Prawdziwy dramat rozegrał sie na włocławskim osiedlu Południe. Tragedię trudno opisać inaczej niż jako całkowitą katastrofę ludzkiej odpowiedzialności. Z okna mieszkania znajdującego się na jedenastym piętrze wieżowca wypadła pięcioletnia dziewczynka. Chwilę później pod blokiem rozległy się krzyki sąsiadów, a na miejsce zaczęły zjeżdżać służby ratunkowe. Dziecko w stanie krytycznym zostało przetransportowane śmigłowcem do szpitala w Bydgoszczy. Lekarze wciąż walczą o jego życie.
Im więcej informacji przedostaje się do opinii publicznej, tym większe oburzenie budzi cała sprawa. Według ustaleń śledczych matka dziewczynki, 21-letnia Wiktoria D., w chwili tragedii miała spać po spożyciu alkoholu. Badania wykazały około promila alkoholu w organizmie kobiety, a prokuratura nie wyklucza również obecności narkotyków. To właśnie pod jej opieką znajdowała się pięcioletnia Zosia.
Śledczy ustalili, że w mieszkaniu nie było nikogo poza matką i dzieckiem. W chwili, gdy pięcioletnia dziewczynka znalazła się przy otwartym oknie, kobieta miała pozostawać niezdolna do sprawowania opieki. Dla wielu mieszkańców Włocławka stało się to symbolem skrajnej nieodpowiedzialności i kolejnej tragedii dzieci dorastających w środowisku chaosu, alkoholu oraz emocjonalnego zaniedbania.
Nie brakuje również pytań o wcześniejszą sytuację rodziny. Sąsiedzi i internauci zastanawiają się, czy instytucje państwowe miały jakąkolwiek wiedzę o warunkach, w jakich wychowywała się dziewczynka. Na razie prokuratura nie ujawnia szczegółów dotyczących ewentualnych wcześniejszych interwencji społecznych.
Prokuratura Rejonowa we Włocławku przedstawiła Wiktorii D. zarzuty narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz nieumyślnego spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Kobieta przyznała się do winy i złożyła wyjaśnienia.
Śledczy wystąpili także do sądu z wnioskiem o jej tymczasowe aresztowanie na trzy miesiące. Stan pięcioletniej Zosi lekarze określają jako bardzo ciężki, choć stabilny. Dziewczynka przebywa obecnie na oddziale intensywnej terapii dziecięcej w Szpitalu Uniwersyteckim nr 1 im. dr. Antoniego Jurasza w Bydgoszczy.
Ta historia wywołuje emocje nie tylko ze względu na dramatyczny przebieg wydarzeń, ale również dlatego, że coraz częściej podobne tragedie mają wspólny mianownik czyli dzieci pozostawione same sobie przez niedojrzałych bądź uzależnionych dorosłych. W opinii wielu komentujących trudno mówić wyłącznie o nieszczęśliwym wypadku, gdy kilkuletnie dziecko przebywa w mieszkaniu na wysokim piętrze pod opieką osoby znajdującej się pod wpływem alkoholu.
Sprawa z Włocławka ponownie uruchomiła dyskusję o odpowiedzialności rodzicielskiej, skuteczności pomocy społecznej oraz rosnącym problemie rodzinnej patologii, której największymi ofiarami pozostają dzieci. W centrum tej tragedii jest dziś jednak pięcioletnia dziewczynka, która zamiast bezpiecznego domu otrzymała walkę o życie na szpitalnym oddziale intensywnej terapii.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze