Po latach politycznych sporów i społecznych nacisków Senat zajmie się ustawą o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu. To pierwszy w historii przypadek, gdy polski parlament uchwalił regulację, która wprost pozwala na formalizację relacji osób tej samej płci. To bez wątpienia polityczny przełom na miarę katolickiego państwa wyznaniowego, jakim jest Polska. Ale tylko częściowy.
Projekt przyjęty przez Sejm nie tworzy związków partnerskich w klasycznym rozumieniu. Nie daje też równości małżeńskiej. To raczej prawny „kadłubek” czyli mikroskopijny pakiet zabezpieczeń, który ma uporządkować najbardziej podstawowe kwestie życia codziennego.
W praktyce państwo po raz pierwszy uznaje, że dwie osoby żyjące razem, także tej samej płci, mogą mieć wobec siebie formalne prawa i obowiązki. Ale skala tych zmian jest znacznie mniejsza, niż wielu aktywistów oczekiwało. Czy na takie rozwiązanie, proponowane przez ultrakonserwatywny, leżący krzyżem, PSL przystanie narodowy katolik, Karol Nawrocki, czy też zawetuje?
Nowe przepisy zakładają, że dwie osoby pełnoletnie będą mogły podpisać umowę o wspólnym pożyciu u notariusza. Dokument zostanie następnie wpisany do Urzędu Stanu Cywilnego. To rozwiązanie daje możliwość wyboru ustroju majątkowego, ustanowienia obowiązku alimentacyjnego, uzyskania prawa do korzystania ze wspólnego mieszkania oraz dostępu do informacji medycznych partnera.
Umożliwia też działanie jako pełnomocnik w codziennych sprawach życiowych. To ważne, ale bardzo ograniczone. Bo w praktyce nie daje ani wspólnego rozliczania podatków, ani prawa do dziedziczenia na zasadach małżeńskich, ani adopcji dzieci, ani pełnej ochrony rodzinnej. Mówiąc wprost: to projekt znacznie skromniejszy niż klasyczna ustawa o związkach partnerskich. O małżeństwach jednopłciowych nie ma tu nawet mowy.
Warto przypomnieć, że większość państw Unii Europejskiej od dawna uznaje związki partnerskie lub małżeństwa jednopłciowe. Polska pozostaje jednym z ostatnich krajów, które przez lata nie stworzyły żadnej systemowej regulacji. Nowa ustawa ma to częściowo zmienić. Co ciekawe, osoby LGBT, które zawarły małżeństwo za granicą, już dziś mogą w określonych przypadkach dokonać transkrypcji aktu małżeństwa w polskim Urzędzie Stanu Cywilnego.
To jednak nadal nie oznacza pełnego uznania takiego związku przez polskie prawo rodzinne. To bardziej administracyjna furtka niż realna równość. I właśnie dlatego nowy projekt, choć historyczny, dla wielu środowisk pozostaje krokiem symbolicznym, a nie przełomowym.
Senatorowie zajmą się także ustawą doprecyzowującą status osoby najbliższej i skutki prawne zawarcia umowy o wspólnym pożyciu. Chodzi m.in. o relacje wobec osób trzecich, konflikt interesów czy zmiany w aktach stanu cywilnego i kodeksie postępowania cywilnego.
To techniczne, ale ważne uzupełnienie całej konstrukcji. Problem w tym, że nawet po wejściu tych przepisów Polska nadal pozostanie daleko od modelu pełnej równości małżeńskiej. Nowe przepisy mogą poprawić codzienność wielu par. Ale nie rozwiązują zasadniczego problemu — braku pełnego uznania relacji jednopłciowych przez państwo. Dla jednych to początek zmian. Dla innych zaledwie namiastka praw, które w dużej części Europy są standardem od lat.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze