Reklama

Kurski oskarża Morawieckiego. Sam ma bogatą przeszłość


Jacek Kurski oskarżył w niedzielę na antenie TV Republika Mateusza Morawieckiego o działanie na polecenie Donalda Tuska, mające zniszczyć PiS, rzekomo w zamian za uwolnienie od problemów z prawem. Człowiek, który dziś powołuje się na lojalność wobec wspólnoty, ma jednak za sobą karierę, w której zasady rozumiał wyjątkowo elastycznie.


Zanim Kurski zacznie pouczać innych o czystości moralnej, warto przypomnieć, kim właściwie jest. A materiału, niestety dla niego, całkiem sporo. Do tego dochodzą liczne kontrowersje z jego zycia prywatnego, które uczynił publicznym oraz kłopoty osobiste, związane z synem oskarżonym o przestępstwa na tle seksualnym na małoletniej.

Dziewięć żyć jednego polityka

Trudno znaleźć w polskiej polityce postać, która zmieniałaby twarze tak często jak Jacek Kurski. Dziennikarze od lat mieli problem z nadążaniem za jego kolejnymi wcieleniami, co znalazło odzwierciedlenie w całym katalogu przydomków: kura, bulterier, krokodyl, wańka-wstańka, chłopak z gitarą. Każdy z nich miał oddawać inną fazę jego kariery, inny sojusz, inną twarz, jaką akurat pokazywał w zależności od tego, komu było wygodnie.

Reklama

Prezesurę Telewizji Polskiej stracił dwukrotnie, zanim odszedł ostatecznie w 2022 roku. Za pierwszym razem funkcję odzyskał po kilku godzinach. Za drugim po kilku miesiącach. Trudno o lepszą ilustrację jego politycznej trwałości niż fakt, że nawet własne odwołania traktował jako epizody do przetrwania, nie jako koniec czegokolwiek.

Drony nad domami wrogów

Najbardziej niepokojący obraz z czasów jego rządów w TVP pochodzi z relacji byłego pracownika stacji, opisanych w książce poświęconej kulisom telewizji publicznej. Autor opisuje mechanizmy funkcjonowania redakcji pod kierownictwem Kurskiego: paski grozy dyktowane pracownikom przez telefon, zamykanie korytarzy na czas wizyt Jarosława Kaczyńskiego, a także wysyłanie dronów nad domy osób uznanych za osobistych wrogów prezesa stacji.

Reklama

Do tego dochodził całkowity zakaz zapraszania do studia konkretnych polityków opozycji, z obawy, że mogliby urządzić w telewizji, jak to ujęto, „jakiś happening”. Telewizja finansowana z abonamentu każdego Polaka bała się happeningu bardziej niż rzetelnej debaty.

Twórca dziadka z Wehrmachtu

Ale najbardziej wymowna historia z przeszłości Kurskiego sięga jeszcze dalej, do kampanii prezydenckiej z 2005 roku. To wtedy autorem narracji o rzekomym „dziadku z Wehrmachtu” Donalda Tuska był właśnie on. Mechanizm oskarżania politycznego rywala o obce korzenie i podejrzaną lojalność narodową, który dziś Kurski z takim zapałem stosuje wobec Morawieckiego, sam wymyślił dwie dekady temu. 

Reklama

I tu pojawia się szczegół, który powinien dziś towarzyszyć każdej jego wypowiedzi o lojalności. Kiedy sprawa dziadka z Wehrmachtu wybuchła, sam Lech Kaczyński, dziś przywoływany przez Kurskiego jako moralny autorytet, miał publicznie stwierdzić, że takiego łajdaka, jakim okazał się Kurski, świat jeszcze nie widział.

Ten cytat przywołał sam Donald Tusk w Sejmie w listopadzie 2023 roku. Trudno o bardziej gorzką ironię niż fakt, że człowiek napiętnowany przez świętego dziś Prawa i Sprawiedliwości patrona, sam powołuje się na jego pamięć, oskarżając innych o zdradę.

Reklama

To była zemsta

Jeśli komuś wciąż wydaje się, że telewizja publiczna pod rządami Kurskiego była instytucją misyjną, warto sięgnąć do jego własnych słów. W wywiadzie z okazji pięciolecia swojej prezesury, pytany o rolę TVP w kampanii prezydenckiej, odpowiedział krótko:

Tak, to była zemsta.

Nie interpretacja dziennikarzy. To jego własny cytat. W tym samym wywiadzie zapowiadał, że będzie konsekwentny w odzyskiwaniu dla PiS urzędu po urzędzie, przedsiębiorstwa po przedsiębiorstwie, agendy po agendzie. Brzmi to bardziej jak plan przejęcia zasobów państwa niż misja publicznego nadawcy.

Reklama

Kto tu kogo oskarża

Zestawmy to teraz z dzisiejszym atakiem na Morawieckiego. Człowiek, który wymyślił mechanizm oskarżania o zagraniczną agenturę, sam za to oskarżenie napiętnowany przez Lecha Kaczyńskiego mianem łajdaka. Człowiek, który publicznie przyznał, że kierowana przez niego telewizja publiczna była narzędziem zemsty, a nie rzetelnej informacji.

Dziś ten sam człowiek przedstawia się jako obrońca prezesa i strażnik partyjnej lojalności, oskarżając byłego premiera i wiceprezesa PiS o działanie na rzecz przeciwnika politycznego. Ironia tej sytuacji broni się sama, bez potrzeby dodatkowego komentarza.

Reklama

Źródło: PAP / checkPRESS Aktualizacja: 27/07/2026 06:40
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo checkPRESS.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości