Reklama

Trzaskowski odwołał cały zarząd szpitala. Tusk reaguje


Afera w Warszawskim Szpitalu Południowym przyspiesza i wychodzi poza stolicę. W czwartek prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski poinformował o odwołaniu całego zarządu placówki, a do sprawy odniósł się z Brukseli sam premier Donald Tusk, zapowiadając konsekwencje prawne i polityczne. W tle toczą się kontrola ratusza, postępowanie Narodowego Funduszu Zdrowia i śledztwo prokuratury. Wszystko wokół lekarza, który w rok zarobił 1,6 miliona złotych.


Decyzja zapadła szybko i była stanowcza.

Na mój wniosek cały zarząd Warszawskiego Szpitala Południowego właśnie został odwołany

— napisał Rafał Trzaskowski na portalu X. Prezydent stolicy zapowiedział też, kto przejmie kierowanie placówką. Nową prezeską zostanie Aneta Gomółka-Siembora, którą specjalistka z zakresu audytów i kontroli zarządczej w ochronie zdrowia oraz zamówień publicznych.

Cały zarząd odwołany. Stery przejmuje audytorka

Wybór akurat takiej osoby nie jest przypadkowy. Gomółka-Siembora to wieloletnia dyrektorka do spraw administracyjno-technicznych w warszawskim Szpitalu Czerniakowskim i Szpitalu Wojewódzkim w Łomży, a także ekspertka od zamówień publicznych. Jak zaznaczył Trzaskowski,

Reklama

jej pierwszym i najważniejszym zadaniem będzie ścisła współpraca ze wszystkimi instytucjami zaangażowanymi w wyjaśnianie nieprawidłowości, do jakich miało dochodzić w zarządzaniu placówką.

Do czasu kolejnych decyzji ma pełnić funkcję prezesa jednoosobowo. Prezydent nie zostawił przy tym złudzeń co do dalszego biegu sprawy:

W toku ustaleń wyciągamy konsekwencje, także personalne. Kolejne decyzje niebawem.

Lekarz, który w rok zarobił 1,6 miliona oddał 500 tys.

Sercem całej afery pozostaje Dawid Kacprzyk czyli koordynator oddziału ratunkowego w Szpitalu Południowym i były radny KO z warszawskiej dzielnicy Ursus. Według doniesień medialnych ten 28-letni lekarz, będący wciąż w trakcie specjalizacji z anestezjologii, zarobił w ubiegłym roku w miejskiej placówce 1,6 miliona złotych. Skalę tych zarobków trudno pogodzić z grafikiem, który pokrywał się z jego występami w telewizji oraz obecnością w Senacie.

Reklama

W ostatnich dniach posypały się konsekwencje. Kacprzyk najpierw zrezygnował z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej, a w czwartek złożył mandat radnego dzielnicy Ursus. Wystąpił też o zawieszenie w prawach członka Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie. Co istotne, lekarz zwrócił szpitalowi pół miliona złotych. Z informacji ratusza wynika, że od 15 czerwca skorygował aż 33 faktury, obejmujące okres od stycznia 2025 do połowy czerwca 2026 roku. To gest, który sam w sobie mówi wiele o charakterze wcześniejszych rozliczeń.

Reklama

Żurek wkracza do gry, będzie nadzorował

Tymczasem szef Ministerstwa Sprawiedliwości i prokurator generalny, Waldemar Żurek, powiedział, że postępowanie, które toczy się w sprawie Szpitala Południowego będzie na pewno pod jego nadzorem. Minister podkreślił, że prokuratura nie podejmuje decyzji szybkich, o charakterze politycznym, tylko musi zebrać materiał dowodowy. 

To postępowanie będzie normalnie prowadzone, więc tutaj nie toczy się to tak szybko jak decyzje, które widzieliśmy pierwszego dnia, czyli zwolnienie lekarza, dzisiaj zwolnienie zarządu. Takie decyzje można podejmować z dnia na dzień, ale postępowanie już się toczy i proszę mi wierzyć, będzie na pewno pod moim nadzorem, tak, żebyśmy mogli powiedzieć, że wiemy wszystko o tej sprawie, wiemy komu stawiać zarzuty i jakie to mają być zarzuty

Reklama

– podkreślił prokurator generalny. Wskazał, że sprawa jest ważna społecznie, jednak należy pamiętać, że nie może być tutaj żadnych nacisków politycznych.

Musimy pamiętać o tym, że jeżeli prokurator sporządzi akt oskarżenia, to on musi obronić się przed sądem. To znaczy należy później przekonać sąd, że łamano prawo, jak zakwalifikujemy to z punktu widzenia prawnokarnego, i to musi być przygotowane skrupulatnie, tu nie może być żadnych błędów

— wyjaśnił Żurek.

Tusk z Brukseli: Konsekwencje prawne i polityczne

Z kolei szef rządu Donald Tusk zapowiedział, że osoby, które korzystały ze ścieżki VIP w Warszawskim Szpitalu Południowym, poniosą konsekwencje polityczne. Komentując sprawę Kacprzyka, podkreślił też, że rząd będzie szukał rozwiązań, by ograniczyć korzystanie z publicznej służby zdrowia w sposób uprzywilejowany. Tusk wskazał, że afera ma kilka wymiarów. Pierwszy dotyczy samych nieprawidłowości, które, zdaniem szefa rządu, lekarz pośrednio potwierdził, oddając część pieniędzy.

Reklama

Zakładamy, że ta decyzja związana jest z jego świadomością, że działał niezgodnie z prawem

— ocenił premier.

Tusk przypomniał, że oczekiwał od lekarza natychmiastowego odejścia z partii, i nie pozostawił wątpliwości, że sprawa będzie miała ciąg dalszy. Odnosząc się do doniesień o uprzywilejowanej ścieżce dla polityków, zapowiedział twarde stanowisko niezależnie od nazwisk.

Wszędzie tam, gdzie będzie naruszenie prawa, będą nie tylko konsekwencje prawne, ale też polityczne

— podkreślił. Dodał, że trzeba sprawę wyjaśnić bez względu na to, kto korzystał z mechanizmu. Premier zapowiedział też, że rząd poszuka rozwiązań ograniczających uprzywilejowany dostęp do publicznej służby zdrowia, bo — jak mówił — to kwestia przyzwoitości i sprawiedliwego dostępu do usług medycznych. Zastrzegł jednocześnie, że nie zgodzi się na rozwiązania, które ograniczyłyby czas pracy lekarzy, bo te wydłużyłyby kolejki.

Reklama

Zależy nam na tym, żeby współpracując ze środowiskiem lekarzy wyeliminować nadużycia. Także po to, żeby lekarze, którzy dużo pracują, mogli uczciwie dużo zarabiać

— zaznaczył.

Prokuratura, NFZ i wątek pacjentów bez kolejki

Sprawa ma też drugie, znacznie poważniejsze dno. Opinię publiczną zbulwersowały doniesienia, że na prowadzonym przez Kacprzyka oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania wykonywano im niemal natychmiast po rejestracji. To właśnie ten wątek, sugerujący nierówne traktowanie pacjentów w publicznej placówce, budzi równie duże emocje.

Reklama

Machina kontrolna ruszyła pełną parą. Szpital Południowy złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na doprowadzeniu do niekorzystnego rozporządzenia mieniem placówki, a prokuratura bada już sprawę z urzędu. Do tego doszło zawiadomienie Naczelnej Izby Lekarskiej do rzecznika odpowiedzialności zawodowej, a zarzut dotyczy opuszczenia dyżuru medycznego.

W samym szpitalu trwa równolegle kontrola ratusza i Narodowego Funduszu Zdrowia, a audyt obejmie SOR-y we wszystkich miejskich szpitalach. Dla władz Warszawy i całej Koalicji Obywatelskiej to test wiarygodności, bo choć reakcja przyszła szybko, pozostaje pytanie, jak mechanizm tak wysokich rozliczeń i rzekomych przywilejów mógł funkcjonować przez ponad rok, zanim sprawę ujawniły media. 

Reklama

Grabiec: wszystkie karty na stół. Ale czy KO naprawdę nie ma z tym związku?

Jak łatwo było przypuszczać, sprawa lekarza-milionera ze Szpitala Południowego szybko zamieniła się w poważny kryzys polityczny dla Koalicji Obywatelskiej. Choć szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Jan Grabiec, próbuje odciąć partię od afery, sami politycy KO w rozmowach nieoficjalnych mówią o matni. Opozycja wietrzy okazję, a w tle pozostają pytania o odpowiedzialność konkretnych osób: od wiceprezydent stolicy po sekretarza generalnego partii.

Pytany w Sejmie o sprawę Dawida Kacprzyka, Jan Grabiec deklarował pełną transparentność.

Reklama

Wszystkie karty na stół. Tak się robi w dojrzałym państwie, wyjaśnia się wszystko i naprawia błędy, a nie chowa głowę pod stół

— przekonywał szef KPRM, dodając, że każdy, kto naruszył uprawnienia, powinien ponieść odpowiedzialność. Zapewniał też, że aferę partia będzie rozliczać tym surowiej, właśnie dlatego, że jej bohater był radnym KO.

Problem w tym, że ta sama wypowiedź zawiera tezę trudną do obrony. Grabiec przekonywał bowiem, że

ta afera nie ma żadnego związku z Koalicją Obywatelską, poza tym, że akurat ten człowiek (...) był radnym KO.

Reklama

To karkołomne odcięcie partii od sprawy zgrzyta z faktami. Kacprzyk nie był bowiem przypadkową osobą z zewnątrz. Był przecież pełnoprawnym członkiem Koalicji Obywatelskiej, startował z jej list, a jego rezygnację z partii przyjmował osobiście nie kto inny jak Marcin Kierwiński, sekretarz generalny KO i zarazem szef stołecznych struktur ugrupowania.

Trudno przekonująco twierdzić, że sprawa „nie ma związku" z partią, skoro jej bohater był jej członkiem, a rozliczano go na najwyższym, krajowym szczeblu organizacyjnym. To raczej próba rozmycia odpowiedzialności niż rzetelne postawienie sprawy, do którego sam Grabiec wzywał chwilę wcześniej.

Kto poniesie odpowiedzialność? Pytania o Kaznowską i Kierwińskiego

Najtrudniejsze dla Grabca okazały się pytania o konkretne nazwiska. Dopytywany, czy odpowiedzialność powinna ponieść nadzorująca stołeczną służbę zdrowia wiceprezydent Renata Kaznowska, szef KPRM wymijająco odpowiedział:

nie wiem, kto ponosi odpowiedzialność. 

Dodał, że osoby winne wskażą kontrole

w samym szpitalu, w nadzorze właścicielskim, w NFZ, w Ministerstwie Zdrowia.

Zdecydowanie bronił natomiast Marcina Kierwińskiego, którego dymisji domaga się Partia Razem, wskazując na jego rolę szefa warszawskich struktur KO. Grabiec uznał te żądania za absurdalne.

Minister Kierwiński nie jest w żaden sposób powiązany z tą sprawą, pan Kacprzyk nie był jego współpracownikiem

— przekonywał, nazywając całość przykładem »doszycia« do realnego problemu i skandalu sprawy politycznej. Tu pojawia się jednak kolejna niespójność: trudno jednocześnie twierdzić, że Kierwiński nie ma związku z Kacprzykiem, skoro to właśnie on, jako sekretarz generalny, przyjmował jego rezygnację z partii. Linia obrony KO chwieje się więc na własnych sprzecznościach.

Wśród polityków KO panika

Optymistyczne zapewnienia o transparentności kłócą się z nastrojami panującymi w samej partii. W nieoficjalnych rozmowach politycy Koalicji nie kryją przygnębienia.

To bardzo poważny problem polityczny, mający potencjał rozwojowy. To taki rodzaj matni, nie wiadomo, jak z tego wyjść

— przyznał jeden z nich w rozmowie z PAP. Inny gorzko zauważył, że choć politycy PiS również korzystali z przywilejów w leczeniu, dziś trudno to wykorzystać:

Na ich elektorat to nie działa, a te miliony Kacprzyka na nasz, owszem.

Tymczasem opozycja rusza do ofensywy. Klub PiS wystawił w Sejmie tablicę z wizerunkami polityków KO, którzy mieli korzystać z pomocy w Szpitalu Południowym, a wśród nich Kierwińskiego, Michała Szczerby czy Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.

Ta akcja ma jednak swoją cenę, bo część wymienionych osób stanowczo zaprzecza. Posłanka Katarzyna Piekarska nazwała te informacje kłamstwem, podkreślając, że leczy się onkologicznie w Olsztynie . Wzburzona całą sytuacją, zasłabła na sali plenarnej Sejmu.

Również marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska oświadczyła, że nigdy nie leczyła się w tej placówce, apelując o wyjaśnianie sprawy w oparciu o prawdę, a nie kłamstwa. Afera, która zaczęła się od zarobków jednego lekarza, rozlewa się więc na coraz szersze kręgi, a dla Koalicji Obywatelskiej, niezależnie od ostatecznych ustaleń, każdy kolejny dzień tej sprawy oznacza realne polityczne straty.

Źródło: PAP / checkPRESS Aktualizacja: 19/06/2026 12:43
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo checkPRESS.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości