Niedziela, godzina dwudziesta pierwsza. O tej porze lokale wyborcze w Krakowie zamknęły się, a Ogólnopolska Grupa Badawcza opublikowała sondaż exit poll dla Polsat News. Wynik nie pozostawia złudzeń — referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego i Rady Miasta Krakowa jest ważne. Frekwencja według sondażu wyniosła 34,4 procent — znacznie powyżej obu progów ważności.
Nie pomogły apele polityków Koalicji Obywatelskiej, by mieszkańcy Krakowa w niedzielę pozostali w domach. Chodziło przede wszystkim o to, by referendum było nieważne z powodu niewystarczającej frekwencji. To, co udało się przed laty, gdy w referndum Warszawianie mieli zdecydować o odwołaniu kontrowersyjnej prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, tym razem nie przynioso spodziewanegoefektu pod Wawelem.
Aby referendum w sprawie odwołania prezydenta było ważne, do urn musiało pójść co najmniej sto pięćdziesiąt osiem tysięcy pięćset pięćdziesiąt pięć mieszkańców Krakowa — dwadzieścia sześć i dziewięćdziesiąt osiem setnych procent uprawnionych. Sondażowa frekwencja 33,4 dziesiąte procent oznacza, że ten próg został przekroczony z ponad sześciopunktową nadwyżką.
Wyższy próg obowiązywał dla referendum w sprawie Rady Miasta — trzydzieści z dziesiątą procent, czyli sto siedemdziesiąt dziewięć tysięcy siedemset dziewięćdziesiąt dwóch wyborców. Według sondażu i ten próg został przekroczony. Uprawnionych do głosowania było ponad 586 tysięcy mieszkańców Krakowa.
Wyniki głosowania są jeszcze wstępne — komisje referendalne przystąpiły do liczenia głosów, a oficjalne dane mają być znane w nocy lub nad ranem. Sondaż exit poll wskazuje jednak jednoznacznie: za odwołaniem Miszalskiego opowiedziało się 77, 8 procent głosujących, za odwołaniem Rady Miasta — 96 procent.
Referendum odwoławcze rządzi się specyficzną logiką. Jego inicjatorzy — środowiska przeciwne obecnej władzy w Krakowie — przez tygodnie mobilizowali zwolenników zmiany. Do urn poszli niemal wyłącznie ci, którzy chcieli odwołania prezydenta i rady. Zwolennicy Miszalskiego i Koalicji Obywatelskiej w większości zastosowali strategię bojkotu — licząc na to, że frekwencja nie osiągnie progu ważności.
Strategia nie zadziałała. Mobilizacja przeciwników obecnych władz okazała się na tyle silna, że oba progi zostały przekroczone. Wynik głosowania — niemal stuprocentowe poparcie dla odwołania przy tak wysokiej frekwencji — pokazuje, jak głęboki jest podział między elektoratem KO a częścią Krakowian, którzy zdecydowali się wziąć sprawy w swoje ręce.
Oficjalne wyniki referendum poznamy w nocy lub nad ranem. Jeśli potwierdzą dane sondażowe — a wszystko na to wskazuje — Aleksander Miszalski straci stanowisko prezydenta Krakowa, a Rada Miasta zostanie odwołana. To oznaczałoby konieczność rozpisania przedterminowych wyborów zarówno na prezydenta, jak i do rady miejskiej — i całkowite przetasowanie krakowskiej sceny politycznej.
Referendum jest jednym z najpoważniejszych politycznych wydarzeń w Polsce w tej kadencji samorządowej. Kraków — drugie co do wielkości miasto w kraju, bastion Koalicji Obywatelskiej — właśnie powiedział swojej władzy: nie. Komisje referendalne liczą głosy. Polska czeka na oficjalny wynik.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze