Napięcie na Bliskim Wschodzie przekłada się bezpośrednio na światowy rynek energii. Według doniesień agencji Bloomberg liczne tankowce gromadzą się zarówno u wejścia, jak i wyjścia z cieśniny Ormuz – kluczowego wąskiego gardła globalnego transportu ropy i gazu.
Sytuacja jest następstwem ataków USA i Izraela na Iran oraz ostrzeżeń ze strony irańskiej Gwardii Rewolucyjnej.
Po nalotach na cele w Iranie elitarna formacja wojskowa – Islamic Revolutionary Guard Corps – ogłosiła, że żadna jednostka nie powinna przepływać przez cieśninę łączącą Zatokę Perską z Morzem Arabskim i Oceanem Indyjskim.
Choć formalnie szlak nie został całkowicie zablokowany, armatorzy i właściciele tankowców traktują ostrzeżenie jako faktyczne zamknięcie strategicznego przejścia.
Część statków wciąż podejmuje próbę tranzytu, jednak wielu operatorów decyduje się na wstrzymanie rejsów do czasu ustabilizowania sytuacji. W praktyce oznacza to powstawanie zatorów i opóźnień w dostawach surowców energetycznych.
Cieśnina Ormuz to jeden z najważniejszych punktów światowego systemu energetycznego. Każdego dnia przepływa przez nią od 20 do nawet 30 procent globalnego morskiego transportu ropy naftowej oraz znacząca część dostaw gazu ziemnego. To jedyna morska droga eksportowa dla ropy z Iranu, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Bahrajnu, Kuwejtu i Iraku.
Dane firmy analitycznej Kpler wskazują, że w 2025 roku przez Ormuz transportowano ponad 14 mln baryłek ropy dziennie. Około trzy czwarte tego wolumenu trafiało do odbiorców w Azji – przede wszystkim do Chin, Indii, Japonii i Korei Południowej. Według CNBC aż połowa chińskiego importu ropy pochodzi z dostaw przechodzących przez ten wąski korytarz morski.
Możliwości ominięcia Ormuz są niewielkie. Arabia Saudyjska dysponuje rurociągiem biegnącym do wybrzeża Morza Czerwonego, a Zjednoczone Emiraty Arabskie mają połączenie prowadzące do Zatoki Omańskiej.
Łączna przepustowość tych alternatywnych tras stanowi jednak zaledwie około 16–17 procent średniego dziennego przepływu przez cieśninę.
Oznacza to, że ewentualne długotrwałe zamknięcie Ormuz wywołałoby poważne zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw energii.
Reakcja rynków była natychmiastowa. Po rozpoczęciu nalotów sił USA i Izraela na Iran ceny ropy na światowych giełdach wzrosły – w zależności od gatunku surowca – nawet o 12 procent w ciągu weekendu.
Dodatkowo co najmniej trzy tankowce z gazem LNG, zmierzające do lub z Kataru, wstrzymały swoje rejsy. Katar jest drugim największym eksporterem skroplonego gazu ziemnego na świecie i odpowiada za około 20 procent globalnych dostaw. Wszystkie transporty LNG z tego kraju muszą przejść przez Ormuz.
Eksperci ostrzegają, że w przypadku przedłużającej się blokady konsekwencje mogą być poważne. Były doradca Białego Domu ds. energii Bob McNally ocenił, że trwałe zamknięcie cieśniny doprowadziłoby do gwałtownego wzrostu cen ropy i mogłoby wywołać globalne spowolnienie gospodarcze.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze