Bułgaria po raz kolejny staje przed wyborczym sprawdzianem. W ciągu ostatnich pięciu lat obywatele tego kraju aż osiem razy szli do urn, co samo w sobie pokazuje skalę politycznej niestabilności. O mandaty w 240-osobowym Zgromadzeniu Narodowym walczą przedstawiciele kilkunastu partii i koalicji. W sondażach prowadzi obóz związany z byłym prezydentem Rumenem Radewem, jednak układ sił pozostaje kruchy. To nie są zwykłe wybory – to moment, który ma pokazać, czy system polityczny w Bułgarii jest w stanie odzyskać równowagę.
Na tym tle szczególnie mocno wybrzmiewa problem dezinformacji. Eksperci wskazują, że kampania wyborcza przebiega w atmosferze głębokiej nieufności wobec instytucji państwa i samego procesu głosowania.
Zdaniem Swetosława Malinowa z Centrum Studiów nad Demokracją w Sofii, skala wpływu prorosyjskich treści w Bułgarii jest wyjątkowa. Jak podkreślił:
„intensywność prokremlowskich treści publikowanych w Bułgarii jest znacznie wyższa, niż w większości krajów Unii Europejskiej”.
Co więcej, nie są to przekazy funkcjonujące na marginesie. „przekazy prokremlowskie wypełniają główny nurt informacyjny w Bułgarii” – zaznaczył ekspert.
Według danych przywołanych przez analityka, w języku bułgarskim pojawia się średnio około 600 takich artykułów miesięcznie. To liczba, która – w przeliczeniu na mieszkańca – wyraźnie przewyższa poziom obserwowany w innych państwach Unii Europejskiej.
Dodatkowo ogromne zasięgi osiągają kanały w mediach społecznościowych, gdzie treści te zdobywają miliony odsłon.
Ekspert zwraca uwagę, że w przypadku Bułgarii problem ma charakter strukturalny. Nie chodzi jedynie o zewnętrzne działania, ale o system, który sprzyja powielaniu takich treści. Jak wyjaśnił Malinow:
„podatność Bułgarii na to zagrożenie wynika z głęboko zakorzenionego systemu wzmacniania i powielania takich treści, obecnego w mediach i polityce”.
Narracje te koncentrują się wokół kilku powtarzających się tematów: podważania uczciwości wyborów, ataków na partie proeuropejskie, sprzeciwu wobec wsparcia dla Ukrainy czy wzbudzania lęków związanych z migracją i tożsamością kulturową.
Ich celem nie jest już przekonanie odbiorców do jednej wersji wydarzeń, lecz osłabienie wiary w jakąkolwiek prawdę. Jak podkreślił analityk, „celem dezinformacji nie jest już przekonanie wyborców do określonej narracji, ale podważenie zaufania do samego systemu”.
Zdaniem Swetosława Malinowa, obecna sytuacja prowadzi do niebezpiecznej spirali. Niestabilność polityczna sprzyja dezinformacji, a ta z kolei pogłębia brak zaufania do instytucji. Ekspert zauważa, że:
„każde kolejne wybory, które nie przynoszą stabilnych rządów, wzmacniają przekonanie, że instytucje demokratyczne nie są w stanie przeprowadzać reform”.
W efekcie wyborcy coraz częściej rezygnują z udziału w głosowaniu, co dodatkowo osłabia legitymację wyników. Mniejsza frekwencja oznacza większą podatność na podważanie rezultatów i dalsze pogłębianie kryzysu. Malinow podsumowuje ten mechanizm jasno:
„mamy do czynienia z dynamiką, w której niestabilność instytucjonalna podsyca dezinformację, dezinformacja pogłębia nieufność, nieufność zniechęca do udziału w wyborach”.
Nadchodzące wybory mają więc znaczenie wykraczające poza bieżącą politykę. „Niedzielne wybory są w tym sensie testem odporności demokratycznej kraju” – podkreślił ekspert.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze