Prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec po raz kolejny prowadzi w sondażach. Według najnowszego badania instytutu Forsa dla telewizji RTL i ntv partia osiągnęła 27 procent poparcia, podczas gdy rządzący blok chadecki CDU/CSU zanotował 21 procent — najgorszy wynik od listopada 2021 roku. To nie jest jednak zwykła rywalizacja sondażowa dwóch partii. W tle stoi bowiem decyzja, która w Niemczech zapada niezwykle rzadko.
Drugiego maja 2025 roku Federalny Urząd Ochrony Konstytucji — niemiecki kontrwywiad odpowiedzialny za ochronę porządku demokratycznego — po czterech latach weryfikacji sklasyfikował AfD jako potwierdzoną prawicowo-ekstremistyczną organizację na poziomie federalnym.
To najwyższy stopień obserwacji, jaki urząd może przyznać legalnej partii. Decyzję oparto na liczącym 1100 stron raporcie ekspertów. Powody są konkretne. Urząd wskazał, że AfD promuje etniczno-rasowe pojęcie narodu, wykluczające imigrantów i muzułmanów — co narusza zasadę godności ludzkiej zapisaną w pierwszym artykule niemieckiej konstytucji.
Kontrwywiad zwrócił też uwagę na powiązania partii ze środowiskami neonazistowskimi oraz radykalnym Ruchem Tożsamościowym. W 2024 roku jeden z polityków ugrupowania publicznie stwierdził, że
nie każdy członek Waffen-SS był przestępcą.
Partia odwołała się od decyzji do sądu, a urząd zawiesił klasyfikację do czasu rozstrzygnięcia, ale pięć wschodnich landów, dawne NRD, już wcześniej uznało lokalne struktury AfD za prawicowo-ekstremistyczne.
Sukces AfD jest ściśle powiązany z zapaścią zaufania do rządu kanclerza Friedricha Merza. Z badania Forsy wynika, że zaledwie 13 procent ankietowanych jest zadowolonych z pracy kanclerza, a tylko 16 procent wierzy, że uda mu się przeprowadzić zapowiadane reformy zdrowia, emerytur i opieki długoterminowej. Chadecję za kompetentną uważa 12 procent badanych, a współrządzącą SPD — zaledwie 5 procent.
Za AfD i CDU/CSU uplasowali się Zieloni z 15 procentami, którzy wyprzedzili socjaldemokratyczną SPD (12 procent) oraz Lewicę (11 procent). Część ekspertów ocenia, że Niemcy są maksymalnie niezadowoleni z rządu Merza, a na tym niezadowoleniu korzysta przede wszystkim AfD jako najsilniejsza partia opozycyjna. To klasyczny mechanizm: im głębszy kryzys mainstreamu, tym mocniejsza skrajna prawica.
Rosnące poparcie dla ugrupowania uznawanego przez własne państwo za ekstremistyczne nieuchronnie przywołuje pytania o historię. Warto jednak operować faktami, nie skrótami. Narodowosocjalistyczna NSDAP w ostatnich w pełni wolnych wyborach do Reichstagu z lipca 1932 roku uzyskała 37,4 procent głosów, tym samym nigdy w demokratycznym głosowaniu nie zdobyła samodzielnej większości.
Adolf Hitler nie doszedł do władzy poprzez wyborcze zwycięstwo, lecz został mianowany kanclerzem 30 stycznia 1933 roku w wyniku zakulisowych negocjacji konserwatywnych elit, które wierzyły, że zdołają go kontrolować. Dopiero wybory z marca 1933 roku — przeprowadzone już w atmosferze terroru, po pożarze Reichstagu, dały one nazistom około 44 procent.
Historia nie powtarza się w identycznej formie, a stawianie znaku równości między AfD a NSDAP byłoby uproszczeniem. Niemniej mechanizm ostrzega: radykalne ugrupowania rzadko zdobywają władzę szturmem, częściej wkraczają do niej przez osłabienie i rozkład demokratycznego centrum.
We wrześniu odbędą się wybory do parlamentów Berlina, Saksonii-Anhalt i Meklemburgii-Pomorza Przedniego. W dwóch wschodnich landach poparcie dla AfD sięga około 40 procent, co daje partii szansę na historyczny wynik. Niemiecka demokracja stoi przed testem, którego rezultat poznamy jesienią.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze