Zmuszony jestem przyznać się do pewnej słabości. Uwielbiam „Ogniem i mieczem”. Przez długi czas walczyłem z nawykiem obsesyjnych powrotów do tej lektury. Przygody Wołodyjowskiego i Skrzetuskiego zawsze mi imponowały, a w miłości Bohuna do Heleny widziałem zniewalającą siłę romansu.
Z czasem dopiero zauważyłem, że moja wyobraźnia porusza się na cudzym terytorium. Znacząca część opowieści odbywa się poza obecnymi granicami Polski.
Uderzające jest to, że ogromna część polskiej wyobraźni narodowej rozgrywa się poza terytorium dziś do Polski przynależnym. Mickiewiczowska Litwa, step sienkiewiczowski, Dzikie Pola, Sicz, kresowe twierdze — wszystko to stanowiło symboliczną geografię polskości. Polska opowiadała siebie poprzez przestrzeń bardziej rozległą niż własne etniczne centrum.
Sięgnąwszy do twórczości Juliusza Słowackiego, można spostrzec, jak głęboko polska wyobraźnia romantyczna zakorzeniona była w przestrzeni dzisiejszej Ukrainy. Słowacki urodził się w Krzemieńcu na Wołyniu. Tamtejszy krajobraz nie był dla niego egzotycznym dodatkiem do polskości, lecz jednym z głównych źródeł emocjonalnego i symbolicznego doświadczenia świata.
Już we wczesnych utworach, takich jak „Beniowski” czy „Sen srebrny Salomei”, Ukraina staje się przestrzenią gwałtownych namiętności i obrazów przemocy. Szczególnie „Sen srebrny Salomei” jest pod tym względem dziełem niezwykłym, ponieważ pokazuje nie idyllę kresową, lecz krwawy rozpad dawnej wspólnoty polsko-kozackiej podczas koliszczyzny. To jeden z pierwszych wielkich tekstów polskiej literatury, który ukazuje Ukrainę jako osobny żywioł historyczny, a nie jedynie tło polskiej opowieści. Warto ten utwór zestawiać z „Hajdamakami” Tarasa Szewczenki. Opisują ten sam czas i te same wydarzenia.
Bez Ukrainy trudno wyobrazić sobie polski romantyzm, atmosferę utworów Antoniego Malczewskiego, Seweryna Goszczyńskiego czy Józefa Bohdana Zaleskiego. Nie chodzi jedynie o tematykę, lecz o klimat emocjonalny, tragizm, poczucie przestrzeni i intensywność historycznego doświadczenia. Polska wyobraźnia romantyczna była w ogromnym stopniu wyobraźnią „ukrainną”.
Tymczasem współczesna Ukraina zaczyna sama budować własną wielką narrację heroiczną i republikańską wokół doświadczenia wojny, wolności i obrony Europy. Powstaje więc paradoksalna sytuacja: kraj, którego terytorium przez wieki wchłaniało polskie imaginarium historyczne, zaczyna przejmować role symboliczne, które polska kultura przypisywała dawniej samej sobie.
Polska, zwłaszcza po doświadczeniu PRL i późnej modernizacji, stała się społeczeństwem znacznie bardziej zachodnim, miejskim, konsumpcyjnym. Natomiast Ukraina — szczególnie po 2014 i jeszcze bardziej po 2022 roku — zaczęła w oczach wielu Europejczyków ucieleśniać coś, co dawniej Polska przypisywała sobie: rolę obrońcy Europy, etos walki o wolność, romantyczny heroizm, silny związek między kulturą narodową a wojną.
Ukraina przejęła część dawnego imaginarium dawnej Rzeczpospolitej. Kozaczyzna, mimo wszystkich konfliktów z polskością, należała do tego samego świata republikanizmu przepojonego cnotami rycerskimi. Współczesna kultura ukraińska coraz częściej odwołuje się do tego etosu jako źródła wolnościowej i republikańskiej tożsamości. Przejmuje dziś rolę „przedmurza”.
W polskiej kulturze pozostaje to w znacznym stopniu tylko mitem i literaturą. Na Ukrainie wojna sprawiła, że część tych symboli ożyła: wspólnoty tworzonej w zagrożeniu, silnej więzi między wolnością a walką.
Polska po 1989 roku odniosła sukces modernizacyjny właśnie dlatego, że częściowo porzuciła logikę permanentnego pogranicza i romantycznej mobilizacji. Stała się społeczeństwem bardziej ustabilizowanym, w którym wspomnienie o heroizmie służy co najwyżej politycznej agitacji. Ukraina natomiast została brutalnie wciągnięta w sytuację graniczną, która przywraca intensywność historycznego doświadczenia. Ukraina przejmuje rolę egzystencjalnego pogranicza Europy i przedmurza.
Polska wyobraźnia historyczna przez stulecia żyła na ziemiach, które dziś należą do Ukrainy. Z drugiej strony mapy jedna trzecia terytorium Polski to byłe ziemie niemieckie. Niemcy po II wojnie musieli włożyć niemały wysiłek, aby się z nimi ostatecznie pożegnać.
Wyobrażenie własnego terytorium jest niezbędnym elementem opowieści o sobie samych. Co jednak dzieje się, gdy opowieść o przeszłości w dużej części dotyczy innego terytorium niż tego, na którym żyje się dzisiaj? Czy nie wymaga to ustalenia jakiejś wspólnej opowieści z tymi, którzy na terytorium niegdyś „naszym", a teraz już nie, obecnie mieszkają i żyją? Jak uzgodnić opowieść elementarną z terytorium, na którym się aktualnie żyje?
W polskim imaginarium dawna Rzeczpospolita funkcjonuje jako symbol wielonarodowości i współistnienia różnych kultur: Polaków, Rusinów, Litwinów, Żydów, Ormian, Tatarów. Była to przestrzeń wielojęzyczna, przestrzeń wielu wyznań i kulturowo zróżnicowana.
Tymczasem współczesna Polska jest państwem stosunkowo jednolitym etnicznie. Jest to efekt XX wieku: Zagłady, przesunięć granic, wysiedleń, nacjonalizmów i PRL-owskiej modernizacji. W tym sensie współczesna Polska jest znacznie mniej „jagiellońska", niż jej własna wyobraźnia historyczna.
Natomiast Ukraina — paradoksalnie — coraz bardziej przypomina przestrzeń dawnego pogranicza Europy Wschodniej. Nie dlatego, że odtwarza Rzeczpospolitą, lecz dlatego, że wojna i historia zmusiły ją do budowania politycznej wspólnoty ponad wieloma wcześniejszymi podziałami: językowymi, regionalnymi, religijnymi, historycznymi. Współczesna ukraińska tożsamość państwowa okazuje się bardziej obywatelska niż etniczna. W armii ukraińskiej walczą rosyjskojęzyczni mieszkańcy wschodu, Ukraińcy z Galicji, Tatarzy krymscy, Żydzi, ludzie różnych tradycji regionalnych.
I właśnie to przypomina pewien dawny model wspólnoty politycznej, którą była dawna Rzeczpospolita. Co więcej, Ukraina ponownie staje się przestrzenią intensywnego historycznego doświadczenia: wielkiej polityki, wojny, mobilizacji obywatelskiej, dramatycznych wyborów cywilizacyjnych i ścierania się różnych tradycji kulturowych.
Polska zachowała pamięć i mit dawnej wielonarodowej Rzeczypospolitej, ale utraciła wiele społecznych warunków, które ją tworzyły. Ukraina natomiast, choć buduje własną nowoczesną tożsamość narodową, staje się granicą europejskiej cywilizacji.
Wiele symboli uważanych dziś za klasycznie „arcypolskie" związanych jest nieodłącznie z Ukrainą. Jan III Sobieski nie był Ukraińcem, bo w XVII wieku współczesne pojęcia narodowości jeszcze właściwie nie istniały. Był natomiast człowiekiem świata ruskiego i ukrainnego dawnej Rzeczypospolitej. Urodził się w Olesku, dziś na Ukrainie. Jego rodzina należała do polskiej szlachty Rzeczypospolitej, ale funkcjonowała na obszarze silnie ruskim kulturowo i językowo. Walczył nie tylko pod Wiedniem, ale i na stepie, rozumiał znaczenie Kozaczyzny i był produktem kultury pogranicza. Aby spotkać się dziś z „duchem" Sobieskiego, trzeba pojechać do Żółkwi i odwiedzić „panteon chwały rycerskiej", chwały dziś przynależnej Ukrainie.
Co nam zostanie z polskości, jak Ukraińcy w znaczący sposób uszczuplą na swoją rzecz znaczącą część dziedzictwa dawnej Rzeczypospolitej?
Może to być dla polskości szansa, a nie strata. Współczesna Ukraina nie tyle odbiera Polsce przeszłość, ile przypomina, że pamięć o tej przeszłości nigdy nie należała wyłącznie do jednego narodu, choć tak bardzo należała również do kultury polskiej. Dziś Polacy i Ukraińcy mogą ją wnieść wspólnie do kultury europejskiej i do Unii Europejskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze