Reklama

USA szykują armię na wojnę z Chinami – co z Polską? Analiza eksperta OSW


Stany Zjednoczone przestawiają swoją armię na zupełnie inne tory. Nie chodzi już o zwalczanie partyzantów ukrytych wśród ludności cywilnej ani o małe, elastyczne oddziały specjalne sprawdzające się w Afganistanie czy Iraku. Cel jest teraz jeden i wyraźnie nazwany — przygotowanie do potencjalnej wielkoskalowej wojny konwencjonalnej z Chinami.


Jacek Tarociński z Ośrodka Studiów Wschodnich, autor raportu „Czy kołdra jest za krótka? Reformy i modernizacja Sił Zbrojnych USA", w rozmowie z PAP tłumaczy, jak głęboka jest ta transformacja i co oznacza dla Europy.

Od Afganistanu do Indo-Pacyfiku. Koniec epoki antyterroryzmu

Przez dwie pierwsze dekady XXI wieku armia amerykańska była budowana pod konkretny typ konfliktu — nieregularny, rozproszony, prowadzony w terenie zurbanizowanym lub górzystym przeciwko nieuchwytnym bojownikom.

„Era, w której armia USA miała reagować głównie na wyzwania terrorystyczne, definitywnie dobiegła końca" — powiedział Tarociński.

Reklama

Ekspert przypomina, że model małych, samodzielnych oddziałów działał w tamtych warunkach świetnie. Problem polega na tym, że Chiny to zupełnie inny przeciwnik — dysponujący brygadami i dywizjami pancernymi, flotą, lotnictwem i bronią precyzyjną.

Zwrot strategiczny był przygotowywany latami, ale ogłoszony publicznie dopiero pod koniec pierwszej kadencji Trumpa w 2021 roku. Oznacza powrót do dywizji jako głównej jednostki taktycznej, odbudowę roli korpusów i myślenie kategoriami wielkoskalowego starcia zbrojnego, a nie punktowych operacji antyterrorystycznych.

Reklama

Wojska Lądowe, Piechota Morska i Siły Kosmiczne. Kto zyskuje, kto traci?

Każdy z pięciu rodzajów sił zbrojnych USA przechodzi własną transformację, choć z różnym skutkiem. Wojska Lądowe wracają do sprawdzonych struktur dywizyjnych, a jednocześnie stawiają na mobilność — do jednostek trafia pojazd ISV, Infantry Squad Vehicle.

„Ten pojazd nie ma drzwi, nie ma okien, nie ma dachu, jest czystą ramą z Chevroleta Colorado. Ma to być modyfikowalny pojazd lekki służący żołnierzom jako taksówka, która szybko ich dowiezie w pobliże przeciwnika" — opisuje Tarociński.

Reklama

Korpus Piechoty Morskiej przeszedł transformację w kierunku działań zwiadowczo-rozpoznawczych. Siły Kosmiczne to prestiżowy projekt obecnej administracji, choć ekspert OSW przyznaje bez ogródek, że wiele inwestycji i projektów pozostaje na razie jedynie teorią nieprzekutą w praktyczne rozwiązania. Najgorzej w tym zestawieniu wypada Marynarka Wojenna.

Lata niedoinwestowania odbiły się nie tylko na stanie okrętów, ale przede wszystkim na potencjale przemysłowym — USA mają po prostu za mało stoczni, by budować i naprawiać jednostki w tempie, które nie uszczupli zdolności całej floty.

Reklama

AWACS, A-10 i spięcia z Kongresem. Pentagon kontra politycy z Kapitolu

Modernizacja armii to nie tylko kwestia strategii i pieniędzy — to również pole starć między Pentagonem a Kongresem. Dobrym przykładem jest samolot rozpoznawczy Boeing E-3 AWACS. Administracja Trumpa chciała go całkowicie wycofać, argumentując, że jest zbyt wrażliwy na zniszczenie, a jego zadania mogą przejąć Siły Kosmiczne.

Kongres zablokował tę decyzję i nakazał zakup pięciu kolejnych maszyn nowej generacji E-7 — co wywołało poważne spięcia między senatorami a sekretarzem obrony Pete'em Hegsethem. Podobna historia dotyczy szturmowca A-10, lubianego przez żołnierzy piechoty za skuteczność w akcjach wsparcia i ewakuacji.

Reklama

„US Air Force przez lata, tak naprawdę od 2000 roku, stara się jak najszybciej wycofać samoloty A-10. Już do końca tej dekady ten samolot zostanie wycofany całkowicie ze służby" — wyjaśnił analityk.

Mimo tych napięć Tarociński podkreśla, że US Air Force pozostaje najsilniejszymi siłami powietrznymi świata. Jako dowód wskazuje skalę operacji na Bliskim Wschodzie:

„Sama ilość wykonanych uderzeń w takim czasie przy tak relatywnie niewielkich siłach, które zostały tam przerzucone ze Stanów Zjednoczonych i Europy, jest po prostu imponująca. Nikt na świecie nie posiada takich zdolności logistycznych i planowania misji, aby dokonywać tak intensywnych nalotów, dysponując relatywnie tak niedużymi siłami."

Reklama

Co z Europą? Priorytet Indo-Pacyfiku oznacza mniej wojsk na wschodniej flance

Dla Europy — w tym dla Polski — ten strategiczny zwrot ma bezpośrednie konsekwencje. Priorytetem dla amerykańskich planistów jest region Indo-Pacyfiku, co oznacza, że Europa traci na znaczeniu w kalkulacjach dotyczących rozmieszczenia sił.

Tarociński zaznacza jednak, że nowa struktura dywizji zachowuje zdolność do delegowania pojedynczych brygadowych zespołów bojowych na potrzeby rotacyjnej obecności w Polsce, państwach bałtyckich czy Rumunii.

To ważna informacja w kontekście ostatnich doniesień o opóźnieniu rotacji brygady pancernej z Teksasu do Polski — decyzja ta idealnie wpisuje się w logikę opisywaną przez eksperta OSW. Armia USA jest w połowie drogi: część jednostek jest już gotowa do pełnoskalowego konfliktu, część wciąż nosi piętno epoki antyterrorystycznej. Jak długo potrwa ta transformacja i czy zdąży przed ewentualną konfrontacją z Chinami — tego nie wie nikt.

Reklama

Źródło: PAP / checkPRESS Aktualizacja: 21/05/2026 08:15
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo checkPRESS.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości