Niedziela zaczęła się dla polskiego rządu od porannej narady kryzysowej. Premier Donald Tusk zebrał ministrów i przedstawicieli służb w siedzibie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa w Warszawie — tuż po tym, jak poprzedniego wieczoru strażacy siłowo weszli do gdańskiego mieszkania należącego do członka rodziny sprawującego urząd prezydenta Karola Nawrockiego.
Lokal okazał się pusty. Alarm był fałszywy. I nie był pierwszy.
Sobotnie zdarzenie rozegrało się sprawnie i niemal jak z podręcznika działań ratowniczych — z tą różnicą, że cały alarm okazał się prowokacją. O godzinie 19.30 do służb wpłynęły dwa zgłoszenia dotyczące gdańskiego mieszkania. Pierwsze sygnalizowało możliwość pożaru i zagrożenie życia osób przebywających wewnątrz, drugie donosiło o nagłym zatrzymaniu krążenia.
„Po przybyciu na miejsce i przeprowadzeniu rozpoznania kierujący działaniem ratowniczym podjął decyzję o siłowym wejściu do lokalu. W wyniku sprawdzenia mieszkania nie stwierdzono zagrożenia pożarowego ani obecności osób poszkodowanych. Lokal był pusty" — poinformowała Państwowa Straż Pożarna.
Reklama
Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka w nocy z soboty na niedzielę doprecyzowała, że mieszkanie nie należy do samego prezydenta, lecz do członka jego rodziny, przez co adres ten nie jest objęty ochroną Służby Ochrony Państwa.
Premier zareagował jeszcze w sobotni wieczór, publikując wpis na platformie X. Nie pozostawił wątpliwości co do powagi sytuacji i determinacji władz.
„Użyjemy wszystkich dostępnych metod, aby zidentyfikować i wyłapać sabotażystów, niezależnie od tego, skąd są i kto nimi kieruje" — napisał Tusk, jednocześnie informując, że przekazał wyrazy solidarności prezydentowi Nawrockiemu.
Reklama
Szef rządu określił incydent jako „kolejną telefoniczną prowokację" i zaznaczył, że jest w stałym kontakcie z ministrami i służbami.
„Działania prowokatorów są wymierzone w bezpieczeństwo państwa. W nas wszystkich" — podkreślił.
Niedzielna odprawa w RCB była bezpośrednią konsekwencją tych wydarzeń — rząd postanowił skoordynować działania wobec narastającej fali fałszywych alarmów.
Gdańskie zdarzenie to nie incydent odosobniony — to element niepokojącego wzorca. Między 10 a 15 maja doszło do 12 interwencji służb wywołanych fałszywymi zgłoszeniami dotyczącymi rzekomych ładunków wybuchowych lub zagrożeń życia.
Policja interweniowała między innymi przy posesji Jarosława Kaczyńskiego po zgłoszeniu o rzekomym podłożeniu materiałów wybuchowych w ogrodzie prezesa PiS. Wcześniej funkcjonariusze pojawili się w mieszkaniu redaktora naczelnego TV Republika po fałszywym alarmie o zagrożeniu życia osoby nieletniej.
Były szef BBN Sławomir Cenckiewicz z kolei informował, że po godzinie 2 w nocy kontaktowano się z nim w sprawie rzekomej dostawy jedzenia. W związku z serią fałszywych alarmów policja zatrzymała 53-letniego mężczyznę — późniejsze ustalenia wskazały jednak, że mógł on paść ofiarą nieuprawnionego wykorzystania jego danych osobowych i dostępu do jego poczty elektronicznej. Sprawa pozostaje otwarta, a służby intensywnie szukają rzeczywistych sprawców akcji, która uderza w polityków niezależnie od ich przynależności partyjnej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze