. Sprawą całej Rady zajmie się w przyszłym tygodniu.
Minister nie owijał w bawełnę, uzasadniając swoją decyzję.
Podjąłem decyzję o natychmiastowym odsunięciu sędziego Łukasza Piebiaka od czynności służbowych z powodu nadzwyczajnego ciężaru zarzutów, o których popełnienie jest on podejrzewany
— oświadczył Waldemar Żurek. Jak podkreślił, dalsza praca sędziego uderzałaby w powagę Sądu Rejonowego dla miasta stołecznego Warszawy i godziła w istotne interesy służby.
Powód jest poważny, bo wobec Piebiaka toczą się obecnie dwa odrębne, wielowątkowe śledztwa. Pierwsze dotyczy udziału w tak zwanej aferze hejterskiej, a drugie o usiłowania oszustwa sądowego i posłużenia się podrobionym testamentem w sprawie mieszkania należącego do miasta stołecznego Warszawy, wartego 475 tysięcy złotych.
Minister nie krył, że zebrany materiał dowodowy rzuca poważne podejrzenia na postawę etyczną i prawną sędziego.
Sytuacja, w której osoba powołana do wymierzania sprawiedliwości sama staje się podmiotem podejrzeń o fałszowanie dokumentów i próbę przejęcia majątku, jest zaprzeczeniem etosu sędziego
— wskazywał Żurek, dodając hasło, które stało się mottem całej decyzji: nie ma świętych krów.
Nazwisko Piebiaka nie pojawia się w tej sprawie przypadkiem. To jeden z ludzi, którzy współtworzyli wymiar sprawiedliwości w wydaniu Zjednoczonej Prawicy. Łukasz Piebiak był wiceministrem sprawiedliwości w czasach, gdy resortem kierował Zbigniew Ziobro, a więc człowiekiem z samego centrum ówczesnej polityki wobec sądów.
W 2019 roku media powiązały go z aferą hejterską czyli zorganizowaną w ministerstwie akcją oczerniania sędziów niewygodnych dla władzy. Po ujawnieniu tych doniesień Piebiak podał się do dymisji, choć do dziś utrzymuje, że informacje o rzekomej aferze są nieprawdziwe i zmanipulowane.
Mimo tego bagażu jego kariera bynajmniej się nie zakończyła. W maju tego roku Sejm wybrał go jako jednego z piętnastu sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa, a jego kandydaturę zgłosił klub Prawa i Sprawiedliwości. To pokazuje, że dla obozu PiS Piebiak pozostawał osobą zaufaną, wartą wprowadzenia do kluczowego dla sądownictwa organu.
Decyzja ministra wywołała natychmiastową reakcję środowiska Piebiaka. Stowarzyszenie Prawnicy dla Polski, którego jest on prezesem, ogłosiło, że za posunięciem Żurka stoją motywy polityczne.
Chodzi o próbę uciszenia człowieka, którego nie da się pokonać argumentami
— napisano w oświadczeniu, przekonując, że to atak na członka KRS, który nie milczy i sprzeciwia się rzekomemu sterowaniu składem organu konstytucyjnego przez władzę wykonawczą.
To klasyczna linia obrony tego obozu — przedstawianie każdego rozliczenia jako prześladowania politycznego. Tyle że argumenty ministra trudno zbyć jako polityczną zemstę, gdy w tle są konkretne śledztwa i wnioski o uchylenie immunitetu, które trafiły już do Sądu Najwyższego.
Żurek konsekwentnie ustawia tę sprawę nie wokół poglądów sędziego, lecz wokół zaufania obywateli do państwa. — Od sędziów wymaga się więcej, bo to oni mają stać na straży prawa, uczciwości procesu i zaufania obywateli do państwa — podkreślał. Zgodnie z przepisami przerwa w czynnościach służbowych obowiązuje do czasu decyzji sądu dyscyplinarnego, nie dłużej jednak niż miesiąc.
W ocenie ministra odsunięcie obejmuje również zasiadanie w KRS, choć ostateczne rozstrzygnięcie w tej kwestii należeć będzie do samej Rady, która zbierze się na posiedzeniu plenarnym 23 i 24 czerwca. Obowiązuje przy tym domniemanie niewinności — o winie Piebiaka rozstrzygną dopiero sądy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze