Reklama

Algorytmy tresują dzieci – terapeuta uzależnień alarmuje. TikTok uzależnia jak narkotyk


Siedzą obok nas na kanapie, ale ich myśli są gdzieś zupełnie indziej. To nie metafora — to diagnoza, którą stawia Daniel Dziewit, terapeuta uzależnień i autor książki „Enter i znikasz. Złowieni przez algorytmy". W rozmowie z PAP ekspert bez ogródek mówi o tym, co nowe technologie robią z dziećmi, rodzinami i całym społeczeństwem.


Jego słowa brzmią jak ostrzeżenie, które większość z nas woli ignorować.

„Dziecko siedzi obok rodziców, ale mentalnie mieszka w TikToku". Jak algorytmy kradną dzieci

Dziewit nie ma wątpliwości — problem nie sprowadza się do liczby godzin przed ekranem. Chodzi o coś głębszego.

„Dziecko siedzi obok ojca czy matki na kanapie, ale mentalnie już dawno mieszka w TikToku, Discordzie albo w świecie gier komputerowych" — powiedział PAP.

Cyfrowy świat zmienia sposób myślenia, osłabia koncentrację i wypiera aktywność w realnym świecie. Algorytmy nie są neutralne — są zaprojektowane z jednym celem: trzymać użytkownika przed ekranem jak najdłużej.

Reklama

Terapeuta porównuje ten mechanizm do tresury — platformy uczą mózg reagować na bodźce, nagradzać się polubieniami i powiadomieniami, budując uzależnienie tak samo realne jak nałóg narkotykowy. Gdy rodzice próbują interweniować i wyłączają internet, efekt bywa gwałtowny.

„Rodzice wyłączają internet, a dziecko wpada w furię" — opisuje Dziewit, zaznaczając, że w swojej praktyce terapeutycznej widzi młodych ludzi reagujących „jak człowiek na głodzie narkotykowym".

Rodzice boją się wychowywać, szkoły pomagają uzależniać. Kto ponosi odpowiedzialność?

Dziewit nie oszczędza ani rodziców, ani instytucji edukacyjnych. Jego ocena jest twarda — wielu dorosłych po prostu boi się stawiać granice. Rezygnują z egzekwowania zasad dotyczących korzystania z telefonów, bo wolą święty spokój niż konfrontację z dzieckiem, które reaguje wybuchem złości.

Reklama

Szkoły — zamiast być bastionem ochrony przed cyfrowym uzależnieniem — często same zachęcają uczniów do korzystania z komunikatorów i platform społecznościowych, bez żadnego nadzoru i refleksji nad konsekwencjami. Terapeuta wskazuje na szersze skutki kulturowe tego zjawiska: zanik czytelnictwa, utratę zdolności do długotrwałej koncentracji i uzależnienie od natychmiastowej gratyfikacji.

„Smartfon powinien być dodatkiem do życia, a nie centrum dowodzenia człowiekiem" — podsumowuje Dziewit, dodając, że dla technologicznych gigantów użytkownicy są przede wszystkim „zasobem do eksploatacji".

Reklama

Ksiądz odpisuje SMS-em podczas spowiedzi. Nawet Kościół wpadł w cyfrowy wir

Jednym z najmocniejszych fragmentów rozmowy jest obserwacja dotycząca instytucji, które przez wieki opierały się na skupieniu, ciszy i relacji twarzą w twarz. Dziewit nie oszczędza też Kościoła. Przywołuje scenę z komunii, podczas której — jak relacjonuje — większe emocje niż Biblia i medalik wywołał elektroniczny zegarek podarowany dziecku. Wspomina też księdza odpisującego SMS-em w trakcie spowiedzi.

„Jeśli nawet instytucje, które przez wieki były oparte na refleksji i relacji twarzą w twarz, zaczynają funkcjonować w logice nieustannego powiadomienia i cyfrowego bodźca, to znaczy, że problem jest znacznie głębszy, niż nam się wydaje" — stwierdził terapeuta.

Reklama

Jego zdaniem technologia zaczyna pełnić rolę nowej religii — daje natychmiastową odpowiedź, poczucie kontroli i nagrodę bez wysiłku. To konkurencja, z którą żadna tradycyjna instytucja nie jest w stanie wygrać bez świadomego oporu.

Co można zrobić? Terapeuta nie zostawia bez odpowiedzi

Dziewit nie poprzestaje na diagnozie. Jego przesłanie, choć niepopularne, jest czytelne — dorośli muszą odzyskać odwagę do wychowywania. To oznacza stawianie granic, egzekwowanie zasad i — co najtrudniejsze — bycie wzorem, a nie współuzależnionym.

Technologia sama w sobie nie jest wrogiem, ale bezrefleksyjne oddawanie kolejnych obszarów życia pod kontrolę algorytmów i platform cyfrowych to droga, z której powrót jest coraz trudniejszy. Książka „Enter i znikasz. Złowieni przez algorytmy" to próba nazwania problemu, który większość społeczeństwa woli bagatelizować. Dziewit robi to bez znieczulenia — bo jak sam przyznaje, w jego gabinecie siedzą już nie tylko dzieci, ale coraz częściej całe rodziny, które zgubiły się w cyfrowym labiryncie razem.

Reklama

Źródło: PAP / checkPRESS Aktualizacja: 22/05/2026 08:57
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo checkPRESS.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości