Prokuratura Okręgowa w Warszawie ostatecznie umorzyła głośne śledztwo dotyczące planowanej inwestycji na warszawskiej Srebrnej, w które zaangażowany był Jarosław Kaczyński. Decyzję uzasadniono brakiem znamion czynu zabronionego. Pełnomocnicy austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera, który miał stracić na całej sprawie ponad 1,3 miliona euro, nie zamierzają jednak odpuścić i skierowali już zażalenie do sądu.
Śledztwo, prowadzone od lutego 2025 roku, dotyczyło okoliczności, w jakich Birgfellner miał zostać doprowadzony do niekorzystnego rozporządzenia swoim majątkiem w związku z niedoszłą budową dwóch wieżowców. Prokurator okręgowy Michał Mistygacz tłumaczył w rozmowie z PAP, że tylko wszczęcie postępowania pozwalało w ogóle wyjaśnić wszystkie okoliczności tej sprawy. W jego toku przesłuchano 38 świadków, w tym samego lidera PiS.
Zdaniem śledczych, aby mówić o oszustwie, konieczne jest udowodnienie, że od samego początku istniał zamiar wprowadzenia kogoś w błąd w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Takiego związku przyczynowo-skutkowego, jak podkreślała prokuratura, w tej sprawie zabrakło. Rzecznik prokuratury Piotr Antoni Skiba zaznaczył wprost, że obowiązek zwrotu pieniędzy biznesmenowi nie jest kwestionowany, ale to sprawa dla sądu cywilnego, nie karnego.
Sprawa komplikuje się przy próbie ustalenia, na ile Birgfellner mógł wierzyć w nieformalną decyzyjność Kaczyńskiego wewnątrz spółki Srebrna. Prokuratura zwraca uwagę, że biznesmen sam przyjął od spółki pełnomocnictwo, co świadczyć ma o jego świadomości obowiązujących zasad korporacyjnych. Z drugiej strony, jak przyznał sam prokurator Mistygacz, z nagrań rozmów wynikało, że Kaczyński deklarował gotowość zapłaty i sam sugerował drogę sądową.
Osobny wątek dotyczył sposobu prowadzenia przesłuchania lidera PiS. Większość pytań zadawanych przez mecenasa Romana Giertycha, aż osiem z jedenastu, zostało uchylonych przez prowadzącego czynność prokuratora. Z niemal siedemdziesięciu pytań zadanych łącznie przez obu pełnomocników biznesmena uchylono dwadzieścia.
Jeden z pełnomocników Birgfellnera, mecenas Jacek Dubois, ocenił, że decyzja o umorzeniu pomija istotną część zgromadzonego materiału dowodowego, w tym nagrania, na których Kaczyński miał zapewniać, że to on decyduje o losach spółki Srebrna. Zdaniem prawnika, właśnie to zapewnienie miało wprowadzić jego klienta w błąd co do rzeczywistego zakresu uprawnień polityka.
Dubois podkreślił również, że brak formalnej umowy między biznesmenem a spółką nie wyklucza istnienia zobowiązania, bo przy wysokim poziomie wzajemnego zaufania umowę można wywodzić nawet z ustaleń słownych. Zarówno on, jak i drugi pełnomocnik, mecenas Giertych, złożyli już zażalenia na decyzję o umorzeniu śledztwa, co oznacza, że ostatnie słowo w tej sprawie jeszcze nie padło.
Prokuratura umorzyła również dwa powiązane wątki, dotyczące rzekomej korzyści majątkowej w wysokości 50 tysięcy złotych, jaką miał otrzymać członek Rady Fundacji Instytut imienia Lecha Kaczyńskiego. Jak podkreślono w uzasadnieniu, także tego zarzutu nie udało się udowodnić.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze