W otoczeniu Donalda Trumpa coraz częściej pojawiają się zaskakujące relacje. Jak wynika z ustaleń magazynu „The Atlantic”, prezydent USA w prywatnych rozmowach porównuje się do Aleksandra Wielkiego, Juliusza Cezara oraz Napoleona Bonapartego. Nie są to przypadkowe odniesienia. Według jego współpracowników kluczową motywacją Trumpa jest dziś chęć zapisania się w historii.
Jeden z jego powierników miał powiedzieć, że Trump postrzega siebie jako „najpotężniejszą osobę, jaka kiedykolwiek żyła” i wierzy, że dokonuje rzeczy niemożliwych „dzięki samej sile woli”. To sposób myślenia, który wyraźnie odbiega od klasycznej politycznej kalkulacji i skupia się na budowaniu własnego miejsca w dziejach.
Porównania do wielkich wodzów mają swoje źródło w filozofii Georga Wilhelma Friedricha Hegla, który opisywał takie postacie jako jednostki łamiące normy, ale zmieniające bieg historii. Co jednak istotne, współpracownicy Trumpa przyznają, że nie studiował on tych koncepcji. Miał się z nimi zetknąć przypadkowo – poprzez fragment przemówienia lub krótką analizę, którą ktoś mu przekazał.
Mimo to idea „historycznej wielkości” wyraźnie wpłynęła na jego sposób myślenia. Najważniejsze decyzje zaczynają być postrzegane nie przez pryzmat bieżącej polityki, lecz przyszłej oceny przez historię. To podejście pozwala tłumaczyć coraz bardziej zdecydowane i ryzykowne działania.
Według rozmówców „The Atlantic” druga kadencja Trumpa przybrała formę, którą można określić jako działanie bez ograniczeń. Jeden z urzędników administracji powiedział wprost:
„Jest odciążony od trosk politycznych i może robić to, co naprawdę słuszne”.
Reklama
Najważniejsze jest to, że prezydent nie musi już zabiegać o poparcie wyborców, co daje mu większą swobodę działania. W praktyce oznacza to decyzje o dużej skali – zarówno w polityce zagranicznej, jak i wewnętrznej. W tle pojawiają się działania militarne, napięcia międzynarodowe oraz ambitne projekty wizerunkowe.
Równolegle widoczna jest potrzeba pozostawienia trwałego śladu – także symbolicznego. Dotyczy to zarówno zmian w wystroju Białego Domu, jak i planów inwestycyjnych w Waszyngtonie.
Takie podejście ma jednak swoją cenę. Spadające poparcie i rosnące obawy dotyczące gospodarki czy polityki zagranicznej niepokoją część środowiska Republikanów. Mimo to Trump – jak wynika z relacji jego otoczenia – nie przywiązuje do tego większej wagi.
Jeden z jego współpracowników podsumował to dosadnie: „Jest wyraźnie w nastroju ‘mam wszystko gdzieś’”. To zdanie dobrze oddaje obecny styl przywództwa.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze