Na sejmowych korytarzach znów wrze. Jak opisuje Rzeczpospolita, politycy Prawo i Sprawiedliwość mają podejmować zakulisowe próby rozbicia obecnej koalicji rządzącej. Celem ma być przeciągnięcie na swoją stronę Polskie Stronnictwo Ludowe i zbudowanie nowej większości parlamentarnej.
Według nieoficjalnych informacji ludowcy mieli ponownie usłyszeć propozycję powołania tzw. rządu technicznego, na którego czele stanąłby lider PSL i obecny szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
Co więcej, politycy PiS mieli sugerować, że za takim rozwiązaniem stoją Amerykanie, a brak decyzji mógłby rzekomo ograniczyć kontakty ministra z Pentagonem i Białym Domem.
Jak zauważa „Rzeczpospolita”, to już co najmniej trzecia próba przekonania Kosiniaka-Kamysza do zmiany politycznego układu. Tym razem w tle pojawił się argument relacji z USA. PSL nie potraktował jednak tych sygnałów poważnie.
W partyjnych kuluarach podkreśla się, że współpraca szefa MON z administracją amerykańską przebiega bez zakłóceń, a podobne sugestie od lat bywają wykorzystywane jako element presji w krajowej polityce.
Atmosferę dodatkowo podgrzała wypowiedź wiceprezesa PiS Joachim Brudziński na antenie Gość Wydarzeń. Brudziński stwierdził, że Polska byłaby dziś w lepszym miejscu, gdyby premierem był Kosiniak-Kamysz, a nie Donald Tusk.
Jak dodał, lider PSL – mimo krytycznego stosunku PiS do tej partii – miałby jego zdaniem „mniej szkodzić Polsce” niż obecny szef rządu.
Na te słowa szybko zareagował senator PSL Jan Filip Libicki. W nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych przyznał, że teoretycznie byłby gotów rozmawiać z PiS o wspólnym rządzie – ale postawił jeden, zasadniczy warunek.
PSL mogłoby rozważyć koalicję z PiS tylko wtedy, gdy prezesem tej partii nie byłby Jarosław Kaczyński.
Libicki nie krył, że – jego zdaniem – obecny lider PiS traktuje koalicjantów instrumentalnie. Jak ujął, współpraca polegałaby wyłącznie na „pożarciu partnera”, co całkowicie wyklucza trwałe porozumienie.
Choć oficjalnie PSL pozostaje lojalny wobec obecnej większości, kolejne sygnały ze strony PiS pokazują, że walka o wpływy w parlamencie trwa. Dla opozycji każde pęknięcie w koalicji rządzącej byłoby szansą na powrót do władzy, dla ludowców – ryzykiem utraty politycznej wiarygodności.
Jedno jest pewne: zakulisowe rozmowy i publiczne deklaracje jasno pokazują, że polityczna rozgrywka wkracza w nową fazę. Na razie jednak PSL wysyła wyraźny sygnał – bez zmiany przywództwa w PiS o jakimkolwiek sojuszu nie ma mowy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze