Prezydenci Polski i Ukrainy spotkali się w środę na szczycie NATO w Ankarze, by po tygodniach napięć spróbować załagodzić spór o historię. Karol Nawrocki i Wołodymyr Zełenski rozmawiali około godziny, zgodzili się co do rosyjskiego zagrożenia, ale kwestii UPA i Wołynia nie rozwiązali. A całe to spotkanie jednym zdaniem na platformie X skwitował szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski, który podziękował obu prezydentom za to, że tak intensywnie starają się rozwiązać problem, który sami stworzyli.
Jednym zdaniem na platformie X szef polskiej dyplomacji podsumował spotkanie prezydentów ostrzej niż niejeden komentator. Radosław Sikorski podziękował prezydentom Polski i Ukrainy za to, że podczas szczytu NATO w Ankarze tak intensywnie starają się rozwiązać problem, który, jak dodał, sami stworzyli. To pozornie uprzejme podziękowanie było w rzeczywistości celną szpilką i to wbitą prosto w prezydenta Karola Nawrockiego.
Zacznijmy od faktów, bo to od nich odbił się Sikorski. Na marginesie szczytu Sojuszu w Ankarze, Karol Nawrocki spotkał się z Wołodymyrem Zełenskim, a rozmowa trwała około godziny. Po niej polski prezydent relacjonował, że w jednej, najważniejszej sprawie obaj przywódcy patrzą w tym samym kierunku. Chodzi o zagrożenie, jakim dla obu państw pozostaje Rosja, którą Nawrocki określił jako główne zagrożenie dla niepodległości.
Ale na tym zgoda się skończyła, bo jak przyznał sam prezydent, nie udało się rozwiązać kwestii historycznych, choć, jak zaznaczył, nie przystępował do rozmowy z nadzieją, że wszystko od razu się wyjaśni. Dla Nawrockiego kwestie UPA i jej symboli pozostają, jak podkreślił, nienegocjowalne, podobnie jak emocje Polaków wobec doświadczenia wołyńskiego.
I tu wkracza Sikorski, wykorzystując moment po mistrzowsku. Jego wpis niesie bowiem podwójne dno. Z jednej strony formalnie chwali obu prezydentów za wysiłek. Z drugiej sugeruje, że cały spór, który teraz z takim trudem próbują rozładować, jest ich własnym dziełem. Innymi słowy, szef polskiej dyplomacji publicznie zasugerował, że napięcie na linii Warszawa-Kijów zostało w dużej mierze wywołane sztucznie, przez samych zainteresowanych.
To nie jest przypadkowa uwaga. To jest świadome ukłucie prezydenta, który przez ostatnie tygodnie zaostrzał kurs wobec Kijowa, między innymi odbierając Zełenskiemu Order Orła Białego. Sikorski, przedstawiciel rządu, w jednym zdaniu odmalował prezydencką dyplomację jako gaszenie pożaru, który prezydent sam pomagał rozniecić.
I to jest sedno całej sprawy, znacznie ważniejsze niż jeden wpis. Polska mówi dziś w polityce zagranicznej dwoma głosami. Z jednej strony mamy prezydenta Karola Nawrockiego, wywodzącego się z obozu Prawa i Sprawiedliwości, który stawia twardo na kwestie historyczne. Z drugiej rząd Donalda Tuska i jego ministra spraw zagranicznych, którzy patrzą na relacje z Ukrainą bardziej przez pryzmat bieżącej geopolityki i wojny z Rosją.
Ten podział nie jest tylko wewnętrzną sprzeczką. On jest widoczny dla naszych partnerów i dla Kijowa. Gdy prezydent i rząd publicznie podgryzają się w sprawie tak fundamentalnej jak polityka wobec sąsiada w stanie wojny, osłabia to pozycję negocjacyjną całej Polski. Bo z kim właściwie ma rozmawiać Zełenski, skoro Pałac Prezydencki i Ministerstwo Spraw Zagranicznych wysyłają różne sygnały?
Trzeba przy tym uczciwie zaznaczyć jedno. W samej sprawie Wołynia stanowisko Nawrockiego jest w Polsce szeroko podzielane, ponad podziałami partyjnymi. Sprzeciw wobec gloryfikacji UPA nie jest wymysłem jednej strony sceny, o czym świadczy choćby niedawna rezolucja Parlamentu Europejskiego, przyjęta miażdżącą większością. Emocje wobec ludobójstwa wołyńskiego są autentyczne i uzasadnione.
Spór nie dotyczy więc tego, czy bronić pamięci ofiar, bo co do tego panuje zgoda. Dotyczy stylu, tempa i tego, kto ma prowadzić polską dyplomację. A tu prezydent i rząd wyraźnie się rozjeżdżają. Spotkanie w Ankarze pokazało dwie rzeczy. Po pierwsze, że w obliczu rosyjskiego zagrożenia Polska i Ukraina wciąż stoją po tej samej stronie, i to jest fundament, który się nie kruszy.
Po drugie, że polska polityka zagraniczna cierpi na wewnętrzny rozdźwięk, który coraz trudniej ukryć. Wpis Sikorskiego był tego rozdźwięku najlepszym dowodem. Bo gdy minister rządu publicznie kpi z prezydenta, to nie jest już tylko spór o historię. To jest walka o to, kto rządzi polską dyplomacją.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze