Konflikt na Bliskim Wschodzie nabiera tempa. W poniedziałek prezydent USA Donald Trump przez blisko godzinę rozmawiał telefonicznie z przywódcą Rosji Władimirem Putinem. Tematem była zarówno wojna w Iranie, jak i sytuacja w Ukrainie. W tym samym czasie Teheran zapowiedział intensyfikację ataków rakietowych, a Waszyngton nie wyklucza dalszej eskalacji.
Podczas konferencji prasowej w Miami amerykański prezydent określił rozmowę z rosyjskim liderem jako „bardzo dobrą”. Według Trumpa Putin ma być zainteresowany zakończeniem działań zbrojnych i – jak przekazała strona rosyjska – zaprezentował możliwe scenariusze deeskalacji, w tym rozmowy z władzami Iranu oraz państwami Zatoki Perskiej.
Trump podkreślił jednak, że ostateczny kierunek działań będzie zależał od decyzji jego administracji. Zapowiedział, że uzna konflikt za zakończony dopiero wtedy, gdy Iran zrezygnuje z odbudowy programu nuklearnego.
Równolegle z dyplomatycznymi deklaracjami pojawiły się ostrzeżenia ze strony Teheranu. Dowódca lotnictwa Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej gen. Madżid Musawi ogłosił, że Iran zwiększy zarówno siłę, jak i częstotliwość ostrzału rakietowego. Według zapowiedzi każda rakieta ma być wyposażona w głowicę o masie co najmniej jednej tony.
W nocy z poniedziałku na wtorek alarmy ogłoszono w północnym Izraelu w związku z ostrzałem z terytorium Iranu i Libanu. W Bahrajnie jedna osoba zginęła w wyniku ataku na dzielnicę mieszkalną w Manamie. Z kolei w irackim Kurdystanie uszkodzony został budynek konsulatu Zjednoczonych Emiratów Arabskich po uderzeniu drona.
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych wątków konfliktu pozostaje tragedia w miejscowości Minab, gdzie pod koniec lutego zginęło co najmniej 175 osób, w większości dzieci. Prezydent USA zapowiedział, że zaakceptuje wyniki śledztwa, choć wcześniej sugerował, że za atak odpowiada Iran.
Tymczasem analizy niezależnych mediów i ośrodków badawczych wskazują, że odpowiedzialność mogą ponosić siły amerykańskie. Według doniesień medialnych podobne wnioski mieli wstępnie formułować także urzędnicy Pentagonu.
Portal Axios poinformował o pierwszym poważniejszym rozdźwięku między Waszyngtonem a Tel Awiwem od początku konfliktu. Spór dotyczyć ma skali izraelskich nalotów na magazyny paliw w Iranie. Według źródeł administracja USA obawia się, że niszczenie infrastruktury naftowej może doprowadzić do dalszego wzrostu cen surowców na świecie.
Wojna na Bliskim Wschodzie już doprowadziła do wstrzymania części transportu morskiego przez cieśninę Ormuz, kluczową dla globalnych dostaw ropy i gazu. Próby jej blokowania przez władze w Teheranie wywołały zatory w eksporcie i gwałtowny wzrost cen na światowych rynkach.
W cieniu działań wojennych pojawiły się również wątki humanitarne. Australia przyznała azyl pięciu zawodniczkom kobiecej reprezentacji Iranu w piłce nożnej, które nie odśpiewały hymnu narodowego podczas turnieju w Azji. Waszyngton zadeklarował gotowość przyjęcia sportsmenek, jeśli Canberra nie zdecydowałaby się na taki krok.
Tymczasem Polska kontynuuje ewakuację obywateli z regionu. W poniedziałek późnym wieczorem w kraju wylądowały dwa wojskowe samoloty, którymi wróciło 109 Polaków. Był to trzeci transport realizowany w ramach operacji zabezpieczającej obywateli RP.
Choć Donald Trump zapewnia, że konflikt „wkrótce się zakończy”, jednocześnie nie wyklucza dalszych, bardziej zdecydowanych działań militarnych. Iran odpowiada zapowiedzią zwiększenia skali ostrzału.
Bliski Wschód pozostaje jednym z najbardziej zapalnych punktów świata, a rozwój sytuacji może mieć bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo międzynarodowe oraz globalne rynki energii.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze