Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko posłowi PiS Krzysztofowi Szczuckiemu. Informację tę przekazał rzecznik instytucji, prok. Piotr Antoni Skiba. Sprawa dotyczy okresu, w którym polityk pełnił funkcję szefa Rządowego Centrum Legislacji. Według ustaleń śledczych, działania podejmowane w tym czasie miały wykraczać poza ramy obowiązujących przepisów.
Najistotniejsze jest tu zarzucane przekroczenie uprawnień oraz wykorzystanie zasobów publicznych do celów prywatnych, co stało się podstawą aktu oskarżenia.
Śledczy wskazują, że w latach 2022–2023 w Rządowym Centrum Legislacji powołano nową komórkę organizacyjną – Wydział Edukacji i Komunikacji. Do pracy przyjęto sześć osób, jednak – jak podkreśla prokuratura – proces ten odbył się bez wymaganych procedur konkursowych. Co więcej, według ustaleń, zatrudnieni pracownicy nie realizowali standardowych obowiązków wynikających z funkcjonowania instytucji.
Jak zaznaczył prok. Skiba: „zamiast wykonywać zadania na rzecz wydziału, wykonywały czynności związane z promowaniem i kampanią wyborczą Krzysztofa Szczuckiego”. To właśnie ten aspekt budzi największe kontrowersje i stanowi jeden z kluczowych elementów aktu oskarżenia.
Zebrany materiał dowodowy wskazuje, że działania miały charakter zorganizowany i systematyczny. Osoby zatrudnione w nowym wydziale miały pozostawać do bezpośredniej dyspozycji polityka, ignorując polecenia przełożonych w strukturze urzędu. Prokuratura ustaliła również, że wykorzystywano środki publiczne – w tym delegacje, sprzęt służbowy oraz infrastrukturę komunikacyjną.
W oficjalnym komunikacie podano: „Do przygotowania tej kampanii [...] pracownicy wykorzystywali delegacje pracownicze, samochody służbowe, telefony służbowe oraz pocztę służbową”. Skala działań była znacząca – zorganizowano co najmniej 82 wydarzenia związane z kampanią, co według śledczych doprowadziło do szkody Skarbu Państwa sięgającej minimum 900 tys. złotych.
Krzysztof Szczucki nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. W swoich wyjaśnieniach podkreślał, że miał prawo zatrudniać pracowników poza trybem konkursowym oraz że brak elektronicznej ewidencji czasu pracy utrudnia jednoznaczną ocenę wykonywanych obowiązków. To stanowisko będzie kluczowe dla dalszego przebiegu procesu.
Sprawa ma poważny wymiar prawny, ponieważ zarzucany czyn zagrożony jest karą od roku do nawet dziesięciu lat pozbawienia wolności. Teraz to sąd zdecyduje, czy zgromadzony materiał dowodowy potwierdza wersję przedstawioną przez prokuraturę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze