W Sądzie Okręgowym w Szczecinie rozpoczął się długo wyczekiwany proces Dariusza Mateckiego, posła Prawa i Sprawiedliwości. To jeden z najważniejszych wątków afery Funduszu Sprawiedliwości, w której śledczy badają, jak wydawano publiczne pieniądze przeznaczone pierwotnie na pomoc ofiarom przestępstw.
Na ławie oskarżonych, obok Mateckiego, zasiadło siedem innych osób. Akt oskarżenia liczy około 200 stron, a akta całej sprawy obejmują kilkadziesiąt tomów dokumentów. Oskarżonym grozi do 10 lat bezwzględnego więzienia. Pisowski hejter zdążył przepisać należącą do niego część domu rodzicom. Oficjalnie jest więc bezdomny.
Prokuratura zarzuca ulubieńcowi Ziobry i jego grupie znajomych udział w mechanizmie, który miał doprowadzić do przywłaszczenia około 16,5 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości. Chodzi o pieniądze, które miały trafiać do pokrzywdzonych, słabszych i potrzebujących wsparcia.
Matecki nie przyznaje się do winy. Jego obrońca wnosi o uniewinnienie, a sam poseł wcześniej określał zarzuty jako polityczne i wyssane z palca. Oczywiście, jak w każej sprawiekryminalnej, tak i tutaj obowiązuje domniemanie niewinności, a o winie lub niewinności oskarżonych zdecyduje sąd.
Sercem sprawy są konkursy organizowane w ramach Funduszu Sprawiedliwości. W teorii organizacje pozarządowe mogły ubiegać się o dotacje na realizację projektów pomocowych. Według prokuratury część konkursów miała być jednak przygotowana tak, aby wygrały konkretne podmioty.
W tym wątku pojawiają się m.in. stowarzyszenia Fidei Defensor oraz Stowarzyszenie Przyjaciół Zdrowia. To właśnie one miały należeć do głównych beneficjentów mechanizmu opisanego przez śledczych. Prokuratura zarzuca Mateckiemu współdziałanie z urzędnikami Ministerstwa Sprawiedliwości przy przekroczeniu uprawnień.
Według śledczych konkursy miały tworzyć pozory legalnej procedury, choć ich wynik miał być znany wcześniej. Jeśli zarzuty się potwierdzą, będzie to oznaczało, że fundusz przeznaczony dla ofiar przestępstw stał się narzędziem transferowania pieniędzy do wybranych środowisk.
Kolejny wątek dotyczy zatrudnienia Dariusza Mateckiego w Lasach Państwowych. Prokuratura twierdzi, że polityk miał współdziałać z dyrektorami Lasów Państwowych przy fikcyjnym zatrudnieniu w Centrum Informacyjnym Lasów Państwowych oraz w szczecińskiej dyrekcji.
Z tego tytułu Matecki miał uzyskać prawie 484 tys. zł nienależnych świadczeń. Poseł odrzuca te zarzuty i utrzymuje, że wykonywał rzeczywistą pracę. Najciężej brzmi jednak zarzut dotyczący prania pieniędzy. Według śledczych chodzi o co najmniej 447 tys. zł. Mechanizm miał polegać na fikcyjnym zatrudnianiu osób przy projektach finansowanych z dotacji.
Osoby te miały otrzymywać wynagrodzenia, choć pracy nie wykonywały albo wykonywały ją w minimalnym zakresie. Następnie część pieniędzy miała trafiać z powrotem do Mateckiego. To jeden z kluczowych fragmentów aktu oskarżenia. Prokuratura opisuje schemat, w którym publiczne pieniądze miały przechodzić przez formalne umowy, by ostatecznie służyć prywatnym celom.
Podczas sprawy pojawiły się także nazwiska Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego. Matecki zapowiedział, że będzie domagał się ich przesłuchania. Nazwał ich dwiema kluczowymi osobami, które nic nie zawiniły, żadnego przestępstwa nie popełniły.
To istotne, ponieważ Romanowski nadzorował Fundusz Sprawiedliwości w Ministerstwie Sprawiedliwości, a Ziobro był szefem resortu. W przestrzeni publicznej pojawiały się wcześniej wypowiedzi wskazujące, że to właśnie Ziobro miał być głównym decydentem w sprawach dotyczących konkursów.
Na pytania o możliwość przesłuchania tych osób Matecki miał odpowiedzieć, że
chyba państwo polskie działa, a Ziobro może wystąpić zdalnie.
Proces w Szczecinie dopiero się zaczyna, ale już teraz pokazuje skalę sprawy. W centrum jest pytanie, czy pieniądze z funduszu stworzonego dla ofiar przestępstw były wydawane zgodnie z przeznaczeniem, czy — jak twierdzi prokuratura — stały się elementem polityczno-finansowego mechanizmu. To pytanie będzie teraz rozstrzygał sąd.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze