Pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł zdecydowane odbicie na polskim rynku nieruchomości. Dane pokazują, że sprzedaż mieszkań w największych miastach wyraźnie przyspieszyła, a szczególnie widoczne było to w stolicy. W siedmiu głównych metropoliach deweloperzy sprzedali około 14,8 tys. lokali, co oznacza wzrost zarówno w ujęciu kwartalnym, jak i rocznym.
Najbardziej spektakularne wyniki odnotowano w Warszawie, gdzie liczba sprzedanych mieszkań sięgnęła 4,9 tys. To wynik, który oznacza wzrost popytu niemal o jedną trzecią rok do roku, co jasno wskazuje na rosnące zainteresowanie zakupem nieruchomości mimo wciąż wymagających warunków finansowych.
Ożywienie nie ograniczyło się wyłącznie do stolicy. W innych dużych ośrodkach również odnotowano znaczące wzrosty sprzedaży. Wrocław zanotował wzrost na poziomie 25 proc., Łódź – 24 proc., a Kraków – 21 proc. Trójmiasto także utrzymało dodatnią dynamikę, choć na niższym poziomie 10 proc.
Jedynie Poznań pozostawał w stagnacji, choć najnowsze dane sugerują stopniowe odbicie. To właśnie duże aglomeracje ponownie stały się głównym motorem napędowym rynku mieszkaniowego, przyciągając zarówno inwestorów, jak i osoby kupujące lokale na własne potrzeby.
Równolegle do rosnącego popytu obserwujemy wyraźne ograniczenie podaży. W pierwszym kwartale deweloperzy wprowadzili do sprzedaży około 11,8 tys. mieszkań, czyli mniej niż w poprzednich okresach. Największe spadki nowych inwestycji odnotowano w Łodzi, Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii oraz Poznaniu.
Eksperci podkreślają, że „kurczy się oferta mieszkań”, co ma bezpośredni wpływ na sytuację rynkową. Szczególnie szybko znikają najtańsze lokale – w Warszawie ich liczba spadła aż o 16 proc., a w innych miastach również odnotowano dwucyfrowe spadki. Wyjątkiem pozostają Kraków i Łódź, gdzie dostępność tańszych mieszkań nieznacznie się poprawiła.
Zmniejszająca się oferta oraz przesunięcie podaży w stronę droższych inwestycji przekładają się bezpośrednio na ceny. W Warszawie średnia cena metra kwadratowego wzrosła o 7 proc., osiągając poziom 19,6 tys. zł. W innych miastach wzrosty były bardziej umiarkowane, ale również zauważalne.
W efekcie w stolicy można już mówić o klasycznym „rynku sprzedającego”, gdzie to deweloperzy mają przewagę negocjacyjną. W pozostałych miastach sytuacja jest bardziej zrównoważona, choć trend wzrostowy jest widoczny. Eksperci zwracają jednak uwagę na potencjalne zagrożenia – ewentualny wzrost stóp procentowych i kosztów kredytów może w przyszłości ograniczyć popyt i wyhamować obecne tempo wzrostu rynku.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze