Marcin Mastalerek nie należy do polityków, którzy owijają w bawełnę. Były szef gabinetu prezydenta Andrzeja Dudy w rozmowie z Radiem ZET wystawił Jarosławowi Kaczyńskiemu druzgocącą diagnozę — i przy okazji ocenił, kto najbardziej korzysta na obecnym chaosie w Prawie i Sprawiedliwości.
Według Mastalerka beneficjentem wewnętrznych wojen w PiS jest przede wszystkim Donald Tusk, a winę za taki stan rzeczy ponosi sam prezes partii.
Ocena byłego szefa prezydenckiego gabinetu jest jednoznaczna i dobitna. „Jarosław Kaczyński ma dziś najsłabszą pozycję w historii całego PiS" — powiedział Mastalerek w Radiu ZET. I dodał bez ogródek:
„Dzieje się to na naszych oczach. Dlatego PiS, zamiast zajmować się poważnymi sprawami, zajmuje się gaszeniem konfliktów, które prezes wcześniej sam wywołał."
Reklama
W centrum tych konfliktów stoi Mateusz Morawiecki. Mastalerek uważa, że wypchnięcie byłego premiera z partii byłoby dla PiS politycznym samobójstwem — i to rozłożonym w czasie. Jego zdaniem, gdyby Morawiecki zdecydował się założyć nową partię, w ciągu kilku lat byłby w stanie zastąpić PiS na prawicy. A z formacji, którą zakładał Lech Kaczyński, w perspektywie dekady niewiele by zostało.
Drugi mocny wątek rozmowy dotyczył Przemysława Czarnka i jego kandydatury na premiera z ramienia PiS. Mastalerek widzi w tym ruchu Kaczyńskiego poważny błąd strategiczny, który paradoksalnie wzmacnia pozycję Donalda Tuska. Według byłego szefa gabinetu prezydenckiego, receptą na wyborczy sukces PiS powinno być zbudowanie kampanii jako referendum nad rządami koalicji.
„Dziś blokuje je kandydatura ministra Czarnka. Jego milutka twarzyczka dostarcza mediom tak dużo kontentu, że niemożliwe jest rozliczanie rządu Donalda Tuska" — stwierdził Mastalerek.
Poszedł jeszcze dalej w swojej ocenie:
„Wskazując Czarnka jako kandydata PiS na premiera, prezes Kaczyński zrobił najlepszy prezent premierowi Tuskowi i dzięki prezesowi Donald Tusk w 2027 r. nie będzie musiał się rozliczać ze swoich rządów, tylko będzie straszył Czarnkiem, Braunem itd."
To twardy zarzut — że lider opozycji nieświadomie pracuje na rzecz swojego głównego przeciwnika.
Mastalerek odniósł się też do głośnej sprawy wyjazdu Zbigniewa Ziobry do Stanów Zjednoczonych. Zaprzeczył, by osobiście pomagał byłemu ministrowi sprawiedliwości w opuszczeniu kraju.
„Wiem, że to była praca zbiorowa. Wiele osób o to zabiegało. Raczej to była zbiorowa presja" — powiedział. Jego ocena skutków tej ucieczki dla kariery Ziobry jest jednak jednoznacznie krytyczna. Zdaniem Mastalerka wyjazd z Polski był z politycznego punktu widzenia błędem — i to kosztownym.
„Nie ma szansy powrotu do dużej polityki. Osobiście, politycznie dużo lepszy byłby areszt, później wyjście i rola męczennika" — wskazał były szef gabinetu prezydenckiego.
Reklama
Innymi słowy — Ziobro, decydując się na ucieczkę, pozbawił się narracji, która mogłaby go politycznie ocalić. Zamiast stać się ofiarą systemu, stał się zbiegiem. A to w polskiej polityce zupełnie różne pozycje startowe.
Wszystkie te wątki — słabnący Kaczyński, rosnący Morawiecki, Czarnek jako prezent dla Tuska i Ziobro bez przyszłości — składają się w jeden obraz. PiS jako partia wchodzi w okres, który może okazać się przełomowy, ale niekoniecznie w dobrym sensie dla jej członków.
Mastalerek nie mówi tego wprost, ale jego diagnoza sugeruje, że formacja przeżywa kryzys przywództwa, strategii i tożsamości jednocześnie. Tusk obserwuje to z boku i — jeśli Mastalerek ma rację — nie musi robić prawie nic. Opozycja sama dostarcza mu amunicji wystarczającej na kolejne wybory.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze