Szef niemieckiej dyplomacji Johann Wadephul zasugerował, że rozmowy pokojowe z Rosją mogą ruszyć już latem. Słowa te padają w szczególnym momencie — gdy ukraińskie drony systematycznie palą rosyjskie rafinerie, a Moskwa zmaga się z narastającym kryzysem paliwowym. Warto jednak pamiętać, że za niemieckim apelem o pokój stoją nie tylko racje humanitarne, ale też potężne interesy gospodarcze.
Niemiecki minister wprost zasygnalizował zmianę nastawienia.
Jest teraz szansa, wydaje mi się, na rozpoczęcie rozmów w lecie
— oświadczył Johann Wadephul w stacji RTL. Jego zdaniem także Władimir Putin
może być na etapie, w którym poważnie to rozważa.
Szef niemieckiej dyplomacji zaznaczył przy tym, że obecnie żadna ze stron — ani Ukraina, ani Rosja — nie ma wyraźnej przewagi na froncie.
Ton ten kontrastuje z twardszym stanowiskiem innych zachodnich przywódców. Podczas niedawnego spotkania prezydent USA Donald Trump przekonywał ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, że Rosja powinna zawrzeć umowę. Sam Zełenski przedstawiał jednak sprawę odmiennie.
Przede wszystkim Putin nie chce skończyć, ale trzeba go do tego zmusić — głównie poprzez sankcje
— relacjonował, wskazując, że Moskwa gra na zwłokę i wciąż liczy na militarne zwycięstwo. To zasadnicza różnica zdań: jedni chcą Rosję do pokoju przymusić, inni — przekonywać.
I tu dochodzimy do kwestii, o której w oficjalnych komunikatach mówi się niechętnie. Niemiecka gotowość do rozmów ma także bardzo konkretny, gospodarczy wymiar. Mimo wojny i sankcji w Rosji wciąż działa około 1500 niemieckich firm, dla których tamtejszy rynek przez dekady był źródłem miliardowych zysków. Berlin przez lata budował swoją gospodarczą potęgę między innymi na taniej rosyjskiej energii i rozległych powiązaniach handlowych z Moskwą.
Dla niemieckiego przemysłu przedłużająca się wojna oznacza zamrożone inwestycje, utracone rynki i wyższe koszty energii. Szybki pokój i to nawet kosztem ustępstw wobec Rosji leży więc w bezpośrednim interesie finansowym wielu niemieckich koncernów.
Nie bez powodu sam Putin, pytany o możliwych pośredników w rozmowach z Europą, wskazał akurat byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera, od lat jawnie związanego z rosyjskim sektorem energetycznym. To pokazuje, jak ściśle niemiecki biznes i rosyjska polityka bywają ze sobą splecione oraz dlaczego apel o pokój z Berlina trzeba czytać także przez pryzmat pieniędzy.
Niemieckie nadzieje na pokój zderzają się z twardą rzeczywistością na froncie, a ta jest dla Moskwy coraz trudniejsza. Ukraina obrała bowiem skuteczną strategię uderzania w rosyjski przemysł paliwowy i cheiczny, finansujący wojenną machinę Kremla.
Jeszcze we wtorek ukraińskie drony trafiły Moskiewską Rafinerię Ropy Naftowej należącą do Gazpromnieftu. To jeden z największych takich zakładów w Rosji, o mocy przerobowej 12 milionów ton ropy rocznie. Pożar na terenie zakładu potwierdził osobiście prezydent Zełenski.
To nie jest odosobniony przypadek, lecz element systematycznej kampanii. Według ukraińskich danych ataki dronów unieruchomiły już niemal 40 procent podstawowych mocy rafineryjnych Rosji, a produkcja paliw spadła do najniższego poziomu od 16 lat.
Skutki są coraz bardziej odczuwalne, w związku z czym Kreml zakazał eksportu paliwa lotniczego. Poza tym na okupowanym Krymie benzyna potrafi całkowicie znikać ze stacji, a na rynku hurtowym popyt bywa nawet dziesięciokrotnie wyższy od podaży.
To właśnie ten rosnący paliwowy paraliż może okazać się czynnikiem, który realnie skłoni Moskwę do rozmów i to znacznie skuteczniej niż dyplomatyczne apele płynące z Berlina. Bo Putin, jak pokazuje doświadczenie, ustępuje nie pod wpływem dobrych słów, lecz realnej presji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze