Reklama

Tusk bierze się za NFZ. Nie wierzy w bezradność Funduszu


Sprawa lekarza, który w rok zarobił w miejskim szpitalu ponad półtora miliona złotych, przestaje być lokalnym skandalem, a staje się początkiem ogólnopolskiego rozliczenia. Najwyższa Izba Kontroli zapowiedziała, że od lipca prześwietli zasady zatrudniania i wynagradzania personelu medycznego w publicznej służbie zdrowia. Premier nie kryje, że oczekuje twardych wniosków, także wobec Narodowego Funduszu Zdrowia, który, jego zdaniem, zbyt długo udawał bezradność wobec partyjniactwa w publicznej ochronie zdrowia.


Najwyższa Izba Kontroli zapowiedziała, że od lipca rozpocznie kontrolę zatrudniania i wynagradzania personelu medycznego. W najbliższych tygodniach mają też zostać upublicznione wyniki trzech dotychczasowych kontroli, w tym tej dotyczącej warszawskiego Szpitala Południowego.

Kontrole, które miały nie nadejść

Zadaniem Izby jest ustalenie systemowych mechanizmów wzrostu wynagrodzeń w publicznej służbie zdrowia, a więc odpowiedź na pytanie, czy przypadek jednego lekarza to wyjątek czy, co jest dużo bardziej prawdopodobne, wierzchołek znacznie większej góry lodowej. Premier Donald Tusk nie ukrywa, że traktuje tę sprawę priorytetowo. Jak podkreślał, kontrola musi mieć charakter systemowy, bo tylko wtedy odsłoni rzeczywistą skalę problemu.

Reklama

Szef rządu zapowiedział również spotkanie z kierownictwem NFZ, a jego słowa pod adresem tej instytucji były wyjątkowo ostre. Tusk dał do zrozumienia, że nie wierzy, by Fundusz

tak długo był bezradny, jeśli chodzi o kontrolowanie placówek.

To nie jest zwykła uwaga, lecz wyraźny sygnał, że premier szuka odpowiedzialnych nie tylko w jednym szpitalu, lecz w całym łańcuchu nadzoru. I tu instynkt go z pewnościa nie zawiedzie, bo upartyjnienie szpitali jest bezspornym faktem.

Od jednego SOR-u do całego systemu

Przypomnę, że cała lawina ruszyła od nazwiska  dr. Dawida Kacprzyka. Ten lekarz bez specjalizacji, jako koordynator oddziału ratunkowego w Szpitalu Południowym w Warszawie, miał zarobić w ciągu roku ponad półtora miliona złotych. Kwota, która zwaliła z nóg opinię publiczną i postawiła proste pytanie: jak to w ogóle było możliwe i kto przez tak długi czas to akceptował.

Reklama

Sprawa szybko przestała dotyczyć wyłącznie pieniędzy. Według doniesień medialnych na oddziale ratunkowym Szpitala Południowego politycy Koalicji Obywatelskiej oraz ich krewni mieli być przyjmowani poza kolejką. To właśnie ten wątek, który odkrywa nierówne traktowanie pacjentów w publicznej placówce najmocniej uderzył w wiarygodność rządzących.

Konsekwencje były natychmiastowe: po ujawnieniu afery odwołano cały zarząd stołecznego szpitala, a 22 czerwca prezydent Warszawy poinformował, że placówka ma już nową radę nadzorczą. Reakcja przyszła szybko, lecz nie rozwiała kluczowej wątpliwości: dlaczego mechanizm wysokich rozliczeń i rzekomych przywilejów mógł działać miesiącami, zanim rozpętała się burza w mediach?

Reklama

Cesarskie cięcia, przepracowani lekarze. Raport, który zawstydza

To, że problem wykracza daleko poza jeden warszawski szpital, pokazuje najnowszy raport Izby, który dotyczy opieki okołoporodowej. Wnioski są niepokojące. Kontrolerzy wskazali na zbyt długo pracujący personel medyczny, wciąż za wysoki odsetek cesarskich cięć oraz, co jest szczególnie bulwersujące, ograniczanie pacjentkom dostępu do znieczulenia.

To obraz systemu, w którym przemęczeni ludzie podejmują decyzje o zdrowiu i życiu, a pacjent zbyt często zostaje sam ze swoim bólem. Zestawienie obu spraw układa się w jeden, niewygodny dla państwa wniosek. Z jednej strony pojedynczy lekarz, który miał wyciągnąć z miejskiego szpitala fortunę.

Reklama

Z drugiej obnażenie całego systemu, w którym brakuje rąk do pracy, kontrola kuleje, a kobiety rodzące walczą o podstawowe znieczulenie. Najbliższe tygodnie pokażą, czy zapowiadane kontrole NIK rzeczywiście odsłonią systemowe mechanizmy, czy też podzielą los wielu wcześniejszych raportów, które trafiały do szuflady. Pewne jest jedno: po aferze Kacprzyka udawanie, że problem nie istnieje, przestało być możliwe. Sprawą zajmuje się już prokuratura, policja i CBA.

Źródło: PAP / checkPRESS Aktualizacja: 23/06/2026 15:33
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo checkPRESS.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości