W niedzielę 24 maja Kraków stanie przed jednym z najbardziej niecodzienny wyborów w swojej historii. Mieszkańcy zdecydują, czy prezydent Aleksander Miszalski i cała rada miejska powinni przedwcześnie zakończyć kadencję. Kluczem do wszystkiego jest frekwencja – i to ona, nie wyniki głosowania, może okazać się największą przeszkodą.
Kraków nigdy nie przeprowadził skutecznego referendum lokalnego. Za tydzień ma szansę napisać nowy rozdział swojej historii – albo potwierdzić, jak trudno zmobilizować mieszkańców do urn w niewyborczy dzień.
PAP / RedakcjaKraków, maj 2025
Głosowanie w niedzielę 24 maja potrwa od godziny 7 do 21 i odbędzie się w ponad 450 lokalach wyborczych rozsianych po całym Krakowie. Każdy uprawniony mieszkaniec otrzyma dwie odrębne karty – jedna dotyczy odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego, druga zaś losów urzędującej rady miejskiej. Oddanie ważnego głosu jest proste: wystarczy postawić znak „X" obok odpowiedzi „TAK" lub „NIE". Cisza referendalna zacznie obowiązywać już o północy z piątku na sobotę.
Kluczowym warunkiem, bez którego wyniki w ogóle nie będą brane pod uwagę, jest odpowiednia frekwencja – i tu poprzeczka zawieszona jest wysoko.
Aby referendum w sprawie odwołania prezydenta było ważne, do urn musi pójść co najmniej 158 555 mieszkańców, co odpowiada 3/5 liczby osób głosujących w drugiej turze wyborów na prezydenta miasta. W przypadku odwołania rady miejskiej próg jest jeszcze wyższy i wynosi 179 792 głosujących. W przeliczeniu daje to około 27 procent wszystkich uprawnionych wyborców.

Obie strony sporu prowadzą kampanię, tyle że z diametralnie różnymi celami. Prezydent Aleksander Miszalski otwarcie zachęca krakowian do niebrania udziału w głosowaniu – i robi to ze spokojem człowieka, który liczy na to, że frekwencja referendum po prostu unieważni. Jego argumentacja jest prosta: jeśli mieszkańcy uważają, że miasto idzie w dobrym kierunku, niech zostaną w domach.
„Jestem przekonany, że referendum nie będzie ważne. Robimy wszystko, by przekonać mieszkańców, którzy wątpili, że kierunki w mieście idą w dobrą stronę; że błędy, które popełniliśmy – skorygowaliśmy; i że nie ma powodu przedwczesnego ukończenia kadencji."— Aleksander Miszalski, prezydent Krakowa
Po drugiej stronie barykady inicjatorzy referendum liczą przede wszystkim na emocje wokół osoby prezydenta. Pełnomocnik grupy obywateli radca prawny Rafał Zontek przyznaje jednak, że sytuacja w przypadku odwołania rady miejskiej jest mniej pewna – i że o wyniku może zdecydować nawet pogoda w niedzielę.
„Co do prezydenta, to jestem dość dobrej myśli, dlatego że emocje są bardzo duże, skoncentrowane na jednej osobie i zarzutach wobec prowadzonej przez nią polityki. Natomiast jeśli chodzi o radę miasta, to do jej odwołania potrzebna jest większa frekwencja i tutaj, myślę, zdecyduje pogoda."— Rafał Zontek, pełnomocnik grupy obywateli ds. referendum.
Lista zarzutów pod adresem prezydenta Krakowa jest długa i dotyczy zarówno finansów, jak i konkretnych decyzji miejskich. Inicjatorzy referendum i ich polityczni sojusznicy z PiS, Konfederacji oraz środowiska radnego Łukasza Gibały – głównego rywala Miszalskiego w wyborach 2024 roku – wytykają mu zadłużenie miasta, kolesiostwo i niespełnienie wyborczych obietnic.
Największe emocje budzą jednak kwestie transportowe: sposób wprowadzenia strefy czystego transportu, podwyżki cen biletów, wydłużenie godzin płatnego parkowania oraz opłaty za parkowanie w niedziele.
Miszalski przyznał publicznie, że popełnił błędy i zapowiedział korekty – między innymi zmianę zasad strefy czystego transportu, likwidację premii dla członków zarządów spółek miejskich i obniżenie wynagrodzeń dla rad nadzorczych. Jednocześnie zaznaczył, że odpowiedzialność za wysokość dotychczasowych premii spoczywa na poprzedniej władzy. Gdy inicjatorzy referendum wezwali go do debaty publicznej, odmówił – oceniając, że byłoby to wchodzenie w „polityczne piekiełko".
Politolodzy obserwują krakowskie referendum z uwagą, choć bez złudzeń co do trudności, jaką jest osiągnięcie wymaganego progu frekwencji w lokalnym głosowaniu. Profesor Andrzej Piasecki z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie zwraca uwagę, że nawet jeśli referendum nie będzie ważne, to i tak już zmieniło coś istotnego w krakowskiej polityce.
„Skuteczność referendum w Krakowie na pewno byłaby czymś niezwykłym w historii miasta, ale już samo doprowadzenie do tego referendum jest wydarzeniem."— prof. Andrzej Piasecki, politolog, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie
Profesor Piasecki zauważa, że presja referendum wymusiła na Miszalskim wyraźną aktywność i konkretne działania korygujące – których bez tej mobilizacji obywatelskiej mogłoby nie być. Niezależnie od tego, czy 24 maja do urn pójdzie wystarczająca liczba krakowian, jedno jest pewne: mieszkańcy Krakowa pokazali, że potrafią wymusić na władzach reakcję. Reszta zależy od niedzielnej pogody – i od tego, czy emocje w mieście okazały się wystarczająco trwałe, by zamienić się w konkretne głosy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze