Trwa kolejna awantura w PiS. Sprawa Zbigniewa Ziobry nie schodzi z czołówek mediów od kilku dni. Ziobro zastrzegł, że "nie uciekł z Polski". Tymczasem w kraju ciążą na nim 24 zarzuty prokuratorskie w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości, prowadzonym przez Prokuraturę Krajową.W tej atmosferze głos zabrał Jacek Włosowicz – były senator Prawa i Sprawiedliwości, który w marcowych czystkach partyjnych stracił legitymację członkowską. Zapytany o Ziobrę w „Debacie Gozdyry" w Polsat News nie przebierał w słowach.
– Dla nas, jako dla formacji politycznej, ważne jest to, jak żeśmy się wywiązali z tego, co robiliśmy przez osiem lat. Wiele rzeczy osiągnęliśmy. Niestety w niektórych dziedzinach żeśmy zawiedli i to bardzo. Według mnie główną dziedziną – niestety mój były partyjny kolega, pan Ziobro, to było zadanie go przerastające – zamiast reformować wymiar sprawiedliwości, który by powodował, że obywatele, jeżeli mają problem prawny, idą do sądu i będą sprawnie tam obsłużeni, zajął się polityczną kwestią – powiedział Włosowicz.
Były senator nie poprzestał na merytorycznej krytyce. Ocenił wprost, że zachowanie Ziobry „z honorem nie ma nic wspólnego".
Rzecznik Prawa i Sprawiedliwości Rafał Bochenek odpowiedział błyskawicznie – i bez ogródek. W mediach społecznościowych opublikował wpis, który trudno pomylić z dyplomatycznym komunikatem.
„Senator Włosowicz, gdyby miał odrobinę honoru, to by nie oceniał innych... Przez lata na plecach partii i pracy innych wchodził do parlamentu, a potem znikał... Leser, nierób... Niektórzy w klubie nawet nie wiedzieli o jego istnieniu. Dzisiaj swoją karierę próbuje nieudolnie budować na krytyce gniazda, z którego wyleciał. To jest honorowe? Obrzydliwe" – napisał Bochenek.
Rzecznik oskarżył Włosowicza o bierność przez lata w szeregach partii i zarzucił mu, że obecną aktywność medialną buduje wyłącznie na atakach na byłych kolegów. Użyte słownictwo – „leser", „nierób", „obrzydliwe" – wykracza daleko poza standardową polemikę polityczną i pokazuje, jak głęboko wewnętrzny spór zdążył się zaognić.
Kontekst wypowiedzi Włosowicza jest o tyle istotny, że sam nie rozstał się z PiS w zgodzie. W marcu partia wykluczyła go ze swoich szeregów po tym, jak publicznie zakwestionował kierunek, w którym zmierza ugrupowanie. Były senator stwierdził, że Prawo i Sprawiedliwość „miała być ugrupowaniem konserwatywnym i uporządkowanym, a dziś robi się nacjonalistyczna". To wystarczyło, by zakończyć jego wieloletnią przygodę z partią.
Bochenek nawiązuje do tego wprost, pisząc o „gnieździe, z którego wyleciał" – co jest retorycznym zabiegiem mającym zdyskredytować krytykę jako zemstę odrzuconego. Włosowicz konsekwentnie tę narrację odrzuca, powołując się na własną ocenę politycznych i moralnych przewinień partii.
Za wymianą ciosów między Bochenkiem a Włosowiczem kryje się głębszy problem ugrupowania. Sprawa Ziobry – jego zarzuty, wyjazd za granicę i azyl na Węgrzech – wymusza od polityków PiS zajmowanie stanowiska, które w każdym wariancie jest politycznie kosztowne. Bronić byłego ministra oznacza legitymizować okoliczności jego wyjazdu. Krytykować – jak robi to Włosowicz – to przyznać, że przez osiem lat partii nie udało się zapanować nad własnym ministrem.
Bochenek wybrał trzecią drogę: zamiast odpowiadać na meritum, skupił się na ataku personalnym. To klasyczny mechanizm, który pozwala odwrócić uwagę od treści zarzutów. Czy skutecznie – to już ocenią wyborcy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze