Reklama

Izera: PiS wydał 580 mln zł. Wycięto 300 ha lasu. Zero aut


Izera miała być dowodem na to, że Polska potrafi. Własny samochód elektryczny, własna marka, własna fabryka na Śląsku. Politycy Zjednoczonej Prawicy przez lata sprzedawali pomysł na całkowicie elektryczne auto jako projekt, który z powrotem wpisze Polskę na motoryzacyjną mapę Europy. Dziś, po wydaniu blisko 580 milionów złotych, w Jaworznie stoi wycięty las. Fabryki nie ma. Seryjnego samochodu nie ma. A gotowe, jeżdżące prototypy — pokazywane przez lata na konferencjach jako dowód postępu — nie wejdą już nigdy do produkcji.


Trafią do swoistego muzeum niewykorzystanych szans obok Syreny 110, Syreny Sport, Warszawy Ghia, Warsa czy Beskida, który miał zastąpić popularnego Malucha. Projekt Izera w dotychczasowej formie oficjalnie przeszedł do historii. Pozostaje gorzka refleksja, że produkowane za żelazną kurtyną Škoda i Dacia — marki z podobnym postkomunistycznym rodowodem — dziś biją rekordy sprzedaży na całym świecie.

Polska swój pociąg przegapiła. Czy zdoła go nadgonić z tajwańskim gigantem Foxconn, który 7 maja 2026 roku został nowym partnerem strategicznym projektu i zapowiada trzy modele elektryczne z jaworzniańskiej fabryki — okaże się najwcześniej w 2029 roku, gdy według aktualnych planów ma zjechać z linii pierwszy samochód.

Reklama

PiS stworzył projekt, wydał pieniądze i nie wybudował niczego

Spółka ElectroMobility Poland powstała w 2016 roku z inicjatywy czterech państwowych koncernów energetycznych — PGE, Energi, Enei i Taurona. Od początku projekt był otoczony rządową opieką i politykami, którzy nie szczędzili słów zachwytu. Premier Mateusz Morawiecki wielokrotnie przekonywał o konieczności budowy polskiej marki samochodów elektrycznych. Z kolejnych konferencji płynęły deklaracje:

Musimy wejść do gry o elektromobilność.

W 2020 roku pokazano pierwsze prototypy. Ogłoszono, że produkcja ruszy w Jaworznie. Zapowiadano tysiące miejsc pracy i wielką inwestycję przemysłową z udziałem włoskiego studia Pininfarina i chińskiego koncernu Geely. Umowa technologiczna z Geely miała kosztować dziesiątki milionów złotych — i właśnie do zagranicznych podmiotów, według medialnych ustaleń, trafiła większość wydanych środków.

Reklama

Mimo wydania blisko 580 milionów złotych nie powstała ani gotowa fabryka, ani linia montażowa, ani jeden seryjny samochód. Harmonogramy zmieniano wielokrotnie — początkowo samochody miały wyjechać na drogi w 2024 roku. Termin przesuwano kolejny raz, potem jeszcze raz. Jesienią 2025 roku Geely straciło cierpliwość i wycofało się ze współpracy. Pojawiły się informacje o kolejnych chińskich kandydatach — firmach Chery i Li Auto. Z tych planów też nic nie wyszło.

Nowy rząd, nowa koncepcja i koniec złudzeń o polskim elektryku

Po wyborach w 2023 roku rząd Donalda Tuska zaczął otwarcie dystansować się od pierwotnej wizji. Ministerstwo Aktywów Państwowych przestało mówić o polskim elektrycznym samochodzie, który podbije europejski rynek — zamiast tego pojawiło się pojęcie hubu produkcyjno-technologicznego dla elektromobilności.

Reklama

Na terenie inwestycji w Jaworznie wykonano głównie prace przygotowawcze — wycięto las, przygotowano część infrastruktury i uzyskano pozwolenia administracyjne. Hala produkcyjna nadal nie istnieje. Linia montażowa nie istnieje. Jest za to księżycowy krajobraz.

Polonez umarł dawno temu, a Skoda i Dacia biją rekordy sprzedaży

Prototypy Izery to kolejny rozdział w historii niegospodarności kraju, który własną markę motoryzacyjną utracił 22 kwietnia 2002 roku, gdy z linii montażowej Fabryki Samochodów Osobowych na Żeraniu wyjechał ostatni egzemplarz Poloneza. Przez ponad dwie dekady nikt w Polsce nie potrafił odbudować marki, która zaistniałaby na rynku z nowymi modelami.

Reklama

Tym bardziej gorzka jest ta refleksja, że Škoda i Dacia — marki z podobnym postkomunistycznym rodowodem — dziś są symbolem dostępnej, niezawodnej motoryzacji dla milionów europejskich kierowców. Rumuńskie auto już dawno temu, odkąd weszło w alians z Renault, przestało być traktowane jako obciach i wrak już na etapie produkcji.

 

Foxconn wchodzi do gry. Trzy nowe modele i nowa nazwa

7 maja 2026 roku minister aktywów państwowych Wojciech Balczun ogłosił, że partnerem strategicznym ElectroMobility Poland dla projektu budowy hubu elektromobilności w Jaworznie będzie tajwański koncern Foxconn — globalny gigant technologiczny znany przede wszystkim jako producent iPhone'ów i iPadów dla Apple.

Reklama

To radykalna zmiana kursu. Balczun powiedział wprost: trzeba odciąć historię. Geely odpadło, chińskie alternatywy odpadły, wiosną 2026 roku po raz kolejny zmienił się zarząd EMP. Teraz na scenę wchodzi Tajwan. Foxconn plasuje się na liście 30 najpotężniejszych firm świata z przychodem w 2025 roku na poziomie 250 miliardów dolarów i zatrudnieniem sięgającym 900 tysięcy pracowników.

Koncern wniesie do wspólnego przedsięwzięcia zarówno technologię, jak i kapitał. Projekt będzie finansowany ze środków Krajowego Planu Odbudowy oraz Funduszu Reprywatyzacji, z którego EMP zostało dokapitalizowane w grudniu 2025 roku. Planowana inwestycja to nie tylko linia produkcyjna — powstanie również nowoczesne centrum badań i rozwoju, które pozwoli na lokalne rozwijanie technologii pojazdów elektrycznych z myślą o specyfice europejskiego rynku.

Reklama

 

Nowy plan, nowa nadzieja. Ale tajwański gigant nigdy jeszcze nigdy nie zbudował auta

Według zapowiedzi na początku w Jaworznie produkowane będą trzy modele. Pierwsze samochody mają zjechać z linii produkcyjnej w 2029 roku. Nazwa nowej marki pozostaje jeszcze tajemnicą, a ostateczna finalizacja wszystkich umów ma nastąpić w drugiej połowie 2026 roku. Jest jednak jeden poważny znak zapytania: Foxconn do tej pory nie zajmował się seryjną produkcją samochodów.

Jego motoryzacyjne doświadczenie ogranicza się do współpracy z tajwańską marką Luxgen i dwóch nieudanych prób przejęcia udziałów w Nissanie. Mariaż z Elektromobility Poland będzie więc, miejmy nadzieję, pierwszą udaną próbą wejścia do grona producentów pojazdów.

Reklama

Rok 2029 jako termin pierwszego zjazdu auta z linii produkcyjnej brzmi konkretnie — ale w historii Izery konkretne terminy padały już wielokrotnie. I wielokrotnie były przesuwane. Polska czeka na swój samochód od dekad. Tym razem stawką jest nie tylko prestiż, ale 4,5 miliarda złotych z Krajowego Planu Odbudowy, które projekt musi zagospodarować, bo alternatywy dla tych pieniędzy już nie ma.

Źródło: PAP / checkPRESS Aktualizacja: 24/05/2026 15:53
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo checkPRESS.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości