Przez lata wieś była twierdzą Prawa i Sprawiedliwości. Dziś ten bastion wyraźnie pęka. Sondaże i obserwacje terenowe zgodnie pokazują, że PiS konsekwentnie traci poparcie wśród wiejskich wyborców, a ci, którzy odchodzą, nie trafiają tam, gdzie partia by się spodziewała.
Zamiast wracać do PSL, zasilają szeregi Konfederacji, popierają Koronę Polską Grzegorza Brauna albo — co coraz częstsze — po prostu rezygnują z głosowania.
Wojciech Mojzesowicz, były prominentny poseł PSL, minister rolnictwa w rządzie Jarosława Kaczyńskiego w 2007 roku, a potem działacz Samoobrony, obserwuje polską wieś od kilku dekad i nie ma wątpliwości co do diagnozy.
„Widać, jak PiS traci na wsi poparcie. Ludzie się do tej partii zniechęcili, za dużo było tego oszukaństwa i krętactwa i ciągle wychodzą nowe nieciekawe rzeczy" — mówi wprost.
Reklama
Jego obserwacje pokrywają się z tym, co widać w sondażach — rosnąca apatia i rozczarowanie przekładają się nie tyle na wielki transfer głosów do innych partii, co na narastającą niechęć do pójścia do urn w ogóle.
„Generalnie teraz na wsi panuje apatia, rośnie w ogóle zniechęcenie do chodzenia na wybory" — zaznacza Mojzesowicz.
To zjawisko, które może okazać się groźniejsze dla PiS niż bezpośredni odpływ wyborców do konkurencji.
Beneficjentem rozczarowania wiejskiego elektoratu staje się przede wszystkim Konfederacja i — w mniejszym stopniu — Korona Polska Grzegorza Brauna. Mojzesowicz tłumaczy ten fenomen bardzo konkretnie, bez owijania w bawełnę.
„To trochę na zasadzie: mam ich wszystkich dość, tych polityków którzy rządzili, a ci z Konfederacji mogą im teraz dobrze dołożyć! Dlatego ludzie ich popierają" — wyjaśnia były minister.
To klasyczny mechanizm protestu wyborczego — głosowanie nie tyle za kimś, co przeciwko wszystkiemu, co dotychczas rządziło i zawiodło. Wiejski wyborca, który przez lata wierzył w PiS, a potem poczuł się oszukany, sięga po Konfederację nie dlatego, że utożsamia się z jej programem, ale dlatego, że chce wyrazić swój gniew na cały dotychczasowy układ polityczny.
Paradoksalnie w tej sytuacji nie wygrywa partia, która historycznie była domem polskiej wsi. PSL mimo rozkładu poparcia dla PiS nie odnotowuje wzrostu w sondażach, a działacze Stronnictwa przekonują, że to efekt niedoceniania ich przez firmy badawcze. Mojzesowicz jest jednak w swojej ocenie bezlitosny.
„Na pewno spadek głosów na PiS nie przełoży się na wzrost dla PSL-u. Na wsi jest takie zniechęcenie do PSL, że nic im nie przybędzie. Wieś ma dość ludowców, jest nimi zmęczona" — stwierdza.
I idzie jeszcze dalej, stawiając prognozę, która musi boleć w centrali Stronnictwa:
„Ja osobiście jestem przekonany, że to jest ich ostatnia kadencja, jeśli pójdą samodzielnie do wyborów to w następnym Sejmie już się nie znajdą."
Jeśli ta diagnoza jest trafna — a Mojzesowicz zna wiejską politykę od środka od kilkudziesięciu lat — to polska scena polityczna stoi przed poważnym przetasowaniem. Wieś szuka nowego reprezentanta, a kto nim zostanie, wciąż pozostaje otwartym pytaniem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze