Reklama

4 czerwca 1989 - jak Solidarność obaliła rządy PZPR


Dziś w Gdańsku odbywają się obchody Święta Wolności i Praw Obywatelskich, które upamiętniają 37 rocznicę pierwszych po II wojnie światowej częściowo wolnych wyborów z 4 czerwca 1989 roku. To data, która zmieniła nie tylko Polskę, lecz cały blok państw naszego regionu. To właśnie z Gdańska, kolebki Solidarności, popłynęła wówczas iskra, która podpaliła Europę Wschodnią, oddzieloną od reszty kontynentu Żelazną Kurtyną.


Główne obchody zaplanowano na godzinę 16 na Placu Solidarności w Gdańsku. W uroczystości weźmie udział marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska. Miejsce nie jest przypadkowe — to właśnie tu, pod historyczną Bramą numer 2 Stoczni Gdańskiej, w sierpniu 1980 roku rodził się ruch, który dekadę później doprowadził do upadku systemu.

To jedyna rocznica w historii Polski, gdy możemy świętować naprawdę radośnie, bez martyrologicznej zadumy z powodu kolejnej rocznicy tragedii narodowej, jak chociażby Powstanie Warszawskie, które pochłonęło 200 tys. niewinnych cywilnych ofiar, wymordowanych przez Niemców. 

Reklama

Centralna uroczystość na Placu Solidarności

Wydarzenia towarzyszące odbędą się w Europejskim Centrum Solidarności. W programie znalazły się między innymi prezentacja raportu Narodowego Centrum Kultury dotyczącego pamięci o wyborach z 1989 roku, wręczenie Odznak Solidarności i Praw Człowieka ECS oraz XII Międzynarodowe Forum Europa z widokiem na przyszłość.

To połączenie zadumy nad przeszłością z refleksją o tym, dokąd zmierza dzisiejsza Europa, bo wolność, jak uczy nas historia, nigdy nie jest dana raz na zawsze. Polacy przekonali się tym w szczególny sposób i to nie jeden raz. Po zaborach i odzyskaniu przez Polskę niepodległości 11 listopada 1918 roku, nieodległa II Rzeczpospolita przetrwała tylko dwie dekady.

Reklama

Polska poszła pierwsza. Reszta bloku ruszyła w jej ślady

Aby zrozumieć wagę 4 czerwca 1989 roku, trzeba cofnąć się do realiów tamtego świata. Istniał jeszcze Związek Radziecki, a na terytorium Polski wciąż stacjonowała Armia Czerwona. Polska Rzeczpospolita Ludowa była częścią bloku wschodniego, a władzę sprawowała Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. W tych warunkach, przy radzieckich czołgach na własnej ziemi, Polacy poszli do urn i zadali tzw.realnemu socjalizmowi cios, którego nikt się nie spodziewał.

Wybory były tylko częściowo wolne, bo o pełnej demokracji nie mogło być wówczas mowy. Porozumienia Okrągłego Stołu gwarantowały, że 65 procent miejsc w Sejmie przypadnie stronie rządowej. A jednak w wolnej części głosowania Solidarność odniosła miażdżące zwycięstwo, zdobywając niemal wszystkie dostępne mandaty.

Reklama

To Polska jako pierwszy kraj bloku wschodniego pokojowo wyłamała się spod monopartyjnej władzy i pokazała sąsiadom, że symboliczny Mur Berliński, który wydawał się nie do ruszenia, można obalić kartką wyborczą czy masowymi protestami mieszkańców tej części Europy, którzy mieli dość życia pod butem Moskwy i narzuconego siłą ustroju na wzór radziecki.

PRL czyli najweselszy barak w obozie

Warto pamiętać o jednej rzeczy, która często umyka w opowieściach o tamtych czasach. W ścisłym znaczeniu komunizm w Polsce nigdy nie zaistniał, był jedyniecelem propagandowym i to na wczesnym etapie istnienia PRL, nigdy nie stał się rzeczywistością. To, co panowało nad Wisłą, to rządy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w ramach bloku radzieckiego.

Reklama

I co najważniejsze, była to najłagodniejsza, najbardziej otwarta na Zachód odmiana tego systemu w całym obozie wschodnim. Polskę nazywano wręcz najweselszym barakiem w obozie. Istniały książki w tzw. drugim obiegu czyli niezależne podziemne wydawnictwa, które opisywały ówczesne realia i historię Polski bez inferencji cenzury.

Różnice wobec sąsiadów były ogromne. Rolnictwo pozostało w większości prywatne, bo przymusowa kolektywizacja upadła już w latach 50. — w przeciwieństwie do ZSRR, NRD czy Rumunii. Kościół katolicki zachował realną niezależność. A Polacy, w odróżnieniu od mieszkańców Niemieckiej Republiki Demokratycznej, do których strzelano przy murze berlińskim, czy obywateli Rumunii Nicolae Ceaușescu, osaczonych przez wszechobecną Securitate, mogli zaznać namiastki normalności.

Reklama

Czuliśmy powiew Zachodu i otwarcie na świat

Jako jedyni w całym bloku wschodnim posiadacze paszportu PRL jeździli bez wizy do Austrii i Berlina Zachodniego. Do Polski po śmierci Stalina i tzw. odwilży w 1956 roku docierała kultura Zachodu, która była niedostępna i nielegalna gdzie indziej za żelazną kurtyną. To właśnie nad Wisłą, jako w pierwszym kraju bloku wschodniego, zagrał legendarny zespół The Rolling Stones — koncert w warszawskiej Sali Kongresowej w 1967 roku przeszedł do historii.

Basista grupy Paul Wyman wspominał:

Pieniądze były z tego żadne, nasze honorarium graniczyło z jałmużną. Ale słyszeliśmy, że młodzież we Bloku Wschodnim zdobywa nasze płyty na czarnym rynku i słucha nas w radio. Na długo zanim głastnost stała się modnym słowem, byliśmy skłonni rozbijać bariery pomiędzy Wschodem i Zachodem.

Reklama

Później przyjeżdżały kolejne światowe gwiazdy, koncertowali nad Wisłą m.in. The Animals, Paul Anka, a w latach 70. i 80. Iron Maiden, Tina Turner, Abba czy Marillion w czasie największej świetności. Bez problemu można było kupić oryginalne amerykańskie dżinsy, a w sklepach Coca-Cola i Pepsi czyli produkty, o których w twardszych reżimach regionu można było tylko marzyć.

Ta względna otwartość nie była przypadkiem bez znaczenia. To właśnie ona — swoboda myśli, kontakt z Zachodem, siła Kościoła i prywatna inicjatywa — sprawiła, że w Polsce mógł narodzić się dziesięciomilionowy ruch Solidarności. W Rumunii czy NRD coś takiego było po prostu nie do pomyślenia. Polska była najsłabszym ogniwem bloku — i dlatego właśnie to ona pękła pierwsza.

Reklama

Gdański zryw, który uruchomił lawinę w całej Europie

To, co zaczęło się w Polsce, szybko stało się reakcją łańcuchową. Po czerwcowym przełomie nad Wisłą kolejne narody Europy Środkowej i Wschodniej odważyły się sięgnąć po wolność. Jeszcze tego samego roku padały kolejne reżimy: jesienią 1989 roku doszło do aksamitnej rewolucji w Czechosłowacji, przemian na Węgrzech i w innych krajach regionu.

9 listopada 1989 roku runął Mur Berliński, który był symbolem podziału kontynentu, dzielącego przez 28 lat nie tylko Niemcy, ale i cały świat na dwie wrogie połowy. Był to okres Zimnej Wojny pomiędzy Wschodem a Zachodem. W efekcie dwa lata później stała się rzecz niewyobrażalna czyli rozpadł się Związek Radziecki. 

Reklama

Sprawiedliwość historyczna każe jednak dodać, że ten pokojowy przełom nie byłby możliwy bez zmian, które zaszły w samej Moskwie. Na czele Związku Radzieckiego stał wówczas Michaił Gorbaczow, przywódca, który zapoczątkował politykę pierestrojki, czyli przebudowy systemu, oraz głasnosti, czyli jawności życia publicznego.

Gorbaczow patronem przemian

To właśnie Gorbaczow odszedł od tak zwanej doktryny Breżniewa, która wcześniej dawała Moskwie prawo do zbrojnej interwencji w krajach bloku wschodniego. Doświadczyli tego w okrutny sposób Węgrzy w 1956, gdy po powstaniu niezależnego rządu Imre Nagya, do Budapesztu pod pozorem nazistowskiego przewrotu (podobnie jak w 2022 r. w przypadku ataku na Ukrainę) wjechały czołgi z czerwona gwiazdą na burtach.

Reklama

Z PRL ruszyła wówczas z wielka akcja pomocy humanitarnej, w którą masowo włączyło się polskie społeczeństwo, oddając krew dla węgierskich powstańców, rannych w walkach z armią Związku Radzieckiego. Była ona wysyłana samolotami transportowymi do Budapesztu.

Niestety demokratyczny premier rządu naszych bratanków, który jako pierwszy na świecie uznany został przez Polskę i rząd Władysława Gomułki, po radzieckiej, krwawej interwencji, został pojmany i skazany na karę śmierci, którą wykonano. Dominację radzieckiego wielkiego brata przeżyła też Czechosłowacja w 1968 roku, gdy z interwencja do Pragi pospieszyły wojska Układu Warszawskiego, niestety z udziałem polskiego wojska.

Reklama

W haniebnym rozbiorze Czechosłowacji wzięła też udział sanacyjna Polska

Warto w tym miejscu przypomnieć, że polscy żołnierze wystąpili w roli agresora po raz pierwszy 30 lat wcześniej, gdy Adolf Hitler dokonywał aneksji należącego do Czechosłowacji terytorium Kraju Sudetów na rzecz Rzeszy Niemieckiej. Wówczas naszych południowych sąsiadów za pokój za wszelką cenę sprzedali Hitlerowi Wielka Brytania, Francję i Włochy, które podpisały traktat w Monachium. Polska w haniebny sposób skorzystała z okazji i zajęła Zaolzie.

Ów pokój za wszelką cenę potrwał niecały rok, gdy 1 września 1939 Niemcy najechały Polskę, co zapoczątkowało wybuch II Wojny Światowej, która pochłonęła przeszło 40 milionów istnień ludzkich. Polska poniosła procentowo największe straty na świecie: zginęło 6 milionów obywateli II RP.

Kreml zmienił kurs i nawet nie kiwnął palcem

Tym bardziej trzeba podkreślić, że bez zmiany kursu na Kremlu polski Okrągły Stół, częściowo wolne wybory i cała seria pokojowych rewolucji w regionie mogłyby zostać zdławione radzieckimi czołgami. A przecież Gorbaczow nie zamierzał obalać komunizmu, chciał go jedynie reformować. I to właśnie jego decyzja o niewysyłaniu wojsk otworzyła narodom Europy Środkowej drogę do wolności.

Historycy są zgodni co do jednego: ten ciąg wydarzeń nie byłby możliwy bez polskiego 4 czerwca. To Gdańsk, Solidarność i miliony zwykłych Polaków, którzy odważyli się powiedzieć doś i uruchomili proces, który zmienił mapę Europy. Dlatego dzisiejsze obchody to nie jest tylko rocznicowa formalność.

Przede wszystkim to przypomnienie, że wolność, którą dziś traktujemy jako oczywistość, została wywalczona w czasach, gdy za oknem stały radzieckie garnizony, a marzenie o demokracji wydawało się mrzonką. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza dziś, gdy w Europie znów słychać echa autorytarnych pokus, a Ukraina zmaga się od 4 lat z morderczą agresją Władimira Putina, który jawi się nam jako Leonid Breżniew XXI wieku.

 

Źródło: PAP / checkPRESS Aktualizacja: 04/06/2026 08:45
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo checkPRESS.pl




Reklama