Traktat o partnerstwie w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności między Polską a Wielką Brytanią, podpisany w środę w Londynie przez premierów Donalda Tuska i Keira Starmera, wywołał nieoczekiwany spór wewnętrzny. Prezydent Karol Nawrocki zasugerował, że nie był informowany o pracach nad dokumentem, a informacje o nim czerpał wyłącznie z opinii publicznej.
Odpowiedź ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka nie pozostawiła wątpliwości — władze wykonawcze są tym zirytowane.
Prezydent Nawrocki przy okazji komentowania podpisania traktatu zaznaczył, że dobrze byłoby informować Kancelarię Prezydenta i samego prezydenta o przygotowywanych zobowiązaniach w imieniu narodu polskiego, zanim zostaną podpisane. Siemoniak w Radiowej Jedynce zdecydowanie odrzucił tę narrację.
Według ministra o traktacie z Wielką Brytanią „było wiadomo od bardzo wielu miesięcy", a prezydent — jeśli chciał się czegoś dowiedzieć — dysponował ku temu wszelkimi narzędziami.
„Gdy prezydent chce się czegoś dowiedzieć, ma urzędników, którzy są w bieżącej współpracy z MSZ, który te prace prowadził z MON" — stwierdził minister.
Rząd nie uznaje braku informowania za uzasadniony zarzut i sugeruje, że prezydent miał dostęp do niezbędnych kanałów komunikacji.
Minister nie ograniczył się do odpierania zarzutów proceduralnych. Wyraźnie dał do zrozumienia, że sama treść traktatu jest niepodważalna z punktu widzenia polskiego interesu.
„Nie jestem w stanie pojąć tego, że w jakikolwiek sposób można kwestionować tego rodzaju działanie z Wielką Brytanią, która jest państwem z solidną armią, państwem, które ma tożsame z polską poglądy, jeśli chodzi o wojnę rosyjsko-ukraińską, które jednoznacznie i konkretnie wspiera Ukrainę" — mówił Siemoniak.
Reklama
Traktat zobowiązuje Polskę i Wielką Brytanię do wzajemnej pomocy w przypadku napaści zbrojnej na któreś z państw — to zobowiązanie, które obaj premierzy nazwali historycznym i przełomowym dla relacji dwustronnych.
Traktat wymaga tzw. dużej ratyfikacji — musi przejść przez parlament, a następnie trafić do podpisu prezydenta. Nawrocki zapowiedział, że musi się z nim zapoznać. Siemoniak skomentował tę postawę w sposób, który nie pozostawia wiele miejsca na interpretację.
„Jeśli prezydent uważa, że nie powinien złożyć swojego podpisu pod tym traktatem, to niech to wyraźnie powie. To jest po prostu działanie przeciwko interesom Polski i są granice walki politycznej" — powiedział minister. Jednocześnie zapewnił, że dokument jest efektem solidnej pracy całej administracji.
„To wynegocjowali urzędnicy z MSZ, wynegocjowali też wojskowi, cały rząd nad tym pracował. Naprawdę jest to dobre" — stwierdził Siemoniak. Słowa ministra można odczytać jako wyraźny sygnał pod adresem Pałacu Prezydenckiego — rząd oczekuje konkretnej deklaracji, nie milczenia ani proceduralnych zastrzeżeń.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
piso-batyrowcy ,, do niedawna byli tylko złodziejami , oszustami i politycznymi bandytami,, od jakiegoś czasu śmiało można o nich napisać ZDRAJCY!
piso-batyrowcy ,, do niedawna byli tylko złodziejami , oszustami i politycznymi bandytami,, od jakiegoś czasu śmiało można o nich napisać ZDRAJCY!