Siedemnastego września dwa tysiące dwudziestego drugiego roku nad Zalewem Wiślanym zebrały się tłumy. Premier Mateusz Morawiecki, prezydent Andrzej Duda, prezes PiS, Jarosław Kaczyński, ministrowie i tysiące kibiców inwestycji. Biało-czerwone flagi, przemówienia, historyczny moment. Szkoda tylko, że od samego początku ta inwestycja była oparta na kłamstwie.
Co ciekawe zapalony filatelista i wieloletni minister infrastruktury, Andrzej Adamczyk, powiedział podczas uroczystości otwierania z wielką pompą kanału:
Uruchamiamy Kanał Żeglugowy. Statki zyskają swobodny dostęp do wszystkich portów Zalewu Wiślanego i, co najważniejsze, do portu morskiego w Elblągu.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński dodał:
To ważny dzień. Dzień, kiedy tworzy się perspektywa rozwoju portu w Elblągu.
Trzy lata później mogę stanowczo powiedzieć jedno: obaj panowie minęli się z prawdą. Wiemy też, że przekop kanału miał kosztować początkowo kilkaset milionów, a ostatecznie koszt jego budowy przekroczył milardy złotych i nie jest to koniec wydatków, bo potrzeba kolejnych milionów złotych, by kanałem mogły pływać statki do portu w Elblągu, ze względu na to, że na razie pływają tamtędy głównie kajaki, żagłowki i motorówki czyli jednostki turystyczne. Duże jednostki handlowe po prostu utknęłyby na mieliźnie, ponieważ tor wodny jest zbyt płytki.
Pierwotny szacunek kosztów przekopu Mierzei Wiślanej, zawarty w projekcie uchwały Rady Ministrów z 2016 roku, opiewał na osiemset osiemdziesiąt milionów złotych. Kwota imponująca, ale uzasadniona strategiczną wartością projektu. Polska miała zyskać niezależne wyjście na Bałtyk, omijające rosyjski obwód kaliningradzki.
Tym samym Elbląg miał stać się morskim hubem handlowym. W efekcie Elbląg zyskałby tysiące miejsc pracy, a cały region warmińsko-mazurskie ożywienie gospodarcze. Ostateczny rachunek za tę wizję wyniósł ponad dwa miliardy złotych. Ponad dwukrotnie więcej niż planowano.
I o tym wzroście kosztów — zdaniem Najwyższej Izby Kontroli — Rada Ministrów po prostu nie wiedziała. Bo... nikt jej nie powiedział. Zadaję sobie pytanie, które nasuwa się samo: jak to w ogóle możliwe? NIK po przeprowadzonej kontroli złożyła zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, wskazując na ówczesnego ministra gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marka Gróbarczyka oraz dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni, który zawarł umowy wykonawcze na kwotę niemal o158 milionów złotych wyższą od pierwotnego kosztu budowy.
Prokuratura Regionalna w Gdańsku wszczęła śledztwo w lipcu 2024. Przez dwa lata kompletowano dokumentację z kilkunastu ministerstw i urzędów. W końcu w maju br. śledztwo weszło w kluczową fazę, co oznacza, że ruszają przesłuchania świadków. Rzecznik prokuratury Mariusz Marciniak potwierdził przedłużenie postępowania do siedemnastego października 2026.
W ubiegłym roku przez kanał na Mierzei przepłynęło 1467 jednostek rekreacyjnych i zaledwie trzydzieści pięć komercyjnych z ładunkiem — powiedział wiceminister infrastruktury Arkadiusz Marchewka podczas sejmowej komisji gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej. Dodał wprost, że to inwestycja, na którą wydano dwa miliardy złotych, jednak z punktu widzenia rozwoju portu w Elblągu nie zapewniła mu możliwości rozwojowych.
Profesor Włodzimierz Rydzkowski z Katedry Polityki Transportowej Wydziału Ekonomicznego Uniwersytetu Gdańskiego ocenił krótko:
Wydane miliardy nie pokryją kosztów eksploatacyjnych: płac, energii. Zainteresowanie turystyczne kanałem szybko wygasa, bo ludzie popłynęli po Zalewie już raz, więc drugi raz nie wracają
— powiedział.
Powód bezużyteczności przekopu jest banalny i żenujący zarazem: rząd PiS-u wybudował kanał, przeciął wstęgę i zostawił niedokończony ostatni odcinek toru wodnego w samym Elblągu. Chodzi o niecały kilometr, dokładnie 900 metrów dzielące kanał od wejścia do samego portu. Bez pogłębienia tego fragmentu statki handlowe nie mają szansy wpłynąć do Elbląga. Minister Adamczyk obiecywał swobodny dostęp do portu. Dostępu jak nie było, tak nie ma do dziś.
Rząd Donalda Tuska przejął projekt i zamiast go porzucić — postanowił go naprawić. Wiceminister Marchewka zapowiedział, że do połowy dwa tysiące dwudziestego szóstego roku będzie dostęp do portu torem o głębokości pięciu metrów i szerokości dwudziestu dwóch metrów, a do połowy dwa tysiące dwudziestego siódmego roku przewidywany jest ruch jednostek torem o szerokości trzydziestu sześciu metrów, co pozwoli wpływać statkom bez asysty holowników.
To ma sens: strategiczna wartość niezależnego wyjścia na Bałtyk jest niebagatelna, szczególnie po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Problem w tym, że obecny rząd musi wydawać kolejne dziesiątki milionów złotych na naprawienie błędów poprzedników — błędów, które prokuratura właśnie bada pod kątem odpowiedzialności karnej.
Gróbarczyk do dziś zasiada w ławach opozycji. Morawiecki udziela wywiadów. A wiceminister Marchewka podsumował cały ten dramat jednym zdaniem:
By przekop Mierzei, na który wydano blisko dwa miliardy złotych był w końcu użyteczny
— właśnie po to ogłoszono przetarg na dokończenie tego, co PiS zostawił niedokończone.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze