Sąd Okręgowy w Krakowie prawomocnie zakończył w czwartek dwudziestoletni proces w sprawie śmierci Jerzego Ziobry, ojca byłego ministra sprawiedliwości. Troje lekarzy zostało uniewinnionych, sprawę czwartego umorzono z powodu przedawnienia. Ale znacznie ważniejsza wiadomość dotyczy nie medyków, lecz samego Zbigniewa Ziobry: w Prokuraturze Regionalnej w Gdańsku powołano specjalny zespół, który bada działania byłego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w tej właśnie sprawie.
Sąd utrzymał w mocy wyrok uniewinniający troje lekarzy krakowskiego szpitala uniwersyteckiego: profesora Jacka D., lekarkę Katarzynę S. i ordynatora Andrzeja K. Wobec czwartego, doktora Dariusza D., sąd uchylił wyrok, ale jednocześnie umorzył postępowanie z powodu przedawnienia czynu, które nastąpiło już pięć lat temu.
Sędzia przyznał wprawdzie, że lekarz nieumyślnie naraził pacjenta na bezpośrednie zagrożenie życia, ale prawnie sprawa jest zamknięta bezpowrotnie. O uniewinnienie wnioskowali nie tylko obrońcy medyków, ale też sama prokuratura, uznając, że nie da się jednoznacznie stwierdzić błędu.
Co istotne, prokuratura na stałe dołączyła do tej sprawy jako oskarżyciel publiczny w 2016 roku, a więc w okresie, gdy prokuratorem generalnym był sam Zbigniew Ziobro. Czwórka lekarzy przez dwie dekady żyła pod presją oskarżeń i z piętnem medyków, którzy przyczynili się do śmierci pacjenta.
Historia tej sprawy ma jednak znacznie mroczniejszy epizod. W grudniu 2015 roku, miesiąc po tym, jak Zbigniew Ziobro objął stanowisko ministra sprawiedliwości, do domu profesor Dominiki Dudek wkroczyło czterech uzbrojonych agentów CBA. Było to dwa dni przed Wigilią, o szóstej rano. Funkcjonariusze przeszukali mieszkanie, a potem gabinety lekarki, psychiatryczny i szpitalny.
Profesor Dudek jest żoną doktora Dariusza Dudka, kardiologa, jednego z lekarzy oskarżanych przez rodzinę Ziobry o przyczynienie się do śmierci ojca ministra. Oficjalnym powodem nalotu było podejrzenie wystawiania fałszywych recept na refundowane leki. Dziennikarze zwrócili jednak uwagę na okoliczność budzącą wątpliwości: tę samą dokumentację sprawdzał już w 2011 roku Narodowy Fundusz Zdrowia i nie wykazał wtedy żadnych większych nieprawidłowości.
Trzeba tu być w pełni uczciwym. Portal natemat.pl zasugerował możliwy związek między tą akcją a sprawą śmierci Jerzego Ziobry. Zbigniew Ziobro stanowczo zaprzeczył jakimkolwiek powiązaniom i pozwał autorkę tekstu za, jak to określił, insynuacje. Nie ma dowodu na to, że minister osobiście zainspirował działania CBA. To pozostaje niewyjaśnioną poszlaką czasową, nie ustalonym faktem.
Sprawa obfitowała też w spory z instytucjami, które orzekały niekorzystnie dla rodziny. Zbigniew Ziobro publicznie zarzucił sędzi prowadzącej proces, Agnieszce Pilarczyk, że złamała prawo, naruszyła zasadę równości stron i nie była obiektywna. Jego matka, Krystyna Kornicka-Ziobro, złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez tę sędzię. Wniosek o jej wyłączenie ze sprawy został jednak odrzucony przez sąd w innym składzie.
Rodzina zamówiła również prywatną ekspertyzę, sprzeczną z opinią biegłych powołanych przez prokuraturę, i na tej podstawie zaskarżała kolejne decyzje. Gdy krajowe instancje nie przyniosły oczekiwanego rezultatu, sprawa trafiła nawet do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Trybunał ją oddalił, nie znajdując podstaw do zajęcia się tak długotrwałym postępowaniem.
I tu dochodzimy do sedna dzisiejszej wiadomości. Przez dwie dekady to rodzina Ziobry, dysponująca wpływami byłego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, decydowała o kierunku tej sprawy. Dziś role się odwracają. Specjalny zespół prokuratorów w Gdańsku bada właśnie jego działania w tym kontekście.
Co więcej, obecny prokurator prowadzący sprawę przed sądem, Eryk Stasielak, nie poparł apelacji złożonej w 2017 roku, jeszcze za czasów Zjednoczonej Prawicy, przez swojego poprzednika Pawła Bacę. Sam wyrok nazwał „salomonowym”, w którym każdy odnajdzie coś korzystnego dla siebie.
Adwokat jednego z lekarzy stwierdził wprost, że winy po prostu nie ma. Tymczasem czworo medyków spędziło dwie dekady pod ciężarem oskarżeń, przeszukań i niepewności, zanim sprawa zakończyła się w sposób, który sama prokuratura, przez lata kierowana przez ojca oskarżyciela, ostatecznie uznała za niewart dalszego ścigania.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze