Prezes PiS zdradził dziś nieznane dotąd szczegóły sporu, który doprowadził do wykluczenia grupy posłów z partii. Jarosław Kaczyński oświadczył, że decyzja o rozstaniu z częścią parlamentarzystów nie była nagłym impulsem, lecz konsekwencją planu, o którym wiedział od dawna. Formalnie sprawę przypieczętuje dopiero przyszłotygodniowe posiedzenie Komitetu Politycznego.
Najciekawszym wątkiem piątkowego wystąpienia było ujawnienie kulis wcześniejszych negocjacji. Według relacji prezesa, sugestia podziału partii miała paść już kilka tygodni wcześniej ze strony osoby opisanej jako wiarygodna i istotna w strukturach ugrupowania.
Ta sama propozycja miała wracać podczas co najmniej trzech dłuższych rozmów, z czego dwie odbyły się w cztery oczy, a trzecia w szerszym gronie, obejmującym trzech działaczy partyjnych oraz dwie osoby spoza polityki, występujące jako świadkowie całej rozmowy.
Kaczyński nie zostawił wątpliwości co do swojego stanowiska wobec tej propozycji. Zgody na podział partii, jak podkreślił, być nie mogło, a wymagana od parlamentarzystów deklaracja miała być właśnie potwierdzeniem, że w takim przedsięwzięciu nie wezmą udziału.
Wykluczenie z partii nie następuje automatycznie. Statut PiS przewiduje, że decyzję o skreśleniu z listy członków podejmuje w drodze uchwały Zarząd Okręgowy, w momencie stwierdzenia, że doszło do utraty członkostwa. Zainteresowanemu przysługuje prawo odwołania do Komitetu Politycznego, ale tylko w ciągu siedmiu dni od doręczenia takiej uchwały.
Statut zawiera też zapis o poważnych konsekwencjach finansowych takiej decyzji. Wykluczony polityk nie może rościć sobie żadnych praw wobec majątku partii ani domagać się jakichkolwiek rekompensat z tego tytułu.
Podstawą do utraty członkostwa może być, zgodnie z zapisami statutowymi, przynależność do organizacji, której cele stoją w sprzeczności z programem lub interesem PiS, a także zaprzestanie realizowania zobowiązań wobec linii politycznej partii.
Kaczyński mówił dziś o "trzydziestu kilku" posłach, którzy zrezygnowali z członkostwa. Zupełnie inne liczby padły jednak na konferencji zwołanej przez samego Mateusza Morawieckiego już po wystąpieniu prezesa. Były premier przekazał, że jego środowisko liczy obecnie czterdziestu posłów, jednego senatora oraz trzech europosłów, co w sumie daje wynik znacząco wyższy niż ten podany przez lidera PiS.
Ta rozbieżność w liczeniu tych samych ludzi pokazuje, jak różnie obie strony konfliktu chcą przedstawiać opinii publicznej skalę rozłamu, do jakiego ostatecznie doszło w największej partii opozycyjnej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze