Odkrycie materiałów wybuchowych przy strategicznym gazociągu łączącym Serbię i Węgry wywołało poważne poruszenie w regionie. Do znaleziska doszło w niedzielę, jednak – jak ujawnił dyrektor serbskiej Agencji Bezpieczeństwa Wojskowego Djuro Jovanić – operację poprzedziły działania wywiadowcze. Służby miały bowiem konkretne informacje o możliwym zagrożeniu.
„Informacje, że osoba z grupy migrantów w wieku poborowym będzie próbowała sabotować infrastrukturę gazową” – to właśnie ten sygnał uruchomił działania prewencyjne.
Jednocześnie Jovanić podkreślił, że analiza zabezpieczonych materiałów pozwoliła ustalić ich pochodzenie. „Na podstawie oznaczeń na materiałach wybuchowych widać, że zostały one wyprodukowane w USA” – powiedział, zaznaczając jednak wyraźnie, że nie należy tego automatycznie łączyć ze sprawstwem.
Szef VBA odniósł się również do pojawiających się spekulacji dotyczących rzekomego udziału innych państw i służb. Odrzucił je jednoznacznie jako manipulacje informacyjne.
To nieprawda. Jakie ma znaczenie, kto jest producentem materiałów wybuchowych? Nie oznacza to, że jest zleceniodawcą lub wykonawcą – zaznaczył.
Wypowiedź ta wpisuje się w szerszy kontekst narastającej wojny informacyjnej wokół bezpieczeństwa energetycznego Europy. Najważniejsze w tej sprawie pozostaje jednak samo zagrożenie – realne i potencjalnie katastrofalne w skutkach dla infrastruktury przesyłowej.
Do sprawy odniósł się także prezydent Serbii Aleksandar Vuczić, który poinformował, że znaleziony ładunek miał dużą siłę rażenia i mógł doprowadzić do poważnych konsekwencji.
Mógł zagrozić dużej liczbie osób i spowodować poważne zakłócenia w dostawach gazu – ostrzegł.
Sytuacja natychmiast wywołała reakcję po stronie węgierskiej. Premier Viktor Orban zwołał nadzwyczajne posiedzenie rady obrony, a wojsko zostało skierowane do zabezpieczenia infrastruktury. W swoim wystąpieniu podkreślił wagę stabilnych dostaw energii:
„Europa mierzy się obecnie z kryzysem energetycznym bez precedensu”, dodając, że gazociąg ten pokrywa aż 60 proc. zapotrzebowania Węgier.
Incydent szybko nabrał wymiaru politycznego. Węgierskie władze zaczęły łączyć zdarzenie z działaniami Ukrainy, sugerując szerszy kontekst geopolityczny. Szef MSZ Peter Szijjarto określił sytuację jako „atak terrorystyczny”, wpisujący się w rzekomą serię podobnych działań.
Strona ukraińska stanowczo odrzuciła te oskarżenia. Rzecznik MSZ Heorhij Tychyj zasugerował wręcz odwrotną narrację, wskazując na możliwość operacji pod fałszywą flagą. Tymczasem w samej polityce węgierskiej sprawa zbiegła się z gorącym okresem przedwyborczym. Lider opozycji Peter Magyar stwierdził:
Węgrzy mają wszelkie powody, by obawiać się, że ustępujący premier (…) próbuje zasiać strach w swoim społeczeństwie poprzez operacje pod fałszywą flagą.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze