W niedzielę rano delegacja polityków Prawa i Sprawiedliwości złożyła wieńce przed pomnikami prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku na placu Piłsudskiego w Warszawie. Obchody 193. miesięcznicy katastrofy, w której 10 kwietnia 2010 roku zginęło 96 osób, po raz kolejny stały się areną starcia dwóch grup – zadymiarzy związanych z PiS, którzy instrumentalnie wykorzystują katastrofę smoleńską do politycznej propagandy oraz demokratów, którzy od lat walczą ze smoleńskim kłamstwem.
Przebrani w górnicze stroje działacze PiS z jastrzębskich kopalni w galowych w mundurach stali z transparentami zapewniającymi, że pamięć o ofiarach nigdy nie wygaśnie.
Te same osoby tuż po zakończeniu tzw. miesięcznicy smoleńskiej tańczyły w rytm disco-polo i głośnego rapu. Naprzeciwko nich — głośna grupa demokratów z okrzykami i transparentem z napisem „KONIEC PISS".
Prezes PiS Jarosław Kaczyński przemawiał w warunkach, do których zdążył się najwyraźniej przyzwyczaić.
„Jak zwykle trzeba zabierać głos wśród krzyków i wrzasków. Agentura rosyjska, agentura Putina tutaj działa" — stwierdził.
Reklama
Zapowiedział też, że sprawa znajdzie swój finał w sądzie:
„Wierzymy, i to się stanie, że przyjdzie dzień, w którym niezawisłe i uczciwe sądy ten problem rozwiążą raz na zawsze. Ci ludzie nie będą mogli się tutaj pokazywać, bo będą po prostu w innym miejscu, a i po wyjściu z tego miejsca będą mieli zakaz na wiele lat przybywania na to miejsce".
Policyjny zespół "antykonfliktowy", którego funkcjonariusze mieli na sobie niebieskie kamizelki z napisem identyfikującym ich zadanie, jak zwykle nie reagował na wulgarne okrzyki i werbalne ataki na demokratów ze strony zwolenników PiS, teorii spiskowych i prawicy. Zamach bez dowodów? „To, że nie ma dowodów, jest kłamstwem"
Kaczyński wrócił do swojej niezmiennej narracji o zamachu jako celowym działaniu Władimira Putina i jego współpracowników — w tym, jak zaznaczył, tych działających w Polsce.
„Trzeba o to ciężko walczyć, bo znaczna część naszego społeczeństwa nie chce przyjmować do wiadomości tej prawdy; twardej, bolesnej, nieprzyjemnej, groźnej prawdy o zamachu, o zbrodni, której dopuścił się Putin i jego współpracownicy. Także ci, którzy są w Polsce, bo to była akcja nie tylko rosyjska, to była także akcja pewnych środowisk w Polsce. To, że nie ma dowodów, jest kłamstwem" — powiedział prezes PiS.
Reklama
Żadne niezależne śledztwo — ani polskie, ani międzynarodowe — nie potwierdziło tezy o zamachu. Raporty wskazują na błąd załogi i presję polityczną wywieraną na pilotów.
10 kwietnia 2010 roku samolot Tu-154 wiozący polską delegację na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej rozbił się w pobliżu Smoleńska. Zginęło 96 osób — prezydent Lech Kaczyński i pierwsza dama Maria Kaczyńska, przedstawiciele rządu i parlamentu, najwyżsi dowódcy wojskowi, przedstawiciele duchowieństwa oraz ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski.
Szesnaście lat po tragedii miesięcznice na placu Piłsudskiego wciąż są bardziej polityczną manifestacją niż żałobną ceremonią. Polaryzacja wokół Smoleńska nie słabnie — pogłębia się wraz z każdym kolejnym przemówieniem, groźbami i inwektywami, którymi na codzień posługują się politycy PiS walcząc o wzrost słupków sondażowych.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jeżeli pan Kaczyński mówi że to był zamach to niech jego siostrzenica i inni oddadzą kasę bo od zamachy nie było ubezpieczenia
UŚMIERCIŁ BRAJDACZKA TO CZEMU NIE MOŻE SKAKAĆ NA JEGO CZTERECH GROBACH ???
Jeżeli pan Kaczyński mówi że to był zamach to niech jego siostrzenica i inni oddadzą kasę bo od zamachy nie było ubezpieczenia
UŚMIERCIŁ BRAJDACZKA TO CZEMU NIE MOŻE SKAKAĆ NA JEGO CZTERECH GROBACH ???