To już nie są medialne spekulacje. Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła dwa formalne śledztwa dotyczące funkcjonowania Szpitala Południowego. Pierwsze dotyczy oszustwa na ponad pół miliona złotych. Drugie ma znacznie szerszy zakres i obejmuje możliwe nadużycia urzędników odpowiedzialnych za nadzór nad placówką.
Jak poinformował rzecznik prokuratury prok. Piotr Antoni Skiba, śledczy badają mechanizm, który mógł doprowadzić do niekorzystnego rozporządzenia mieniem na kwotę 558 558,70 zł. Chodzi o faktury wystawiane przez jednego z lekarzy, z których, według prokuratury, miał wynikać nieprawdziwy czas pracy.
To jednak dopiero początek, bo drugie postępowanie obejmuje nie tylko sam szpital, ale również warszawski ratusz. Śledczy sprawdzają, czy osoby odpowiedzialne za nadzór nad placówką nie dopuściły się rażących zaniedbań. W centrum sprawy pozostaje lekarz Dawid Kacprzyk, który do niedawna był koordynatorem SOR-u Szpitala Południowego i radnym Koalicji Obywatelskiej w Ursusie.
Jak ujawnił portal Zero.pl, w trakcie specjalizacji z anestezjologii miał zarobić w ubiegłym roku aż 1,6 mln zł. To właśnie jego rozliczenia stały się podstawą jednego z zawiadomień. Szpital przekazał prokuraturze szczegółową dokumentację dotyczącą zatrudnienia i faktur.
W międzyczasie Kacprzyk zrezygnował z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej oraz oddał mandat radnego. Zwrócił również pół miliona złotych. Problem w tym, że, jak ujawnił prok. Skiba, szpital musiał te pieniądze oddać, ponieważ formalnie nie było możliwości prawidłowego ich zaksięgowania. To jeden z najbardziej zaskakujących elementów całej sprawy.
Sprawa nie dotyczy wyłącznie pieniędzy. W tle pojawiają się zarzuty o uprzywilejowane traktowanie polityków. Według ustaleń medialnych na oddziale prowadzonym przez Kacprzyka politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani poza standardową kolejnością, a część badań wykonywano niemal natychmiast po rejestracji.
To właśnie m.in. ten wątek ma zostać prześwietlony w drugim śledztwie. Prokuratura bada również możliwe naruszenia zasad triażu, czyli systemu kwalifikowania pacjentów na SOR-ze. Jeśli te informacje się potwierdzą, oznaczałoby to, że w placówce odpowiedzialnej za ratowanie życia mogły funkcjonować nieformalne ścieżki dla politycznych VIP-ów. A to uderza nie tylko w zaufanie do systemu ochrony zdrowia, ale przede wszystkim w bezpieczeństwo zwykłych pacjentów.
Najbardziej polityczny wymiar sprawy dopiero się zaczyna. Prokuratura nie wyklucza przesłuchania prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego, w charakterze świadka. Śledczy mają przesłuchać ponad 50 osób: od dyrekcji szpitala, przez radę nadzorczą, po urzędników stołecznego ratusza.
Co więcej, sprawą nie zajmą się warszawscy policjanci. Prokuratura zdecydowała o współpracy z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym, argumentując, że stołeczna policja jest finansowana przez warszawski samorząd. To pokazuje skalę nieufności wobec lokalnych mechanizmów nadzoru.
Szpital Południowy kontrolują już równolegle stołeczny ratusz, Narodowy Fundusz Zdrowia, Państwowa Inspekcja Pracy oraz Naczelna Izba Lekarska. Rafał Trzaskowski odwołał już zarząd i radę nadzorczą placówki. Ale pytanie, które dziś stawia sobie wielu warszawiaków, pozostaje proste: czy to początek jednej z największych afer zdrowotnych w stolicy, czy dopiero wierzchołek znacznie większego problemu?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze