Od 2 września 2025 roku Stany Zjednoczone formalnie pozostają w stanie „konfliktu zbrojnego" z kartelami narkotykowymi. To nie jest zabieg retoryczny — ma konkretne konsekwencje prawne. Administracja Trumpa świadomie sięgnęła po tę kwalifikację, bo ułatwia ona prowadzenie ataków wojskowych bez kontroli sądowej. Krytycy w Kongresie i organizacje praw człowieka biją na alarm: podejrzani o przemyt narkotyków to przestępcy, nie kombatanci, i powinni odpowiadać przed sądem, nie ginąć od rakiet wystrzelonych z okrętów wojennych.
Tymczasem od września ubiegłego roku zginęło co najmniej 193 ludzi, a wojsko zniszczyło ponad 60 jednostek pływających — wynika z analiz CNN opartych na oficjalnych komunikatach Dowództwa Południowego.
We wtorek SOUTHCOM poinformował o kolejnym uderzeniu na wschodnim Pacyfiku. Jedna osoba zginęła, dwie zostały ranne. W opublikowanym nagraniu widać, jak trafiona łódź rozpada się na pół, z obu części unosi się dym. Według komunikatu jednostka „była obsługiwana przez organizację uznaną za terrorystyczną, poruszała się znanymi szlakami przemytu i uczestniczyła w operacjach handlu narkotykami".
Brzmi przekonująco — ale jak zauważa CBS News, wojsko nie przedstawiło żadnych dowodów potwierdzających, że którakolwiek z ostrzelanych łodzi rzeczywiście przewoziła narkotyki. Rzecznik SOUTHCOM odmówił szczegółów, powołując się na „względy bezpieczeństwa operacyjnego".
Największe kontrowersje wywołało to, co wydarzyło się podczas pierwszego ataku — tego z 2 września ubiegłego roku. Biały Dom potwierdził, że doszło wówczas do tzw. „double tap": po pierwszym uderzeniu nastąpiło kolejne, wymierzone w osoby, które przeżyły eksplozję i próbowały się ratować.
W efekcie zginęły dwie osoby, które ocalały z pierwszego ataku. Część amerykańskich ustawodawców wprost nazwała to możliwym naruszeniem prawa wojennego. Zakaz dobijania rannych i rozbitków należy do fundamentów międzynarodowego prawa humanitarnego — obowiązuje niezależnie od tego, czy po drugiej stronie stoją żołnierze, czy przemytnicy.
Administracja Trumpa nie zamierza zwalniać tempa. Priorytetem pozostaje eliminacja karteli narkotykowych, a Waszyngton wywiera coraz silniejszą presję na rządy państw Ameryki Łacińskiej, by same podejmowały zdecydowane działania.
Pytanie, które zadają prawnicy, dziennikarze i część Kongresu, pozostaje bez odpowiedzi: na jakiej podstawie prawnej armia USA zabija ludzi, nie przedstawiając dowodów ich winy? Dotychczas żaden z ataków nie był poprzedzony wyrokiem sądowym ani nawet postawieniem zarzutów. Dla administracji Trumpa to szczegół. Dla krytyków — sedno problemu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze