W środę przypada 20. rocznica zawalenia się dachu hali Międzynarodowych Targów Katowickich – wydarzenia, które na zawsze zapisało się w historii Polski jako największa katastrofa budowlana. Zginęło wówczas 65 osób, ponad 140 zostało rannych, a 26 doznało ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Jak co roku, bliscy ofiar, osoby poszkodowane oraz przedstawiciele służb ratunkowych spotkają się przy pomniku w pobliżu miejsca tragedii. Zostaną tam złożone kwiaty i zapalone znicze. Hołd oddadzą również strażacy, policjanci, ratownicy medyczni, górnicy i wszyscy, którzy brali udział w dramatycznej akcji ratowniczej.
To chwila ciszy i refleksji nad skalą ludzkiego dramatu sprzed dwóch dekad.
Do tragedii doszło w sobotę, 28 stycznia 2006 roku, około godziny 17.15. W największym pawilonie MTK odbywały się targi oraz ogólnopolska wystawa gołębi pocztowych. Na dachu obiektu, którego powierzchnia wynosiła niemal hektar, zalegała gruba warstwa śniegu i lodu.

Choć wielu uczestnikom udało się wydostać o własnych siłach, dziesiątki osób zostały uwięzione pod gruzami.
Ratowanie poszkodowanych trwało nieprzerwanie przez wiele godzin. W szczytowej fazie działań – między pierwszą a drugą w nocy – na miejscu pracowało ponad 1,3 tys. strażaków, ratowników górniczych i medycznych, policjantów, goprowców oraz żołnierzy.
Ranni trafiali do szpitali m.in. w Katowicach, Chorzowie, Sosnowcu i Siemianowicach Śląskich. Pierwszy etap akcji zakończył się w niedzielę, a później rumowisko wielokrotnie sprawdzali ratownicy z psami wyszkolonymi do poszukiwania ofiar.
Dowodzący akcją ówczesny komendant PSP w Katowicach Janusz Skulich po latach przyznawał, że choć logistycznie operacja była możliwa do opanowania, to ogromny ciężar emocjonalny pozostawił trwały ślad w psychice ratowników.
Śledztwo prokuratury wykazało, że do katastrofy doprowadziła seria błędów – od etapu projektowania, przez użytkowanie obiektu, po brak właściwego nadzoru. Kluczowe okazały się poważne nieprawidłowości w projekcie wykonawczym, który znacząco odbiegał od pierwotnej dokumentacji budowlanej.
Biegli ocenili, że konstrukcja była wadliwa od momentu powstania i hala mogła zawalić się w dowolnym momencie, nawet bez dodatkowego obciążenia śniegiem.
Proces karny rozpoczął się w 2009 roku i trwał siedem lat. Był jednym z największych w historii śląskiego wymiaru sprawiedliwości – odbyło się ponad 200 rozpraw, przesłuchano 141 świadków, a akta sprawy liczyły ponad 300 tomów.
Prawomocne wyroki zapadły w 2017 roku. Pięć osób skazano na kary od 1,5 do 9 lat więzienia. Najsurowszą – 9 lat – otrzymał projektant hali, uznany za osobę, która świadomie dopuściła do powstania zagrożenia.
Ostatni wątek karny zakończył się w 2021 roku decyzją Sądu Najwyższego.
Po tragedii do sądów trafiły dziesiątki pozwów. Ostatecznie uznano, że za katastrofę odpowiada cywilnie Skarb Państwa, jako właściciel terenu, na którym stała hala.
W wyniku ugód zawartych w latach 2019–2020 poszkodowani i rodziny ofiar otrzymali łącznie ponad 15 mln zł. Małżonkowie, rodzice i dzieci zmarłych dostali po 125 tys. zł zadośćuczynienia i 75 tys. zł odszkodowania, a rodzeństwo – po 25 tys. zł z każdej kategorii.
Kolejne grupy bliskich, które wcześniej nie uczestniczyły w pozwach zbiorowych, uzyskiwały identyczne świadczenia w następnych ugodach.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze