niemożliwe Najnowszy sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej", przeprowadzony w dniach 22–23 maja, przynosi niepokojące sygnały dla obozu rządzącego. Koalicja Obywatelska wciąż prowadzi, ale jej przewaga kurczy się, a układ sił w Sejmie — gdyby wybory odbyły się teraz — postawiłby wszystkich w patowej sytuacji.
PSL, Polska 2050 i Razem nie przekroczyłyby progu wyborczego, a bez nich żadna strona nie miałaby stabilnej większości.
Koalicja Obywatelska uzyskała w majowym badaniu 30,9 procent poparcia wobec 32 procent w sondażu z końca kwietnia — to spadek o ponad punkt procentowy w ciągu miesiąca. PiS idzie w przeciwnym kierunku — z 23,2 procent wzrosło do 25,4 procent. Konfederacja utrzymuje trzecią pozycję z wynikiem 12,5 procent, Lewica plasuje się tuż za nią z 8,4 procent, a Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna uzyskuje 8,8 procent.

Poza Sejmem znalazłoby się PSL z wynikiem 3,9 procent, Razem z 2,8 procent i Polska 2050 z zaledwie 2,1 procent. Szczególnie zastanawiające jest to, że nominacja Przemysława Czarnka na kandydata PiS na premiera nie przełożyła się na skokowy wzrost poparcia partii — „Rzeczpospolita" wprost pisze, że „nie ma efektu Czarnka".
Sam zainteresowany tłumaczył to w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim:
„Moje oczekiwania były takie, że w pierwszej kolejności musimy powstrzymać spadek sondaży PiS i to zostało powstrzymane. Gdyby nie wydarzenia sprzed Wielkanocy, niepotrzebne zainteresowanie dyskusjami na temat wnętrza PiS, pewnie wynik byłby lepszy" — mówił wiceprezes partii.
Reklama
Wyniki sondażu w przeliczeniu na mandaty tworzą obraz, który powinien spędzać sen z powiek strategom po obu stronach sceny politycznej. Prof. Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego wyliczył, że przy takim układzie KO i Lewica zdobyłyby łącznie 216 mandatów, a PiS wspólnie z Konfederacją — 208.
Żadna z tych konfiguracji nie daje wymaganej większości 231 głosów. Dodanie do prawicowej koalicji Konfederacji Korony Polskiej Brauna mogłoby zmienić arytmetykę, ale budowanie stabilnego rządu na takich fundamentach to zadanie karkołomne politycznie.
Ekspert zaznaczył przy tym, że obserwowane zmiany mieszczą się w granicach błędu statystycznego, a łączne poparcie partii rządzących wynosi 45 procent wobec 46,8 procent trzech ugrupowań prawicowych. To różnica minimalna, ale wyraźnie pokazuje, że sondażowy podział jest niemal idealnie symetryczny — bez rozstrzygnięcia.
Sondaż realizowano w momencie, gdy Polska żyła gwałtownymi zwrotami w sprawie obecności amerykańskich wojsk. 13 maja media ujawniły, że sekretarz obrony Pete Hegseth zablokował przyjazd czterech tysięcy żołnierzy z 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej. Rząd tłumaczył to reorganizacją logistyczną, nie celowym gestem przeciwko Polsce.
Tydzień później Trump ogłosił na Truth Social wysłanie do Polski dodatkowych pięciu tysięcy żołnierzy, wprost wiążąc tę decyzję z wyborczym sukcesem Karola Nawrockiego — co rząd przyjął z wyraźnym zakłopotaniem. Prof. Flis nie wyklucza, że napięcie na linii Warszawa–Waszyngton mogło mieć wpływ na odczyty sondażowe, choć zastrzega, że wiele może się jeszcze wydarzyć przed wyborami w 2027 roku.
Ministerstwo Obrony Narodowej podtrzymuje, że opóźnienie przyjazdu brygady pancernej to jedynie kwestia logistyki, a wiceszef resortu Cezary Tomczyk zapowiedział kilka tygodni na wypracowanie konkretnych rozwiązań. Wojskowi w nieoficjalnych rozmowach są jednak bardziej ostrożni — jak relacjonuje „Wyborcza": „Na tym etapie wiemy jedno — oficjalnie wciąż nic nie wiadomo".
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze