Polska psychiatria stoi przed poważnym rozstaniem z dotychczasowym kierunkiem reformy. Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało zakończenie ośmioletniego pilotażu centrów zdrowia psychicznego i wdrożenie od stycznia 2027 roku nowego modelu opieki psychiatrycznej. Reakcja środowiska była natychmiastowa i dotkliwa — dziewięcioro członków Rady ds. Zdrowia Psychicznego przy Ministrze Zdrowia złożyło rezygnację na znak protestu.
Eksperci zarzucają resortowi zdrowia odchodzenie od fundamentów psychiatrii środowiskowej.
Centra zdrowia psychicznego powstawały od 2018 roku jako odpowiedź na przestarzały, izolacyjny model leczenia psychiatrycznego. Idea była prosta i rewolucyjna zarazem — zamiast wyrywać pacjenta z życia i zamykać go w szpitalu, leczyć go w miejscu, gdzie żyje, zachowując jego codzienne role społeczne i rodzinne. Dziś działa 118 takich centrów, obejmujących opieką blisko połowę dorosłych Polaków.
Pilotaż kończy się 31 grudnia, a od 1 stycznia 2027 roku centra mają stać się obowiązującym modelem podstawowej opieki psychiatrycznej w Polsce.
Do 2029 roku mają objąć opieką wszystkich dorosłych mieszkańców kraju, a poza nimi nie będą kontraktowane przez NFZ żadne inne poradnie zdrowia psychicznego ani oddziały psychiatryczne. Zmiany dotyczą jednak nie tylko struktury — resort zmienia też zasady finansowania, podejście do odpowiedzialności terytorialnej i organizację całodobowej opieki szpitalnej. I właśnie te zmiany wywołały bunt.
Tomasz Szafrański z Wolskiego Centrum Zdrowia Psychicznego powiedział wprost, dlaczego zdecydował się opuścić radę. „Nie możemy firmować pozorów" — stwierdził, nie pozostawiając wątpliwości co do oceny planowanych zmian.
Były minister zdrowia Marek Balicki, który kierował pilotażem reformy, ocenił, że odejście od finansowania według stawki na mieszkańca i od odpowiedzialności terytorialnej to „podcięcie skrzydeł tej reformie". Jego zdaniem nowy model finansowania, w którym największa część ryczałtu zależy od wskaźników dotyczących wykonanych procedur, to w rzeczywistości zakamuflowany model fee-for-service, czyli płatności za usługę.
„Jest ryczałt, ale można go dostać, jak się osiągnie określoną liczbę punktów. Placówki wybierają wtedy te świadczenia, które im się opłacają, tak działa stary model" — wyjaśnił Balicki. Dyrektor Departamentu Lecznictwa MZ Maciej Karaszewski odpierał część zarzutów.
Reklama
Zapewnił, że centrum nie będzie mogło odmówić przyjęcia pacjenta ze swojego rejonu, a pacjent zachowa prawo do wyboru innego centrum niż najbliższe.
„Przypisywanie pacjenta do konkretnego ośrodka i odebranie mu możliwości wyboru jest stygmatyzujące, jest łamaniem praw pacjenta" — argumentował dyrektor, wskazując na prawo do anonimowości i swobody wyboru jako fundamentalne wartości w psychiatrii.
Ministerstwo zaprojektowało trzyskładnikowy ryczałt, który ma zastąpić dotychczasowe finansowanie oparte wyłącznie na liczbie mieszkańców przypisanego obszaru.
Największa część — 60 do 70 procent — będzie obliczana na podstawie aktywności centrum, czyli liczby i rodzajów udzielanych świadczeń oraz realizacji planów terapii. Około 30 procent przeznaczone zostanie na finansowanie infrastruktury, a 10 procent powiązane z jakością usług — mierzoną między innymi czasem od przyjęcia zgłoszenia do pierwszej wizyty.
W nowym rozporządzeniu ma zostać wpisany limit 33 łóżek całodobowych na 100 tysięcy mieszkańców — mechanizm mający zniechęcać szpitale do przedłużania hospitalizacji. Karaszewski był szczery w swojej ocenie tego narzędzia:
„Po prostu skończą się pieniądze, a za nadwykonania nie będziemy płacić, więc przetrzymywanie pacjentów nie będzie się opłacało."
Centra bez własnych oddziałów całodobowych będą musiały zawrzeć umowy z pobliskimi szpitalami psychiatrycznymi — ale to centrum pozostanie jednostką nadrzędną i będzie płaciło szpitalowi. Pacjent, nawet hospitalizowany, formalnie pozostanie pacjentem centrum. Strona społeczna nie jest jednak przekonana, że te zmiany wystarczą, by ocalić ducha reformy, którą budowała przez osiem lat.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze