27 lutego obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Niedźwiedzia Polarnego – największego gatunku niedźwiedzia na świecie i jednego z najbardziej rozpoznawalnych symboli Arktyki. Dorosłe samce mogą osiągać nawet trzy metry długości i ważyć blisko tonę. Dla uczestników wyprawy do Polska Stacja Polarna Hornsund obecność tych majestatycznych drapieżników nie jest jednak tylko ciekawostką przyrodniczą. To codzienność, która wyznacza rytm pracy i poruszania się w terenie.
Jak podkreśla kierownik 48. Wyprawy Polarnej, Krzesimir Tomaszewski, niezależnie od tego, czy chodzi o wyjście na lodowiec, pomiary meteorologiczne czy zwykły spacer, najpierw trzeba upewnić się, że w okolicy nie ma niedźwiedzia polarnego. – To jego dom, my jesteśmy tu jedynie gośćmi – zaznacza polarnik.
Niedźwiedź polarny jest gatunkiem ściśle chronionym, ale jednocześnie pozostaje drapieżnikiem szczytowym, który może stanowić realne zagrożenie dla człowieka. Dlatego wyprawy działające na terenie archipelagu Svalbard muszą przestrzegać rygorystycznych przepisów ustalonych przez lokalne władze.
Każde wyjście w teren odbywa się co najmniej w dwuosobowym składzie, a uczestnicy są zobowiązani do posiadania broni i przejścia specjalistycznych szkoleń.
Procedura postępowania w przypadku spotkania z niedźwiedziem jest jasno określona. Najpierw należy zejść zwierzęciu z drogi i spróbować je odstraszyć hałasem. Dopiero gdy drapieżnik zbliży się na mniej niż 50 metrów i wykazuje agresywne zachowanie, można podjąć ostateczne działania obronne.
Każdy taki przypadek jest szczegółowo badany, a nieuzasadnione użycie broni grozi poważnymi konsekwencjami prawnymi.
Polarnicy prowadzą specjalny rejestr obserwacji niedźwiedzi w okolicach stacji. Od początku obecnej wyprawy zanotowano już 23 wizyty. Najczęściej pojawia się jeden młody osobnik, który przemierza teren podczas swoich długich wędrówek.
To właśnie on stał się bohaterem nietypowej historii z przełomu roku. Z terenu tzw. „ogródka meteorologicznego” zaczęły znikać kanistry i lejki służące do zbierania próbek opadów. Dopiero nagrania z kamer potwierdziły, że za „aferą” stoi niedźwiedź, który z czystej ciekawości przetaczał i niszczył sprzęt badawczy.
Stacja Hornsund, zarządzana przez Instytut Geofizyki PAN, położona jest w południowej części wyspy Spitsbergen. To obszar nieco cieplejszy niż północ archipelagu, co – jak wskazują doświadczeni badacze – może wpływać na mniejszą liczbę obserwowanych niedźwiedzi.
Zmiany klimatu sprawiają, że tradycyjne siedliska tych zwierząt ulegają przekształceniu, a ich populacja znajduje się pod presją.
Mimo to spotkanie z „królem Arktyki” wciąż budzi emocje. Tomaszewski wspomina sytuację, gdy stanął z niedźwiedziem oko w oko. – Na szczęście obaj się spłoszyliśmy – przyznaje.
Polska Stacja Polarna Hornsund pozostaje najdalej wysuniętą na północ stałą polską instytucją naukową. Dla jej załogi niedźwiedź polarny nie jest symbolem z pocztówki, lecz realnym sąsiadem, który przypomina, że w Arktyce to natura wyznacza zasady.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze