Wyjazdowe posiedzenie klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości miało być rutynowym spotkaniem. Skończyło się publiczną kłótnią między dwoma najważniejszymi po Jarosławie Kaczyńskim postaciami partii. Przemysław Czarnek wprost oskarżył Mateusza Morawieckiego o celowe sabotowanie jego kampanii programowej.
Tłem jest głęboki podział w PiS, który — mimo kolejnych prób zawieszenia broni — nie tylko nie wygasa, lecz eskaluje.
Czarnek jest przekonany, że kampania szła dobrze — aż do momentu, gdy były premier udzielił obszernego wywiadu Wirtualnej Polsce. Rozmowa, opublikowana 2 kwietnia, stała się w oczach kandydata PiS na premiera dowodem na wewnętrzne sabotowanie.
„Przemek mówił na klubie, że gdyby nie wywiad u Wróblewskiego, to kampania by parła do przodu. Jego zdaniem wywiadem u was Mateusz postanowił to zepsuć" — relacjonuje jeden z uczestników posiedzenia.
Reklama
Morawiecki w tej samej rozmowie ogłosił powołanie stowarzyszenia Rozwój Plus, które — w założeniu — miało przyciągać do PiS środowiska centrowe. To jednak w dużej części partii wywołało irytację, nie entuzjazm.
Kaczyński początkowo hamował inicjatywę, by po chwili ją zaakceptować, a następnie — pod wpływem krytyków Morawieckiego — zapowiedzieć zwołanie Komitetu Politycznego PiS, który ma potwierdzić zakaz działania jakichkolwiek stowarzyszeń w ramach partii.
Morawiecki nie zamierzał milczeć. W swoim wystąpieniu na klubie przekonywał, że PiS przez „suwpolizację" — upodobnienie do dawnej Suwerennej Polski Zbigniewa Ziobry — stracił w sondażach około 10 punktów procentowych.
Wedle byłego premiera pewna grupa w partii „uprawia partyjną ojkofobię", przez co oś debaty na prawicy przesuwa się w stronę Grzegorza Brauna. A to — twierdził Morawiecki — gra wprost w ręce Donalda Tuska, który po „opanowaniu lewicy" może zbudować nową „trzecią drogę" i pozostać przy władzy bez żadnego realnego konkurenta.
Czarnek przez całe to przemówienie, wedle relacji uczestników, ledwo panował nad emocjami. „To zaczyna wyglądać jak patozwiązek, w którym jeden partner leje po twarzy drugiego" — słyszał w ostatnich dniach jeden z dziennikarzy z otoczenia byłego ministra edukacji. Inny poseł relacjonuje bez ogródek: „Czarnek podczas wystąpienia Morawieckiego wyglądał na wku... na maksa".
Na posiedzeniu zabrał głos również Kaczyński — i nie tylko nie ugasił sporu, ale dołożył do niego własny wątek. Prezes nakazał bronić Zbigniewa Ziobry „za wszelką cenę" i skarcił posła, który miał stwierdzić, że wolałby być w więzieniu niż ukrywać się za granicą. Atmosferę podgrzał też swoim kryptozwrotem w sprawie zakazu kryptobiznesu — pomysłem, który w ocenie zarówno Czarnka, jak i Morawieckiego jest „delikatnie rzecz ujmując niemądry". Jedyne, w czym panowie są zgodni.
Były marszałek Elżbieta Witek publicznie rozliczyła Morawieckiego, sugerując, że chce on rozbić PiS i brakuje mu honoru, którym charakteryzowała się choćby Beata Szydło.
Przyznała co prawda, że Morawiecki „dużo zrobił", ale czas — jej zdaniem — minął. Nieoficjalnie wiadomo, że sam Czarnek miał od Morawieckiego usłyszeć deklarację gotowości do odejścia już jesienią.
Oficjalnie były premier zaprzecza, przyznając jedynie, że czuje, iż część partii chce go „wypchnąć". Morawieckiego na posiedzenia Prezydium Komitetu Politycznego nie ma co wypatrywać — według jego ludzi nie ma po co tam chodzić, bo „wszyscy go tam atakują".
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze